Miała dwa miesiące, gdy po raz pierwszy usiadła na konia. Dziś gliwiczanka Julia Steuer to sześciokrotna mistrzyni Polski w jeździe westernowej, trenerka koni, studentka zootechniki i aktywna edukatorka w mediach społecznościowych. Jej historia to opowieść o wyborach, determinacji i relacji, której nie da się zmierzyć medalami. 

Urodzona w siodle”

Kiedy inne dzieci uczyły się chodzić, ona już siedziała w siodle. Mama jeździła konno i często zabierała córkę do stajni. Gdy Julia miała dwa miesiące, pierwszy raz usiadła na konia. Dwa lata później po raz pierwszy wspólnie z mamą galopowały. 
Prawdziwa nauka jazdy zaczęła się, gdy miała dziesięć lat. Wtedy rozpoczęły się regularne treningi. 
- Wcześniej próbowałam różnych rzeczy - tańca, tenisa stołowego, fotografii. Ale to konie były tym czymś, co od razu poczułam. Chciałam sprawdzić, czy to właśnie jest to. I było - opowiada Julia Steuer.

Miłość do koni jest w jej rodzinie dziedziczna. Mama była pierwsza, ale i dziadkowie kochali te majestatyczne zwierzęta. - To chyba przechodzi z pokolenia na pokolenie. Tyle, że ja jako pierwsza wybrałam styl western - wyjaśnia nasza rozmówczyni.
W Polsce styl westernowy wciąż bywa odbierany stereotypowo - jako zabawa w kowbojów. Tymczasem to styl wymagający, precyzyjny, oparty na zaufaniu i zgraniu. - Chciałam pokazać, że western nie jest taki straszny jak go malują, że to nie to, co pokazują w filmach - wyznaje mistrzyni. 

Julia aktywnie prowadzi profile w mediach społecznościowych, na których pokazuje swoje treningi, osiągnięcia i życie codzienne. - To mój pamiętnik, ale też przestrzeń edukacyjna. Ludzie proszą mnie o porady, nawet jeśli jeżdżą klasycznie. Sama tak zaczynałam, dlatego chętnie pomagam innym w tej drodze - mówi.
Edukacja, budowanie społeczności, łamanie stereotypów - to cele jej obecności w sieci oraz sposób na dokumentowanie swojej pasji. 

Łata - klacz, która „łata” duszę 

Największa więź połączyła ją z Łatą - klaczą, z którą przeszła długą i pracowitą drogę.
- Na początku ja byłam od pracy z Łatą, a moja mama od rozpieszczania. Zajęło nam trzy lata, zanim stworzyłyśmy prawdziwą z Łatą więź - przyznaje.
Dziś wystarczy, że ją zawoła, a Łata przychodzi. Więź między nimi jest jest tak silna, że gdy Julia wyjechała na studia, koń podupadł na zdrowiu. Stracił apetyt, stał się apatyczny i zamknięty na innych. Wystarczyło, że właścicielka wróciła - Łata odzyskała pełnię sił. 
Rodzice ostrzegali: koń oznacza koniec wakacji. Od 11 lat nie była na urlopie, a gdy już uda jej się wyjechać - zabiera ze sobą konia.
- Zawsze szukam stajni, w której będę mogła trzymać Łatę podczas wyjazdów. Nie wyobrażam sobie zostawić ją na długo. Gdy mnie nie ma, ona to czuje, jest do mnie bardzo przywiązana - opowiada Julia.

Urlopu nie ma, za to na arenach zdobywa wszystko. Pierwszy tytuł Mistrzyni Polski Julia zdobyła w wieku 15 lat w konkurencji Trail w kategorii wiekowej 14-18 lat. To był moment przełomowy - pierwszy poważny sukces i sygnał, że ciężka praca przynosi efekty. Rok później zdobyła Trail Open, pokonując doświadczonych zawodników, także tych z kadry narodowej i startujących na Mistrzostwach Europy. 

Największy sukces? Trzykrotne mistrzostwo Polski zdobyte na ogierze czystej krwi Arabskiej Massad, trenowanym samodzielnie. Ten koń wcześniej startował w konkurencjach szybkościowych, a Julia nauczyła go spokojnej, precyzyjnej jazdy. 

- Wcześniej był koniem szybkościowym, teraz porusza się jak bujany konik. Wszyscy byli w szoku, widząc  taką zmianę - mówi ze śmiechem.
Jednak nie tylko medale są dla niej miarą sukcesu. Julia pamięta też swoje pierwsze zawody podwórkowe w Poniszowicach, gdzie zdobywała trzecie miejsca. Dziś mówi: - To był dopiero początek, ale już wtedy czułam, że to moja droga. 

Konie - emocjonalne lustro 

- Konie czują wszystko. Trzeba do nich podchodzić ze spokojem - to zasada, którą powtarza wszystkim uczniom. Nie możemy przelewać swoich emocji na zwierzę. Konie są naszym lustrem - podkreśla.
Ale to też niezwykle sprytne zwierzęta. 
 - Moja Łata potrafi udawać, gdy coś jej nie pasuje. Kiedyś utykała przy trenerze, który potraktował ją za mocno ostrogami. Jak ja wsiadłam - wszystko było w porządku. 
Trening to nie tylko schematy. To relacja. - Nie każdy sposób działa na każdego konia. Trzeba szukać klucza - poucza trenerka.

Marchewka zamiast cukru 

Wbrew powszechnemu myśleniu - kostki cukru to nie najlepszy pomysł na nagradzanie koni. Julia łączy wiedzę z praktyką - studiując zootechnikę ze specjalizacją dotyczącą żywienia koni, wie co najlepsze jest dla tych zwierząt. 
- Cukier niszczy zęby, a dentysta koński jest drogi. Lepiej podać marchewkę albo buraka - wyjaśnia.
Julia obala też mit o suchym chlebie. - Koń szybko przytyje i może mieć problemy zdrowotne. Nawet jabłka mogą być niebezpieczne, bo fermentują w żołądku, powodując kolkę, która jest dla koni śmiertelna. 
Zapytana o to, jakiej rady udzieliłaby osobom rozpoczynającym swoją przygodę z jeździectwem, Julia odpowiada: - Najważniejsze, by się nie zrażać. Droga do sukcesu będzie trudna, ale opłaci się. Jak już poczuje się tę wolność, nic tego nie przebije. 
Jeździectwo to nie tylko sport. To pokora, spokój i… partnerstwo z koniem. 
- Nie traktuj konia jak narzędzia. Traktuj go jak nauczyciela. On też ma swoje granice - podsumowuje Julia Steuer.

Milena Miller
 

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj