Do szczerości powinniśmy dojrzeć. I moje bohaterki takie są. Ta książka powstała z codzienności kobiecej, z dążenia do bliskości, z potrzeby własnej przestrzeni, z przekonania, że warto mówić własnym głosem i że nasz głos jest bardzo ważny.
Z Katarzyną Szotą-Eksner, feministką, joginką, twórczynią herstorycznego projektu „Poznam Panią z Pyskowic”, autorką książki o sile kobiet, rozmawia Małgorzata Lichecka.
W czym pomaga pisanie albo w czym pomogło?
„HerStory. Herstorie silnych kobiet” pisałam przez kilka lat. Książka wzięła się z życia, z tego co robię. Od lat pracuję z kobietami, staram się być w tych działaniach bardzo aktywna, angażuję się w kwestie polityczne związane m.in. z prawami kobiet do decydowania o sobie, jestem joginką - realizuję autorski program opierający się o budowanie szczerych relacji między kobietami. Na zajęciach czytam ważną feministyczną literaturę, stąd w książce dużo do niej odniesień. Literatura otwiera na różne doświadczenia, jest świetnym pretekstem do rozmowy. Mogą nim także być moje bardzo krótkie felietony z pierwszej części „HerStory”. To osobista część, pisana przez wiele lat w najdziwniejszych sytuacjach, kiedy notowałam zapiski w telefonie, podczas spacerów, w kawiarniach, czekając na dzieci w samochodzie pod szkołą.
Zaskoczyła mnie pani bezwarunkowa otwartość. Mam inne doświadczenia, wiem, że kobiety nie otwierają się tak chętnie i niezbyt często dzielą się swoim życiem. Wolą być twardymi sztukami, pragmatycznymi realistkami, bo życie jest ciężkie i daje się we znaki. Pani bohaterki też o tym wiedzą, a jednak się odsłoniły.
Gdybym nie była otwarta i nie pokazała swojej intymności, nie mogłabym oczekiwać od kobiet, z którymi rozmawiałam, osobistych zwierzeń. Sądzę, że właśnie dlatego udało się je otworzyć i szczerze opowiedziały mi o swoich przeżyciach. Wie pani, to działa w dwie strony. Myślę też, że takie podejście wynika z mojego doświadczenia w pracy, mówię tu o jodze. Poza tym wszystkie siebie jakoś tam kreujemy i nie ma w tym nic złego, po prostu tak jest, ale z drugiej strony, pokazywanie siebie tylko jako wojowniczki do niczego nie prowadzi. Zależało mi na tym, żeby kobiety odnalazły się w opisywanych przez mnie herstoriach. Moje opowieści są bardzo różne: rozmawiałam z 15- letnią matką, której udało się poukładać życie, z kobietą skrzywdzoną przez stalkera, z wojowniczką Małgorzatą... Do szczerości powinniśmy dojrzeć. I moje bohaterki takie są. Opisując je w książce wzmacniamy się wzajemnie. Daję im też głos - dzięki nim widzimy świat z kobiecej perspektywy. Napisanie książki o sile kobiet zawsze było moim marzeniem, ale przez lata pochłaniało mnie to, co jest drogą większości z nas: wychowanie dzieci, próba pogodzenia z tym pracy zawodowej i ciągły pośpiech.
Szczerość jest niezwykle istotna, ale tak trudno się na nią zdobyć.
Ja tak pracuję z kobietami. Moja przyjaciółka Małgorzata nazwała mój feminizm czułym, ale ja taka jestem. Książka powstała z codzienności kobiecej, z dążenia do bliskości, z potrzeby własnej przestrzeni, z przekonania, że warto mówić własnym głosem i że nasz głos jest bardzo ważny. Z rozmów w kobiecych kręgach przy kawie, czasem z radości, czasem też z płaczu. Ale przede wszystkim z wiary w siłę kobiet. Tak, ta książka jest właśnie o tym. To także ważny krok do szukania jej w sobie i stawania się coraz silniejszą.
Mnie szczególnie zafrapowała Kasia Dacyszyn. We wstępie napisała pani, że to była pierwsze herstoria. Gdzie ich pani poszukuje ?
Przychodzą do mnie. Naprawdę. Część bohaterek znam z jogi, część po prostu do mnie pisze. To proces, często długi i nie zawsze przyjemny, w tym sensie, że dużo z siebie dajemy. Z Kasią Dacyszyn spotkałam się w rok po ataku na nią (stalker oblał jej twarz i ciało kwasem) i było to bardzo trudna rozmowa. Zresztą, co widać w tekście, herstoria dojrzewała kilka lat. W międzyczasie ukazała się książka Kasi, ona sama aktywnie angażuje się w sprawy kobiet doświadczających stalkingu i dzięki niej ten przestępczy proceder i jego ofiary, w większości kobiety, zyskały publiczną i instytucjonalną uwagę.
A jaka jest pani herstoria?
Żeby ją pani opowiedzieć, musiałybyśmy się spotkać kilka razy. Moja herstoria jest na pewno drogą dojrzewania do poszukiwania wewnętrznej siły. I nie chodzi o to, by tworzyć pomnikowe bohaterki, ja nią nie jestem. Liczy się droga. Konsekwentna. Żeby się nie poddawać. Moja herstoria to także działanie. Kiedy przestaję, wtedy gasnę.
Jest pani silna, bo …. ?
Pomimo różnych przeciwności i trudności, które mnie ostatnio spotkały, nie zamierzam zejść z mojej drogi.
Niezwykle istotna jest pani działalność dla kobiet. Na bardzo różnych płaszczyznach: grupa Nic o nas bez nas. Ruch kobiecy Gliwice Pyskowice, nastawiona na politykę, edukację, obronę praw kobiet, tu ważna jest bojowość. Dalej, Klub Książki Kobiecej - jest pani jego współzałożycielką, który nie tylko dyskutuje o ważnych kwestiach , ale także walczy z określeniem „literatura kobieca”.
Wyliczyła pani najważniejsze dla mnie rzeczy. To fakt, w Klubie Książki Kobiecej zaczęłyśmy eksplorować literaturę pod innym kątem: w przyjaznej przestrzeni dyskutujemy o ważnych dla nas książkach, a pod koniec spotkań często wchodzimy w osobiste rejony. To możliwe, bo w takim kręgu czujemy, że można sobie na to pozwolić. Jest jeszcze druga noga mojego feministycznego działania, w którym czuję się bardzo dobrze, może nawet lepiej niż w bojowym, ulicznym. To Kino Kobiet, pyskowicka inicjatywa. Jestem z tym miastem związana, mieszkam w okolicy. Jest już Klub Książki w Gliwicach ,więc pomyślałam - założę Kino Kobiet w Pyskowicach, które bardzo dobrze przyjęto. Zaczynałyśmy od klasyki feminizmu, pokazywałyśmy „Boski porządek”, „Portret kobiety w ogniu”, po filmach zawsze są gorące dyskusje, a główną widownią kobiety- seniorki. Niezwykle energetyczna grupa, dla mnie – prawdziwe odkrycie: nie zamykają się w czterech ścianach, chcą czegoś więcej. To także ważna dla mnie herstoria. Niestety, w związku z pandemią, musiałyśmy ograniczyć nasze aktywności, choć Klub Książki Kobiecej działa w formie online. Mam nadzieję, że już niedługo wrócimy do spotkań na żywo. Herstorie będą się dalej pisać, jestem już umówiona na kolejne spotkania. To moja misja.
Katarzyna Szota-Eksner:
Prowadzi szkołę jogi Yogasana www.yogasana.pl, organizatorka wielu kobiecych wyjazdów i warsztatów w całej Polsce. I w świecie. Współpracowała z Sunday is Monday, współtworzy gliwicki Klub Książki Kobiecej. Twórczyni projektu Kino Kobiet z Pyskowic oraz twórczyni herstorycznego projektu Poznam Panią z Pyskowic. Spisuje herstorie kobiet z sąsiedztwa. Dziewczyna ze Śląska, joginka, wegetarianka, felietonistka i feministka. Autorka bloga www.her-story.pl W listopadzie 2020 ukazała się jej pierwsza książka o herstoriach silnych kobiet.


Komentarze (0) Skomentuj