Zawsze chciałem się jakoś Gliwicom, literacko, odwdzięczyć. Z Wojciechem Chmielarzem, pisarzem, felietonistą, jednym z najpopularniejszych polskich autorów powieści kryminalnych, laureatem Nagrody Wielkiego Kalibru, rozmawia Małgorzata Lichecka.

Wymieńmy się lekturami. Co pan ostatnio czytał?

Książkę „Opowiedz im o bitwach, królach i słoniach” Mathiasa Enarda o Michale Aniele, który, jak się okazuje, w pewnym momencie swojego życia, był w Stambule i chciał wybudować tam most. Ten most nigdy nie powstał, zostały szkice. Enard pięknie napisał o sztuce, pragnieniach, relacjach między Zachodem a Wschodem, o geniuszu z kompleksami. Bardzo ciekawa rzecz. Czytałem też „Córeczkę” Romy Hausmann. To z kolei kryminał, choć bardziej thriller psychologiczny.

U mnie na stoliku „Świątynia i śmietnik”. Architektura dla życia taki ma podtytuł ta książka, i faktycznie Grzegorz Piątek zabiera nas w podróż szlakiem nie wielkich realizacji star architektów czy architektek, a budynków, wręcz wiat śmietnikowych, które są przestrzeniami do życia właśnie, i dobrą architekturą. Dobrze się składa, że pan o architekturze i ja o architekturze, bo odgrywa ona dosyć istotną rolę przy konstruowaniu opowieści kryminalnej.

Architektura, czy szerzej urbanistyka, była i wciąż jest dla mnie ważna, choć różnie rozkładam te akcenty w powieściach. Na przykład „Osiedle marzeń” wychodziło z myślenia architektonicznego o tym, co się dzieje w zamkniętych osiedlach.

W gliwickim cyklu, ostatnio wznowionym przez Marginesy, jest bardzo wyraźny ślad architektoniczny. Ale może tylko ja to tak odbieram, bo jestem stąd, z Gliwic, i po prostu bardziej zwracam uwagę na charakterystyczne miejsca, ulice, przestrzenie, obiekty, detale.

Nie tylko pani. Z rozmów z czytelnikami i czytelniczkami wiem, że są tacy, którzy na przykład po lekturze Wampira czy Zombi z cyklu gliwickiego, robili sobie wycieczki do Wilczego Gardła, na Wójtową Wieś czy osiedle Kopernika. Żeby zobaczyć te miejsca, ale też pewnie trochę po to żeby sprawdzić pisarza. Cykl był, i wciąż jest, sposobem na pokazanie Gliwic czytelnikom spoza Śląska, dlatego prowadziłem do charakterystycznych miejsc, budynków, żeby choć trochę oddać charakter miasta jakie pamiętam, nakładając na tę moją pamięć filtr mrocznego kryminału.

Konstruując opowieści osadza Pan bohaterów i bohaterki w różnych kontekstach. Czy liczy się w nich detal? Sprawdza Pan markę długopisu, papierosa, rozmiar i skład bielizny, kto je wyprodukował, gdzie je można kupić?

Rozczaruję panią. Nie jestem aż takim detalistą, lubię fikcję, a jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w mojej pisarskiej pracy jest wolność zmyślania. Nie wszystko w książkach musi się zgadzać jeden do jednego, a i ja nie muszę wszystkiego wiedzieć.

A ile autor musi wiedzieć?

To zależy. Książkę mam rozplanowaną punkt po punkcie, ale nie do końca wiem, dlaczego moi bohaterowie są jacy są. Bardzo często poznaje ich w trakcie pisania. To zresztą dla mnie jeden z najprzyjemniejszych elementów pracy: gdy bohaterowie mnie trochę zaskakują, trochę dziwią, trochę zachowują się inaczej niż zakładałem, trochę krystalizują się ich charaktery. Dla mnie to najbardziej intrygujący moment w pisaniu. Oczywiście są autorzy i autorki, którzy uważają, że musisz znać rodzinę swojego bohatera trzy pokolenia wstecz. Ale gdy w fabule nie ma to znaczenia, po co zgłębiać?

Czyli nie idzie pan specjalnie do sklepu przyglądać się krawatom ucząc się rozróżniać te z Wólczanki?

Jeśli to krawat, na którym bohater się powiesił, trzeba sprawdzić, czy to możliwe, czy faktycznie ta firma produkuje krawaty i z jakiego materiału, gdzie je można kupić, w jakich deseniach, czy przypadkiem krawat nie jest rodzinną pamiątką. Jak widać otwiera się wiele drzwi i takie risercze bywają fascynujące, a także czegoś uczą.

Kolekcjonuje Pan takie ciekawostki, fiszkuje, ma nawyk wiecznego notowania?

Nie, chociaż może powinienem. Staram się zapamiętywać różne rzeczy. To się zmienia, kiedy siadam do pisania. Wtedy jestem ukierunkowany, wiem, czego szukam. Chociaż są zaskoczenia. Gdy pisałem „Rodzinny interes”, cykl z Bezimiennym, pojechałem specjalnie na wyspę Wolin, żeby ją zobaczyć, i trafiłem na Karsibór, dawny Kaseburg, wyspę między Zalewem Szczecińskim i Starą Świną. Fascynujące miejsce, okazało się ważniejsze od Wolina, i dla dawnego Kaseburga zmieniłem fabułę. A nie odkryłbym go, gdybym nie sprawdził, nie pojechał.

Nie zapomniał pan o Gliwicach?

Niee, ja je uwielbiam. Mam mnóstwo ciepłych wspomnień z nim związanych i zawsze chciałem się jakoś Gliwicom, literacko, odwdzięczyć. Czułem, że mam dług wobec miasta, w którym się wychowałem, które dawało mi mnóstwo fajnych możliwości rozwoju. I ten dług postanowiłem spłacić serią książek umieszczając współczesne Gliwice na literacko-kryminalnej mapie Polski.

Wraca pan tu regularnie?

Tak, moi rodzice tu mieszkają.

To ma pan okazję porównać miasto z powieści, do tego jakim jest teraz. Odwiedza pan tamte miejsca? Czy to już przeszłość?

Nie miałem takiej potrzeby. Ale ma pani rację, może się skuszę i podjadę w te kilka miejsc z powieści. Choć był moment gdy szwendałem się po mieście i dopadały mnie jakieś nieprzyjemne uczucia... nie chodziło o nowe zabudowy, bardziej o to, co wbiło mi się w pamięć: na podwórku przy Słowackiego, gdzie się wychowałem, rosła wielka wierzba, myślałem, że ją zobaczę, ale kiedy tam przyjechałem, już jej nie było, wycięto ją.

W cyklu gliwickim miasto jest mroczne, nieprzyjemne, wszystko przykurzone, zatarte granice, przestępcy czują się bezkarni, policjanci i prokuratorzy to trochę ludzie bezprawia. Dziś często słyszy się, że Gliwice są fajnym miastem. Jak pan myśli, czy to komplement?

W mojej głowie są idealnym miastem do mieszkania. Bo tu jest wszystko, co potrzebne: szkoły, przedszkola, uczelnie wyższe, teatr, a jeśli chcemy czegoś więcej to nie problem, bo Katowice czy Kraków są o rzut kamieniem. No i można Gliwice przejść pieszo z jednego krańca na drugi, co oczywiście trochę zajmuje, ale da się. Sam tak robiłem.

Chciałabym żeby oprócz tej fajności krążył też inny duch. Nie wiem... tajemniczości, niedopowiedzenia inspirującego do poszukiwań. Trochę pana prowokuję...

Gliwice mają już swoje miejsce w historiach kryminalnych. Chociażby sprawa sprzed kilku lat. Chodzi o mężczyznę w walizce. Ciało znaleziono w Kłodnicy. Zresztą pani gazeta opisywała to na bieżąco. Mimo rozwiązania tej sprawy wiele kwestii nie do końca wyjaśniono, pojawiło się mnóstwo pytań. Sam je miałem, przeglądając akta. Że był ktoś jeszcze, oprócz tego sąsiada czy współlokatora. Może kiedyś znajdę czas, żeby przyjechać do Gliwic na dłużej i przy tym pogrzebać, bo to bardzo ciekawa historia.

Opowiada pan o zbrodniach nie tylko w książkach. Robi to pan w podcaście „Zbrodnia na poniedziałek”, a na liście 116 spraw kryminalnych ze świata. Dlaczego na poniedziałek? Żeby mocno zacząć tydzień?

Ten tytuł nie ma drugiego dna, po prostu w poniedziałek wrzucałem kolejne odcinki. Początkowo to były felietony o ciekawych sprawach kryminalnych, które umieszczałem w mediach społecznościowych, a potem zacząłem nagrywać podcast.

Musiał pan przeanalizować 116 spraw.

Przede wszystkim znaleźć. Zdziwi się pani, w większości są podobne i w pewnym momencie człowiek ma wrażenie, że opowiada tę samą historię. Więc zacząłem sobie rzucać wyzwania, żeby na przykład wziąć taką, w której nie ginie kobieta. I nagle okazuje, że z tym jest kłopot. Nie chciałem, dla własnego zdrowia psychicznego, babrać się w sprawach o gwałcicielach czy przemocy seksualnej wobec nieletnich. Zależało mi też na znajdowaniu historii kryminalnych z mniej oczywistych krajów, na przykład z Finlandii, Angoli.

A Opowiem ci o zbrodni?

To był projekt telewizji Crime and Investigation Polsat. Zapraszano autorów i autorek kryminałów, żeby opowiedzieli o ciekawych sprawach, o prawdziwych zbrodniach. Nakręcono kilka sezonów, w których pojawili się i pojawiły Katarzyna Bonda, Katarzyna Puzyńska. Igor Brejdygant, Przemysław Piotrowski, Mieczysław Gorzka i ja. Razem z Igorem Brejdygantem występowaliśmy we wszystkich sezonach, takich dwóch weteranów. Opowiadałem o sprawach gliwickich, zresztą podsunąłem je producentom.

Był Pan tutaj, odwiedzał miejsca zbrodni?

Odwiedzałem, czytałem wyciągi z akt, a jeden z odcinków dotyczył głośnej w ostatnich latach sprawy - zabójstwa małżeństwa Sobańskich.

„Piszę książki po to, żeby ludzie przestali się bać tego, co widzą w lustrze, a zaczęli bać się tego, co widzą za oknem”. To cytat z pana wypowiedzi. Myślę, że dzisiejszy świat, Pana, mój, jest tak wysycony złem, że staliśmy się wszyscy na nie obojętni.

Faktycznie coś takiego powiedziałam?

Przy okazji premiery Złotowłosej w Polskim Radiu.

Bardzo mi się ten cytat podoba, będę go używał. Co do zła, nie zgadzam się z pani opinią. Tak, żyjemy w czasach, które nas od kilku lat mocno doświadczają: pandemia nas przeczołgała, przez ponad dwa lata żyliśmy praktycznie w panice o własne życie. Jeszcze dobrze jej nie przepracowaliśmy, a wybuchła wojna w Ukrainie. W lutym 2022 roku poczuliśmy się bezpiecznie, już dochodziliśmy do siebie i nagle znowu strach, że zaraz rosyjskie rakiety zaczną spadać na nasze miasta. Stało się też coś fantastycznego: zaangażowaliśmy się w pomoc Ukrainie i Ukraińcom. Każdy na tyle, ile mógł i na tyle, ile potrafił, pieniędzmi, darami, albo jednym i drugim. To było niewiarygodne. A pani mówił o obojętności na zło.

Z tego zrywu niewiele już zostało.

Ale był. Nie da się funkcjonować cały czas w takim trybie, w pewnym momencie przychodzi zmęczenie. Jednak ten zryw pokazał, że staramy się walczyć ze złem. Pomimo tego, że jesteśmy bodźcowani na różnych poziomach strasznymi wydarzeniami, nie dopadła nas znieczulica. Jestem pod tym względem optymistą.

Ja nie jestem. A propos zła. Jest pan dość mocno obecny w mediach społecznościowych, bo dla twórców, dla ludzi związanych z pisarstwem, muzyką, sztuką, influencing to dziś być albo nie być. Z tej sfery wylewa się … gówno. Które ludzie akceptują i często „podają” dalej bez refleksji.

W mediach społecznościowych jest zło. Ale to przecież nie prawdziwy świat. Zawsze to podkreślam i o tym mówię, sam też jestem czujny, czasami intuicyjnie, czasami dlatego, że po prostu wiem. A młode pokolenie? Jest coraz bardziej świadome. Rok czy dwa lata temu na spotkaniu z młodzieżą zadałem im pytanie o czym marzą, kim chcą być w przyszłości. Chodzę na takie spotkania, bo w moim wieku już się wielu rzeczy nie widzi, nie wie, nie rozumie, inaczej się patrzy, więc fajnie sobie swoją perspektywę skonfrontować. I co usłyszałem? Że chcą być lekarzami, inżynierami, informatykami. Nie influencerami czy youtuberami. Dla nich to wielka ściema, rzecz godna pożałowania i żenująca.

Mówi pan, że ma zasady poruszania się w przestrzeni internetowej. Jakie one są? I czy to przypadkiem nie tak, że owszem pan je ma, ale odbiorcy już niekoniecznie.

Wie Pani co? Nie biorę tego śmiertelnie poważnie, nie przejmuję się i mało co mnie rusza. Po drugie, pilnuję by pisać to, co jestem w stanie powiedzieć w cztery oczy drugiej osobie. No i nie zostawiam w tej przestrzeni rzeczy, których potem będę się wstydził. Dla mnie to narzędzie do dzielenia się opiniami, do rozmów, lecz jeśli przestają być konstruktywne, ucinam je i tyle.

Czy myślał pan o napisaniu kryminał np. o czasie pandemicznym albo o hejcie, albo o tym jak na nas wpływa sztuczna inteligencja i co może nam zrobić?

Trochę już o tym pisałem. Motyw pandemii był bardzo ważny w „Długiej nocy”. Chociaż ja się bardzo długo wzbraniałem przed opisywaniem tego czasu, bo czułem że my do końca jeszcze nie wiemy, co nam się przydarzyło.

Nie przerobiliśmy tego, prawda?

Nie. I to ma swoje konsekwencje także w literaturze. W „Długiej nocy” chciałem pandemię wskazać jako moment zwrotny, istotny dla nas, z różnych powodów, nie tylko lęku przed śmiercią, ale także czasu, w którym dokonały się zmiany. Wiele osób myślało, że na stałe. Jednak gdy zagrożenie minęło, wróciliśmy, w większości, na stare tory. W „Złotowłosej” poruszyłem wątek hejtu, i myślę, że będzie się pojawiał, bo, niestety, stał się naszą codziennością i nie wolno tego bagatelizować. Co do sztucznej inteligencji, nie do końca wiem, jaki ona będzie miała na nas wpływ. Słyszę różne głosy, od entuzjastów, opowiadających o tym, jaka to rewolucja. Po sceptyków wskazujących, że przez AI przestaniemy myśleć.

A pan korzysta z AI?

Nie. Pisanie książek przy użyciu sztucznej inteligencji brzydzi mnie. Książka jest rodzajem rozmowy autora z czytelnikiem, czytelnika z książką, czytelnika ze sobą. Wrzucanie w to maszyny jest podważeniem tego, czym w ogóle powinna być literatura. Nie znalazłem w swojej pracy takiego miejsca, gdzie mógłbym użyć sztucznej inteligencji. Nie znalazłem miejsca, gdzie sztuczna inteligencja mogłaby mi pomóc. Natomiast googluje. Tak jak wszyscy, ale teraz na pierwszych miejscach, jeszcze przed wynikami wyszukiwania, pojawia się podsumowanie zrobione przez sztuczną inteligencję i to zdarza mi się czytać.

Ale tam jest dużo błędów.

Niedawno widziałem, co sztuczna inteligencja tworzy na mój temat. Byłem bardzo zdziwiony, jakie książki napisałem i o czym one są.

Wróćmy do cyklu gliwickiego. Nie miał Pan ochoty na czwarty tom? Z Dawidem Wolskim w 2026 roku?

Nie, uważam ten cykl za zamknięty. Opowiedziałem historię, ona się zakończyła, jej reanimowanie byłoby sztuczne, niewiarygodne. Natomiast nie wykluczam, że kiedyś napiszę kolejną książkę o Gliwicach. Mam parę pomysłów. Chciałbym na przykład wrócić do lat 90.

Lubi pan te lata 90.

Mam sentyment po prostu. Chciałbym napisać kryminał dla dorosłych o dzieciakach i wrzucić to w lata 90. Nie do końca wiem jak to ugryźć, ale siedzi we mnie od dłuższego czasu.

Taki klub detektywistyczny z podwórka.

Dokładnie te klimaty. Szczególnie zderzenie zabawy dziecięcej z czymś realnym, prawdziwym. Po gatunek comming of age, czyli przejścia od dziecięctwa do dorosłości, chętnie sięgają Amerykanie czy Anglosasi, i myślę, że mógłbym się z tym zmierzyć i spróbować.

 

Wojciech Chmielarz (ur. 1984) – autor kryminałów, dziennikarz, laureat Nagrody Wielkiego Kalibru (2015) i Wielkiego Kalibru Czytelników (2019), dziesięciokrotnie nominowany do tej nagrody. Autor cyklu powieści o komisarzu Jakubie Mortce: Podpalacz (2012), Farma lalek (2013), Przejęcie (2014), Osiedle marzeń (2016), Cienie (2018), Długa noc (2022), Rytuał (2025); cyklu gliwickiego: Wampir (2015), Zombie (2017) i Wilkołak (2021), postapokaliptycznej powieści Królowa Głodu (2022) oraz thrillera psychologicznego Żmijowisko(2018), za który otrzymał nagrodę Złoty Pocisk i Grand Prix Warszawskiego Festiwalu Kryminału. Po nim ukazały się kolejne thrillery – Rana (2019), Wyrwa (2020), Za granicą (2023) i Zbędni (2024) oraz powieści sensacyjne z Bezimiennym: Prosta sprawa (2020), Dług honorowy (2021), Zwykła przyzwoitość (2023) i Rodzinny interes (2024). Trzy jego książki – ŻmijowiskoWyrwa i Prosta sprawa – zostały zekranizowane. Pochodzi z Gliwic, mieszka z rodziną w Warszawie.

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj