W czwartym spotkaniu rundy finałowej PKO Ekstraklasy Piast Gliwice odniósł pierwsze w tej części sezonu zwycięstwo, pokonując u siebie Śląsk Wrocław 1:0. Gola zdobył Piotr Parzyszek. Mecz ze Śląskiem Wrocław był 400. spotkaniem w Ekstraklasie z Waldemarem Fornalikiem w roli trenera.

Niedzielny mecz był ostatnim z serii spotkań z drużynami bezpośrednio sąsiadującymi z gliwiczanami w tabeli. Przy ewentualnej wygranej niebiesko-czerwoni odskoczyliby od wrocławian na cztery punkty i tym samym zrobili duży krok w kierunku zapewnienia sobie udziału w grze o europejskie puchary. Wszyscy jednak pamiętali, że w tym sezonie mistrzowie Polski dwukrotnie ulegli zespołowi ze stolicy Dolnego Śląska.


Gospodarze wyszli z dwoma zmianami w składzie. Od początku zagrali Tomasz Jodłowiec i Kristopher Vida, którzy zastąpili Patryka Sokołowskiego i pauzującego za kartki Bartosza Rymaniaka.


Gliwiczanie chcieli jak najszybciej otworzyć wynik, ale to Śląsk mógł prowadzić już w 6. minucie. Przemysław Płacheta pokonał Františka Placha – na szczęście dla miejscowych, zawodnik gości był na pozycji spalonej. Ta okazja dodała pewności siebie wrocławianom, którzy narzucili warunki gry. Golkiper Piasta dwukrotnie zmuszony był bronić. W 18. minucie gliwiczanie zdołali wreszcie odpowiedzieć szybką kontrą. Stojąc pięć metrów od bramki, nie trafił do niej Sebastian Milewski. Potem gra się wyrównała, a kolejną okazję na zmianę wyniku mieli goście. W 31. min Jakub Łabojko uderzył z rzutu wolnego, jednak i tym razem na posterunku był Plach. Pięć minut później Vida rozpoczął szybki atak, zagrał do Martina Konczkowskiego, ten wrzucił w pole karne, gdzie był Parzyszek i strzałem głową pokonał golkipera Śląska. Dalej napastnik naszych, stojąc tyłem do bramki, zdołał się obrócić i mimo ostrego kąta, celnie uderzyć – Matúš Putnocky nie dał się zaskoczyć. W końcówce pierwszej połowy, po przypadkowym strzale Roberta Picha, interweniował Jakub Czerwiński, wybijając futbolówkę sprzed linii bramkowej.


Piast na własnym stadionie, gdy pierwszy strzeli gola, nie przegrywa, lecz wrocławianie w pierwszych 45 minutach pokazali, że są bardzo groźni. To zapowiadało, że po przerwie powinno być jeszcze ciekawiej. Do 60. minuty nic godnego odnotowania jednak się nie wydarzyło. Pierwsi wynik mogli zmienić goście, ale Pich zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału i został uprzedzony przed defensora gospodarzy. Chwilę później Parzyszek mógł zdobyć swojego drugiego gola, lecz będąc na piątym metrze, nie trafił czysto piłkę. W 70. minucie mocno uderzył Vida, Putnocky zdołał odbić, jeszcze przejął Jorge Felix, jednak i jego strzał obronił bramkarz Śląska.


Obaj trenerzy zdecydowali się na zmiany. W zespole Piasta na murawie zameldowali się m.in. Sokołowski i Patryk Tuszyński. W 80. minucie Milewski rozpoczął kontratak, ale Vida źle zakończył świetnie zapowiadającą się akcję. W 82. minucie Tuszyński trafił w poprzeczkę, a piłkę do siatki wpakował Milewski – sędzia Mariusz Złotek anulował trafienie, dopatrując się pozycji spalonej. Nie zmieniło to jednak faktu, że Piast okazał się lepszy – do końca utrzymał korzystny dla siebie wynik, robiąc duży krok w stronę europejskich pucharów i medalu mistrzostw Polski.


Następny mecz ligowy podopieczni Waldemara Fornalika ponownie rozegrają u siebie. W niedzielę, 12 lipca o godz. 15.00 podejmować będą Jagiellonię Białystok.


Piast: František Plach – Martin Konczkowski, Uroš Korun, Jakub Czerwiński, Mikkel Kirkeskov, Kristopher Vida, Tom Hateley, Tomasz Jodłowiec (75’ Patryk Sokołowski), Jorge Félix, Sebastian Milewski (85’ Dominik Steczyk), Piotr Parzyszek (77’ Patryk Tuszyński)


Trener Waldemar Fornalik

Na pewno był to ciekawy mecz, dobrze się go oglądało. Spotkały się dwie drużyny chcące grać w piłkę i stwarzające sytuacje do zdobycia bramek. Wróciliśmy do gry o pełną pulę, a stuprocentową sytuację miał Sebastian Milewski. Pojawiła się wymiana ciosów, w której nasze sytuacje były groźniejsze.

Przeciwnik nie zaskoczył mnie tym początkiem. Śląsk ma wartościowych piłkarzy. Zdawaliśmy sobie sprawę z potencjału rywala.

Mam nadzieję, że tempo, jakie narzucamy w każdym meczu, podtrzymamy. Cieszę się naszą grą do ostatniej minuty. Szkoda tylko, że nie udało się wcześniej zdobyć drugiej bramki, byłoby wtedy spokojniej w końcówce. Mimo to w ostatnich minutach drużyna zagrała bardzo mądrze.



Grzegorz Muzia


Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj