Program można obejrzeć na antenie Telewizji Imperium, w serwisie YouTube Nowin Gliwickich i Telewizji Imperium, a także w naszych social mediach.
Ubiegłoroczne biennale było ogromnym sukcesem miasta, a Ty byłeś niczym ojciec tego sukcesu. Od biennale rozpoczęła się również Twoja przygoda z Centrum Kultury Victoria. Czy nie postawiłeś sobie wtedy poprzeczki za wysoko?
Robiliśmy po prostu robotę, którą uważaliśmy za słuszną. Teraz próbujemy się zdystansować do tego, co było, i patrzeć bardziej na to, co będzie – żeby nie spocząć na laurach, tylko wyznaczać sobie nowe cele. A tych celów trochę mamy już na ten rok. Jest w nich miejsce także na przygotowania do kolejnego biennale, które będzie w przyszłym roku.
Pawle, chcę wyjaśnić Czytelnikom, że mówimy sobie po imieniu, bo ustaliliśmy, że tak będzie naturalnie - znamy się od lat. Gliwiczanie kojarzą Cię też szerzej jako połowę „Prywaciarzy”, bo prowadziłeś prywatki w Bojkowie, które cieszyły się dużym zainteresowaniem. Niewiele osób wie, że również muzyka poważna była w Twoim życiu mocno obecna: pracowałeś w filharmonii, przy PalmJazz i w Jazzovii. Która z tych form jest Ci bliższa – rozrywka czy klasyka?
Muzyka rozrywkowa jest dla mnie raczej odskocznią od tego, co jest w codziennej pracy – od obowiązków, formalności, natłoku spraw. Trzeba sobie dać zdrową równowagę, żeby mieć zdrową głowę do funkcjonowania. Natomiast dobrze czuję się w tych etapach zawodowych, które mnie do tej pory spotykały, czyli po prostu w szeroko rozumianej muzyce. I czy to filharmonia, czy PalmJazz, czy Jazzovia, czy Centrum Kultury Victoria – muzyka jest jednym z elementów pracy w kulturze.
A pod Twoim przewodnictwem Centrum Kultury Victoria w którą stronę będzie szło? W stronę rozrywki masowej, dla szerokiej publiczności, czy też w stronę kultury bardziej wymagającej?
Myślę, że będziemy mieć dwie odnogi. Chcemy proponować rozrywkę wyższej próby – choć to trudne do ocenienia, bo nie ma prostej granicy, co jest „wyższe”, a co nie. Chcemy dbać o rozrywkę tak, żeby była jak najlepsza, profesjonalna, na wysokim poziomie. Natomiast kultura jako osobny człon wymaga szerszego spojrzenia i współpracy ze specjalistami, bo trudno być ekspertem na wszystkich frontach. Dobra obserwacja tego, co dzieje się na świecie i w Polsce, i czerpanie z tych doświadczeń dla Gliwic – to jest, moim zdaniem, dobra droga.
Centrum Kultury Victoria współpracuje też z artystami lokalnymi. Na ile jest otwarte na sztukę krytyczną, kontrowersyjną, czasem obrazoburczą? Jeśli ktoś przychodzi z takim projektem – na przykład w ramach „Made in Gliwice” – to jak to oceniacie? I czy Gliwice są gotowe na taką sztukę?
Myślę, że w ogóle porządkujemy kulturę w Gliwicach. Chcemy, żeby miała swoje ramy – także specjalistyczne. Jeśli mówimy o kulturze w ramach Centrum Kultury Victoria, to zostawiamy pole teatru - teatrowi, zostawiamy pole specjalistom od filmu w Kinie Amok, które nam podlega. Opieramy się na specjalistach, a w przypadku „Made in Gliwice” zależy nam, żeby wnioski były omawiane w szerokim gronie: z prezydentami, specjalistami ds. kultury, a także z reprezentantami Rady Programowej Centrum Kultury Victoria. Chcemy, żeby to było grono mocno specjalistyczne i z różnymi perspektywami.
A sama kontrowersja w sztuce, jak sądzisz, jest potrzebna?
Wydaje mi się, że tak. Może szokuje, może otwiera oczy, a osobom, które wcześniej nie miały kontaktu z kulturą, daje punkt zaczepienia: „okej, tu był szok, to może zobaczmy dalej”. Nawet z ciekawości. Chcemy też poruszać się kanałem wychodzenia z kulturą na zewnątrz, żeby była napotykana na ulicach, w dziwnych, niestandardowych miejscach. Mamy oczywiście swoje punkty infrastrukturalne – ruiny teatru, sale koncertowe, mniejsze galerie – ale im bardziej sztuka i kultura będą zaczepiały na ulicach, tym łatwiej będzie do nich dotrzeć.
Skoro mówimy o ulicach – to czy tylko o ulicach centrum? W strategii kulturalnej Gliwic duży nacisk położony jest na to, żeby kultura trafiała również do dzielnic. Dziś dzieje się to głównie w Bojkowie, czasem w Łabędach. W pozostałych dzielnicach kultura jest mniej obecna. Czy macie pomysł na dywersyfikację wydarzeń kulturalnych?
Wydarzenia kulturalne w dzielnicach bardzo często są inicjowane oddolnie – rady dzielnic kontaktują się z nami, konsultują pewne rzeczy, a my staramy się wspierać ich działania. My również próbujemy inicjować wydarzenia, na przykład letnie kino plenerowe, które wychodzi bezpośrednio do mieszkańców dzielnic. Chcemy jednak, żeby kultura jeszcze mocniej wchodziła w tkankę osiedlową i dzielnicową, dlatego organizujemy spotkanie z radami dzielnic 23 lutego – żeby porozmawiać o tym, jakie mamy zasoby i jak możemy je wzajemnie wykorzystać.
Oczywiście to nie jest tak, że jeden podmiot przyjdzie i będzie dyktował, co w dzielnicy ma się dziać. Trzeba wyczuć potrzeby i możliwości. Zapytać: czym dysponujecie, jaki macie potencjał, z kim chcielibyście działać, jaką macie infrastrukturę – a my postaramy się dorzucić od siebie jak najwięcej, żeby życie kulturalne żyło też w dzielnicach. Poza tym w projektach składanych do nas jednym z priorytetów jest to, żeby realizować działania właśnie w dzielnicach.
Wspomniałeś o projektach. „Made in Gliwice” to dobra formuła aktywizowania lokalnych twórców. A czy Centrum Kultury Victoria może być też trampoliną – czymś na kształt agencji artystycznej dla gliwickich artystów?
Jesteśmy w stanie pomóc – do pewnego poziomu, poziomu miejskiego. Trudno, żeby instytucja kultury w mieście była menadżmentem, który wynosi artystów wyżej. Natomiast spotykamy się z różnymi specjalistami ds. kultury m.in. w ramach „Made in Gliwice”.Padają tam konkretne pomysły, które pokazują, że Gliwice mogą być kuźnią artystów i że jest pomysł na to, jak ich promować.
Jak oceniasz skalę zainteresowania programem Made in Gliwice?
Ten projekt w tej formule wystartował pierwszy raz. W ubiegłym roku tego nie było – były programy „startupowe”, ale przeformułowaliśmy je, bo nie do końca spełniały założenia. Teraz zapraszamy do współpracy zarówno wydarzenia strategiczne, które funkcjonują od lat i mają dobrą formułę, jak i osoby, które działają, mają doświadczenie, ale nie zaistniały jeszcze w strukturze miejskiej. Zainteresowanie przerosło nasze oczekiwania. Mieliśmy bardzo dużo godzin doradztwa – tłumaczyliśmy zasady programu, pomagaliśmy wypełniać wnioski. To nie jest konkurs grantowy ani urzędnicza machina. To bardziej forma banku wiedzy: chcemy wiedzieć, jaki jest potencjał w Gliwicach. Jasne, nie da się zaangażować wszystkich projektów, ale z tego „banku” potem możemy czerpać – łącząc ludzi, artystów i organizatorów przy kolejnych działaniach.
Porozmawiajmy o remoncie ruin teatru. To będzie bardzo duża inwestycja – jedna z największych w Gliwicach. Masz jakieś obawy?
O obawach trudno mówić. Realizujemy wszystko zadaniowo. Współpracujemy z szerokim zespołem specjalistów: z Biurem Urbanisty, z Wydziałem Inwestycji i Remontów, z Wydziałem Kultury. Na każdym kroku pojawiają się nowe pomysły i możliwości, które chcemy wdrożyć. Jesteśmy na finiszu zbierania tego, co mogliśmy wypracować, i w dobrym punkcie, żeby to była sala z ogromną renomą i możliwościami technologicznymi oraz akustycznymi. To buduje salę – nie kafelki na ścianach.
Będzie tam miejsce na działania eksperymentalne, muzyczne i teatralne – w zasadzie na każdą formę sztuki, którą sobie wymyślimy. Przestrzeń sztuki będzie mogła być i na scenie, i na części publiczności, i na balkonach. Dużo nowoczesnej technologii, dużo możliwości. Chcemy mieć w mieście punkt, z którego będziemy dumni.
Wiesz też pewnie, że pojawi się krytyka. Znajdą się tacy, którzy będą wytykać każdy błąd lub wskazywać to, co im się nie podoba. Nie obawiasz się tego?
Pilnujemy najmniejszych szczegółów, choć wiadomo, że coś może się wydarzyć niezależnie od nas. Jesteśmy zależni od kolejnych projektantów i wykonawców, ale mamy ekspertów, którzy tego pilnują. Pod względem technologicznym jestem spokojny – konsultowaliśmy to w szerokim gronie specjalistów, którzy budowali podobne obiekty w Polsce i współpracują z projektantami z całej Europy. Jeśli nie będziemy rozmawiać wyłącznie o gustach, to myślę, że to będzie dobry obiekt.
Kto będzie zarządzał ruinami po remoncie? Nadal Centrum Kultury Victoria czy nowy podmiot?
Plan jest taki, żeby Centrum Kultury Victoria miało pełną pieczę nad tym, co dzieje się w ruinach Teatru Victoria, a także w tej części miasta, która roboczo jest nazywana kwartałem kultury. Dokładny kształt wypracuje konkurs, który – myślę – jeszcze w tym roku się odbędzie.
Pawle, na koniec: jakie wydarzenia w najbliższym czasie przygotowuje Centrum Kultury Victoria?
W najbliższym czasie będą dosłownie dziesiątki wydarzeń. Pierwszym punktem będą Walentynki. Zaczynamy w kinie Amok – będą filmy romantyczne, ale też powrót do klasyki: „Gorączka sobotniej nocy”. Będzie tanecznie. To w piątek 13. - najpierw seans, a potem zapraszamy na prywatkę do Bojkowa – popkulturowo i romantycznie. A w ten sam weekend w Amoku będzie też koncert zespołu Eleganza, utwory filmowe w wykonaniu profesjonalnych muzyków, filharmoników.
Serdecznie zapraszamy.
Rozmawiała Adriana Urgacz-Kuźniak
PLUS/MINUS
Kultura wysoka w Gliwicach – plus czy minus?
Plus.
Rozrywka masowa finansowana z pieniędzy publicznych?
Plus.
Nagość na scenie?
Plus i minus.
A nie wolno tak…
(śmiech). Złoty środek – zależy od formuły prezentacji.
Wystawy obrazoburcze z nurtu sztuki krytycznej?
Też plus i minus. Trzeba znaleźć złoty środek.
Artyści-amatorzy na dużej scenie?
Plus.
Eksperymenty artystyczne, ryzykowne frekwencyjnie?
Plus.
Więcej kultury w dzielnicach, mniej w centrum?
Plus.
Lokal dla kultury?
Plus.
Centrum kultury jako agencja artystyczna lokalnych twórców?
Minus.
Debiutanci zamiast znanych nazwisk?
Plus i minus. Debiutanci – tak, ale nie „zamiast”.
Odważniejsze decyzje programowe Centrum Kultury Victoria?
Plus.


Komentarze (0) Skomentuj