Transport wojskowy na drodze krajowej. Kilka ciężarówek, kolumna pojazdów, żołnierze w mundurach. Jeszcze kilka lat temu taki widok nie wzbudzał większego zainteresowania. Dziś wystarczy jedno zdjęcie wrzucone do sieci, by pojawił się lęk – „Ćwiczenia? Może mają informację, że wojna za chwilę się zacznie…?”.


 

Osoby w wieku 30 plus pamiętają czasy, gdy zasadnicza służba wojskowa była obowiązkowa. Starsze, wychowane w PRL, przypominają sobie zapewne, że na początku okres jej trwania wynosił 24 miesiące. Po 1990 roku skrócono ją do 1,5 roku, a od 2004 roku wynosiła 11 miesięcy. Ostatni obowiązkowy pobór miał miejsce w 2008 roku. Potem służba w wojsku stała się dobrowolna i dla wielu była możliwością realizacji pewnego rodzaju kariery. W przestrzeni medialnej zainteresowanie sprawami obronności nieco przygasły. Wraz z wybuchem wojny w Ukrainie, temat wojska wrócił do debaty publicznej, a wraz z tym pojawił strach, który karmi się plotką i niedomówieniami. We współczesnym świecie, najbardziej skutecznie podsycają go wszechobecne fake newsy.

Rozprawiamy się z nimi podczas wizyty w Wojskowym Centrum Rekrutacji w Gliwicach.

– Po okresie, w którym wojsko było mocno zmarginalizowane, dziś – z wiadomych przyczyn, w związku z wojną za wschodnią granicą – działania wojska są po prostu bardziej widoczne – mówi Szef Wojskowego Centrum Rekrutacji w Gliwicach ppłk Jacek ŁUKASIK. – Ta widoczność sprawia, że wszystko zaczyna być interpretowane inaczej – zauważa.

To samo wojsko, inny odbiorca

Paradoks polega na tym, że wojsko robi dziś w gruncie rzeczy to samo, co robiło od lat. Ćwiczy. Przemieszcza się. Uczestniczy w kwalifikacji wojskowej. Utrzymuje gotowość.

– Jednostki wojskowe zawsze ćwiczyły. Zawsze były szkolenia rezerwistów. Zawsze była kwalifikacja wojskowa – w pierwszych miesiącach każdego roku – podkreśla mjr Krystian Siwek, Szef Wydziału Rekrutacji i Promocji WCR w Gliwicach. – To nie jest nowość. Nowością jest skala mediów społecznościowych i to, jak bardzo zmieniły sposób postrzegania rzeczywistości.

Kiedyś informacja była filtrowana przez redakcje. Dziś każdy może być nadawcą. Wystarczy telefon z aparatem i swobodna interpretacja.

– Każdy może publikować, wstawić zdjęcie (nierzadko wygenerowane przez sztuczną inteligencję) i opisać po swojemu. I już mamy fałszywą narrację – wzrusza ramionami major.

Biorą do wojska: mit starszy niż internet

Jednym z najbardziej trwałych mitów jest przekonanie, że kwalifikacja wojskowa to wstęp do natychmiastowego wcielenia do armii. Ten strach nie wziął się znikąd – ma swoje źródła w doświadczeniach starszych pokoleń.

– Ludzie noszą w głowie historie rodzinne. Opowieści babć i dziadków: poszedł na komisję i już do domu nie wrócił. Tymczasem kwalifikacja wojskowa ma zupełnie inny charakter. To nie jest pobór! To nie jest wcielanie do wojska! Kwalifikacja wojskowa ma na celu wprowadzenie danych do ewidencji wojskowej oraz określenie zdolności do pełnienia służby wojskowej – wyjaśnia Szef WCR w Gliwicach ppłk Jacek Łukasik. - Podstawą do organizacji kwalifikacji wojskowej są dwa dokumenty: Konstytucja i ustawa o Obronie Ojczyzny z 2022 roku. A efektem – dokument określający zdolność do służby wojskowej: A, B, D albo E. I koniec – kwituje.

Mimo to mit żyje własnym życiem, karmiony strachem i sensacyjnymi nagłówkami.

„Wojsko zabiera samochody”. Fake news, który klika się najlepiej

Jeśli jest jeden fake news, który wraca jak bumerang, to ten o rzekomym „zabieraniu” firmowych samochodów przez wojsko.

– Wojsko nie chodzi po parkingach, nie puka do domów i nie zabiera aut – podkreślają rozmówcy. Jak wyjaśniają, rzeczywistość jest znacznie bardziej prozaiczna – i znacznie mniej medialna.

– W ustawie o Obronie Ojczyzny, która zastąpiła ustawę o Powszechnym Obowiązku Obrony, istnieje (i istniało) pojęcie świadczeń rzeczowych, ale one są regulowane przepisami, decyzjami administracyjnymi i wcześniejszymi umowami. Dotyczą konkretnych podmiotów i tylko na czas wojny – mówi szef WCR.

– Osoby i firmy, których to dotyczy, wiedzą o tym z wyprzedzeniem. Nie ma zaskoczeń – dodaje mjr Krystian Siwek. – Zaskoczeniem są natomiast dla nas tego typu klikalne nagłówki. Rozumiemy, że to działa, bo strach dobrze się sprzedaje. Ale jest to bez wątpienia pewnego rodzaju nadużycie.

Strach zmienia perspektywę.

Rozmówcy zwracają uwagę na prosty mechanizm psychologiczny: im większy niepokój, tym większa skłonność do nadinterpretacji.

– Transport wojskowy jedzie na poligon, bo musi się tam jakoś dostać. A jednak dziś nawet rutynowe ćwiczenia bywają odbierane jako zapowiedź eskalacji. Są bardziej widoczne, bo się boimy. Jak się boimy, to obserwujemy – ocenia ppłk Jacek Łukasik.

To właśnie w tej luce między faktami, a emocjami rodzi się dezinformacja.

Młodzi na pierwszej linii fake newsów.

Najbardziej podatni na ten przekaz są młodzi ludzie stający do kwalifikacji wojskowej. Wielu z nich przychodzi z góry nastawionych na jedno: byle nie dostać kategorii A.

– Nie zdają sobie sprawy, że to, co dziś wydaje się sprytnym „ograniem” wojska, jutro może być problemem. Określenie zdolności do służby wpływa bowiem nie tylko na możliwość służby wojskowej. Może zamknąć drogę do pracy w policji, straży i niektórych innych zawodów. Tego często nikt im nie mówi, nie znajdziemy tego z pewnością w mediach społecznościowych – zauważa ppłk Łukasik.

Strach podsycany fake newsami prowadzi do decyzji podejmowanych pod presją, bez świadomości konsekwencji.

Gdzie szukać faktów?

Rozmówcy nie mają wątpliwości, że dezinformacja wokół wojska nie jest przypadkowa.

– To są tematy nośne. „Zabiorą auta”, „zabiorą syna”, „nie idź na komisję”. To się klika. Warto pamiętać, że lęk, który wzbudzają w nas tego typu nagłówki, jest na rękę naszym wrogom i często właśnie przez nich w nas podsycany – ostrzega mjr Krystian Siwek.

Gdzie szukać prawdy? Wojskowi konsekwentnie powtarzają jedno: sprawdzaj źródła.

– Nie opierajmy się na tym, co „ktoś powiedział”. Korzystajmy z informacji urzędowych: ministerialnych, rządowych, wojskowych. Zawsze można przyjść do Wojskowego Centrum Rekrutacji, zapytać, porozmawiać. Od tego jesteśmy – mówi szef gliwickiego WCR.

Bo – jak podsumowują rozmówcy – największym zagrożeniem nie jest dziś wojsko ani jego działania.

– Najgroźniejsze są mity, które narosły wokół wojska. Naszym zadaniem jest je rozbrajać, zanim rozbroją ludzi – kończy ppłk Łukasik.

Adriana Urgacz-Kuźniak

Magdalena Panek

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj