„Klub przejąłem z dużym zadłużeniem. Składały się na nie bieżące zobowiązania wobec różnych kontrahentów, niewypłacone wynagrodzenia wobec piłkarzy i trenerów za maj i czerwiec oraz zaległe premie za poprzedni sezon. Do spłaty pozostawała też zaciągnięta w pierwszym półroczu pożyczka.”
O sytuacji sportowej, finansowej i organizacyjnej Piasta rozmawiamy z Pawłem Żelemem – prezesem GKS Piast Gliwice S.A.
- Za chwilę minie trzeci miesiąc od chwili, gdy został pan prezesem Piasta. Pierwsza drużyna zajmuje przedostatnie miejsce w lidze, rezerwy w dolnej części tabeli IV ligi, a zespół w Centralnej Lidze Juniorów jest ostatni. Frekwencja na Okrzei kiepska. Nie ma pan najlepszego otwarcia.
- Najprościej byłoby odpowiedzieć, że jest to efekt sytuacji,
jaką zastałem. Spółkę objąłem zaledwie dwa dni przed rozpoczęciem sezonu
w Ekstraklasie. Bez wpływu na to, jak wyglądały przygotowania drużyny
do rozgrywek, jak sprawowany był nadzór nad szeroko rozumianym obszarem
sportowym, jakie przeprowadzono transfery i kto decydował o ostatecznym
kształcie zespołu. Nie mam zamiaru wyciągać teraz na wierzch pewnych
spraw i dzielić się wiedzą, która z każdym tygodniem jest coraz większa.
Wyznaję zasadę, że tzw. brudy należy prać we własnym domu. I tego będę
się trzymał. Wyniki sportowe są wypadkową wielu czynników. Na pewno
atutem pierwszej drużyny powinno być zgranie, bo niewiele było ubytków
personalnych w porównaniu z poprzednim sezonem. Ale nie trzeba być
Einsteinem, by zauważyć, że pod względem fizycznym w wielu meczach
zespół po prostu cierpiał. Brak zwycięstw mogliśmy tłumaczyć brakiem
szczęścia czy niewykorzystanymi karnymi, ale fakty są takie, że drużyna
nie była należycie przygotowana. Mówiąc to, opieram się na wynikach
badań przeprowadzonych przez klubowego fizjologa, choćby po meczu z
Wisłą, czy na ostatnich badaniach wykonanych przez sztab trenera
Fornalika tuż przed obozem w Kamieniu. Zresztą, sami zawodnicy
przyznają, że intensywnie niewiele trenowali. Mam tylko nadzieję, że
obecna przerwa ligowa na mecze reprezentacji została przez nich
pracowicie wykorzystana. Piłkarze muszą zdawać sobie sprawę, że limit
pomyłek został wyczerpany. Teraz trzeba się mocno wziąć do roboty.
Zawodnicy grają o swoją przyszłość, nowe kontrakty, ale przede wszystkim
– szacunek kibiców. Nie da się ukryć, że brak wyników, zwłaszcza na
własnym stadionie, przekłada się na zainteresowanie meczami. Zaledwie
jedna wygrana, i to w dość szczęśliwych okolicznościach (z Koroną –
red.), jeden remis i trzy przegrane to nie powód do zadowolenia. Gdy
będzie widowiskowa i skuteczna gra, gdy nastąpi poprawa wyników, to i
kibice chętniej będą chcieli oglądać mecze Piasta. Co do rezerw – po
zakończeniu poprzedniego sezonu klub podjął decyzję o zakończeniu
współpracy z wieloma zawodnikami, tymi nierokującymi. Obecny skład był
montowany naprędce, tuż przed samym startem rozgrywek w czwartej lidze.
Powstaje pytanie o rolę tej drużyny w piramidzie szkolenia klubu. Z
kolei zespół występujący w Centralnej Lidze Juniorów, funkcjonujący w
ramach akademii piłkarskiej Piasta, przeszedł w czerwcu gruntowną
zmianę. Od kierownictwa akademii, przez sztab szkoleniowy, aż po skład
drużyny. Moim zdaniem, sposób przekazania spraw organizacyjnych
spowodował, że w pierwszym meczu Piast stracił trzy punkty, mimo że
wygrał z Odrą Opole. Stało się tak, bo w gliwickiej drużynie zagrał
nieuprawniony zawodnik. Po zakończeniu obecnych rozgrywek, wskutek
reformy, z naszej grupy CLJ spada aż 10 drużyn. W ocenie sztabu trenerów
CLJ, aktualny rocznik zawodników jest słabszy, odstają oni na tle
konkurencji, i ma to bezpośredni wpływ na osiągane w rozgrywkach
wyniki.
- Jaka była kondycja klubu po przejęciu przez pana obowiązków prezesa?
- Spółkę objąłem 13 lipca. Niemal tydzień pozostawała ona bez zarządu. Z informacji od współpracowników, ale i własnych obserwacji wywnioskowałem, że kilka tygodni przed zmianami dużo spraw stanęło w miejscu. Brak było decyzyjności w kwestiach najprostszych, ale istotnych z punktu widzenia funkcjonowania spółki czy udziału w rozgrywkach. Od braku zatwierdzonych faktur i dokumentów organizacji imprez masowych, przez umowy, po tak prozaiczne sprawy, jak nieubezpieczenie młodych zawodników. Dla mnie to niedopuszczalne - jeśli stanie się coś takiemu piłkarzowi podczas treningu czy meczu, to odpowiedzialność odszkodowawcza i cywilna spoczywa na spółce.
- Jaka jest teraz sytuacja finansowa klubu?
- Przejąłem go z dużym zadłużeniem. Składały się na nie bieżące zobowiązania wobec różnych kontrahentów, niewypłacone wynagrodzenia wobec piłkarzy i trenerów za maj i czerwiec oraz zaległe premie za poprzedni sezon. Do spłaty pozostawała też zaciągnięta w pierwszym półroczu pożyczka. Doliczyłem się dodatkowo sporej sumy zobowiązań z tytułu kontraktów zawartych z piłkarzami i ich menedżerami. Prócz tego trzeba jeszcze założyć rezerwę budżetową w związku ze sprawami spornymi, które toczą się przed Piłkarskim Sądem Polubownym PZPN z powództwa trenera Latala i GKS Bełchatów.
- Chodzą słuchy, że zastał pan spory bałagan organizacyjny i wprowadza zmiany. Na czym one polegają?
- Przede wszystkim trzeba zachować wypłacalność spółki. Chodzi o zabezpieczenie działalności, realizowanie bieżących zobowiązań wobec kontrahentów, pracowników, piłkarzy i trenerów oraz zobowiązań publiczno-prawnych, wobec ZUS i urzędu skarbowego. Właściciele GKS Piast oczekiwali przygotowania bilansu otwarcia. Takie sprawozdanie, dość szczegółowo opisane, przekazałem akcjonariuszom. Jednak z każdym tygodniem wiem na temat spółki coraz więcej, więc raport będzie uzupełniany. Co do spraw organizacyjnych, proszę wybaczyć, ale nie będę wszystkiego zdradzać. Pewne rzeczy prostuję, zmieniam, kierując się interesem Piasta. Pewnie dla kibica są to sprawy mało istotne, ale ważne z punktu widzenia funkcjonowania spółki. Dam przykład: w listopadzie zeszłego roku rezygnację z funkcji członka rady nadzorczej złożył Zbigniew Kałuża, który jest też akcjonariuszem Piasta. Na początku stycznia miasto uzupełniło skład rady o mecenasa Rafała Adamusa. Tyle że odpowiedzialny za prowadzenie spraw spółki zarząd i obsługująca klub kancelaria prawna przez kilka miesięcy w ogóle nie złożyły do sądu wniosku o dokonanie zmiany w KRS. Ujawniłem to pod koniec lipca, w momencie krzyżowej kontroli dokumentów, przygotowując raport otwarcia. Tak prozaiczna sprawa, a nawet nie została tknięta... Może ktoś powie: to drobnostka. Zapewniam, że właśnie te detale, w ostatecznym rozrachunku, decydują o całości. Na marginesie dodam, że okazało się, iż obsługująca spółkę kancelaria z Katowic ma od początku roku umowę zamkniętą na okres 24 miesięcy, bez opcji jej wypowiedzenia. Rozumiem, że prezes zarządu zaprasza do współpracy kogoś sprawdzonego i zaufanego, ale brakuje mi tu zachowania dobrych obyczajów. Zapewniam, że jeśli ktoś postronny wziąłby taką umowę do ręki, zadałby pytanie, dla kogo jest ona korzystna i czy należycie zabezpiecza interes spółki. Dlatego konieczne będzie przeanalizowanie wszystkich innych umów, zwłaszcza tych generujących koszty. Zbadamy je pod kątem zasadności i celowości.
- Wyników nie ma, są zwolnienia. Dlaczego klub pożegnał się z trenerem Wdowczykiem? Mówiło się, że w szatni doszło do podziałów między zawodnikami. Wie pan coś na ten temat?
- Do pewnych spraw nie chcę wracać. Umówiłem się z trenerem Wdowczykiem, że nie będę komentował zakończenia naszej współpracy. Mam tylko do niego żal, że nie zaangażował się w projekt Piasta. Miał wszelkie ku temu narzędzia: wypłacalny klub, pewne oparcie we właścicielach, bazę do pracy i ponadprzeciętny skład zespołu. Oczywiście, czarę goryczy przelał brak wyników sportowych, a właściciele rozliczają z tego każdego trenera. Mój dobry znajomy, doświadczony szkoleniowiec, powtarza, że każdy trener może „wcisnąć kit” prezesowi czy właścicielowi, ale 24 zawodników, z którymi przebywa w szatni i na co dzień pracuje, nie oszuka. Trener może być wymagającym skurczybykiem, mieć zasady, które są świętością, ale musi być sprawiedliwy dla zawodników. W przeciwnym wypadku pomiędzy szatnią a trenerem nie będzie chemii.
- Co ze sprawą roszczeń trenera Latala. Jak, w pana opinii, zakończy się ten spór?
- Swoją opinię przedstawiłem akcjonariuszom. Na razie sprawa toczy się
przed Piłkarskim Sądem Polubownym PZPN. Na drugą połowę października
zaplanowane jest posiedzenie, na którym przedstawiciel wydziału
szkolenia PZPN ma być przesłuchiwany w sprawie wydawanych licencji
trenerskich. Trudno przesądzać, jak sprawa się zakończy.
- Zwolnienie Wdowczyka to nie jedyne odejście z klubu. W drużynie rezerw nie ma już wieloletnich gliwickich trenerów: Krzysztofa Szumskiego i Witolda Czekańskiego.
- Kwestia obu trenerów jest dla mnie
przykładem chaosu. Pierwszy raz w życiu spotkałem się z sytuacją, że
drużyna posiada… dwóch pierwszych trenerów! Przy czym jeden ma umowę z
30 czerwca, a drugi z 1 lipca. Nie wiem, jaki był cel zatrudnienia,
dzień po dniu, dwóch osób na tym samym stanowisku. Nadmienię tylko, że
pierwsza zmiana nastąpiła po tym, jak zespół rezerw pojechał na mecz bez
sprzętu i musiał pożyczyć go od gospodarzy. Jest to nieprofesjonalne i
nie do zaakceptowania. Jeżeli chodzi o trenera Szumskiego, to on sam
złożył rezygnację po naszej rozmowie. Prowadzenie zespołu rezerw
zostało więc w trybie nagłym powierzone Dawidowi Cholewie, który w
przeszłości odpowiadał już za drugą drużynę.
- A propos rezerw. Jest pan zwolennikiem utrzymywania drugiej drużyny? Czy Piast II wystartuje w nowym sezonie?
- Żeby udzielić odpowiedzi, trzeba zadać w klubie kilka pytań. Co z efektywnością dotychczasowego szkolenia w zespole rezerw. Ilu zawodników, poprzez rezerwy, doszło do pierwszej drużyny, występującej w Ekstraklasie. W jakiej lidze drużyna rezerw powinna grać. I wreszcie: jakie są koszty utrzymania zespołu, organizacji jego meczów, wyjazdów, zabezpieczenia, obozów, kontraktów piłkarzy. Jeśli odpowiemy sobie uczciwie, może dojdziemy do wniosku, że lepszym rozwiązaniem jest związanie się kontraktami z uzdolnionymi młodzieżowcami i zawodnikami rokującymi na przyszłość, wypożyczenie ich do klubów pierwszej czy drugiej ligi. W ten sposób dobrzy piłkarze mają możliwość sprawdzenia się na znacznie wyższym poziomie niż liga czwarta. Taki zawodnik albo radzi sobie na wyższym poziomie i daje sygnał, że można już o nim myśleć pod kątem gry w Ekstraklasie, albo nadal pozostaje na wypożyczeniu. Natomiast w sytuacji, kiedy zespół rezerw jest odrębnym bytem w strukturze klubu, niewiele wynika z jego posiadania. Przed obecnym sezonem część klubów Ekstraklasy zlikwidowała swoje rezerwy, zaś młodych zawodników wypożyczyła do innych drużyn na szczeblu centralnym. Jestem ciekawy, jak taki ruchu zostanie oceniony po sezonie i czy więcej będzie z tego korzyści, czy strat.
- Wróćmy do pierwszego zespołu, który gra poniżej oczekiwań. Sytuacja Piasta jest kiepska. Choć do końca sezonu sporo kolejek, to historia pokazuje, że jeśli drużyna po jedenastu ma osiem punktów, poważnie zagraża jej spadek z Ekstraklasy. Liczy się pan z tym? Czy za wyniki sportowe spotkała zawodników kara finansowa?
- Efektem braku wyników sportowych i słabej gry były zmiany w sztabie szkoleniowym pierwszej drużyny. Wraz z trenerem Wdowczykiem z pracą pożegnali się jego asystenci. Jestem przekonany, że zespół pod wodzą Waldemara Fornalika i jego doświadczonego w Ekstraklasie sztabu asystentów opanuje ten kryzys. Najwięcej tracą sami zawodnicy. Mają wysokie premie za wygrane mecze. Brak zwycięstw to uciekające profity finansowe. Uważam, że straszenie karami nie przyniesie pożądanego efektu. Wolę mieć w klubie świadomych i odpowiedzialnych zawodników, którzy za swoją pracę otrzymują terminową wypłatę. Ale w zamian chcę widzieć zaangażowanie na boisku. Być może ktoś nie docenia tego, że gra w wypłacalnym klubie, nie musi się martwić o kontrakt, warunki do pracy. A nie jest to standard w warunkach ligowych - niektóre kluby mają wielomiesięczne zaległości, a mimo to zawodnicy nie są skorzy do składania wniosków o rozwiązanie umów. Wiedzą bowiem, że rynek jest ograniczony. Będziemy obserwować postawę naszych piłkarzy na boisku i poza nim. Jeśli któryś nie będzie spełniał oczekiwań i nie da trenerom oraz klubowi wystarczających argumentów sportowych, nie dostanie nowej umowy. Wszyscy zawodnicy usłyszeli już od właścicieli Piasta, że jeśli komuś jest w klubie źle, to może z dnia na dzień rozwiązać kontrakt. Chcemy współpracować z ludźmi odpowiedzialnymi i świadomymi.
- Czy w przerwie zimowej należy się spodziewać rewolucji personalnej w zespole?
- Za wcześnie teraz na konkrety. Latem do drużyny doszło sześciu nowych zawodników, kilku innych przedłużyło umowy. Trener Fornalik poznaje zespół jako całość i każdego sportowca z osobna. Każdy piłkarz ma więc czystą kartę i tylko od niego samego zależy jego przyszłość w klubie. Na pewno na koniec rundy nastąpi ocena przydatności i weryfikacja w kontekście dalszej współpracy.
- Oprócz wyniku sportowego problemem Piasta jest frekwencja, która, niestety, pikuje. Podjął pan kroki, aby temu przeciwdziałać? Są jakieś pomysły marketingowe?
- Najlepszy marketing robią na boisku sami zawodnicy. Jeśli będzie widowiskowa gra, walka do ostatniej minuty, to kibice to docenią i będą chcieli się z klubem identyfikować. Niezależnie od tego pracujemy nad przyciągnięciem kibiców na stadion. Chodzi o to, by dostali oni coś więcej niż tylko sam mecz. Uporządkowania wymaga obszar szeroko rozumianego marketingu i promocji. Spółka, ani w tym roku kalendarzowym, ani w roku obrotowym, nie miała przygotowanego i zatwierdzonego planu marketingowego czy sprzedażowego. Dlatego dominowała akcyjność w działaniu. Od kilku spotkań fani przychodzący na mecz mogą, w cenie biletu, skorzystać z konsumpcji. Pracujemy nad organizacją transportu zbiorowego, tak by mieszkańcy z różnych części Gliwic i okolic mogli bezpiecznie dotrzeć na stadion, a potem wrócić. Poza tym zespół będzie częściej wychodził na zewnątrz. Dziś to piłkarze mają zadanie, by odzyskać zaufanie kibiców. Najprostszym sposobem jest dobra gra, walka i determinacja od pierwszej do ostatniej minuty oraz wyniki sportowe na miarę oczekiwań.


Komentarze (0) Skomentuj