Tak trzeba żyć! 27-letni Gabriel Perez po przejechaniu ponad 9,5 tys. kilometrów dotarł do Gliwic. 

Gabriel podróżuje po Europie od kwietnia i jeszcze ma kilka miesięcy przed sobą – na jego trasie znalazło się także nasze miasto, którym się zachwycił.
Gabriel ma rodzinę w Barcelonie, którą przyleciał odwiedzić i... został w Europie na dłużej. Dlaczego? Postanowił zwiedzić cały kontynent podróżując na rowerze.
- Europa jest wspaniała przede wszystkim jeśli chodzi o historię. Pasjonujące jest jej odkrywanie na trasie. W Polsce czuję się fantastycznie, a Gliwice powitały mnie świetną pogodą i kilkoma naprawdę ciekawymi miejscami. Ale przede wszystkim ludzie tutaj – podobnie jak w całej Polsce – są niezwykle przyjaźni. Doskonale się z wami czuję – ocenia rowerzysta.
Argentyńczyk jest w trasie od kwietnia. Podróżuje z własnym namiotem, kilkoma torbami podróżnymi i... koszulką Leo Messiego.
- Tak, tak – on zawsze ze mną jest – śmieje się.
W miniony weekend Gabriel dotarł na Śląsk, a w poniedziałek odwiedził nasze miasto z przystankiem m.in. przy PreZero Arenie Gliwice.
- W sumie przejechałem już ponad 9600 kilometrów, podróżując wzdłuż wybrzeży m.in. Hiszpanii, Francji, Belgii, Niemiec, Litwy, Łotwy i Polski. Północną Europę mam już za sobą. Teraz kieruję się na południe, do Grecji. Stamtąd przejadę wybrzeżami z powrotem do Hiszpanii – mówi Perez.
Czy poleca taki sposób na życie?
- Oczywiście. Dziennie robię nawet 100 kilometrów i świetnie się z tym czuję. W większości śpię pod namiotem, ale wielokrotnie też napotkani ludzie zapraszali mnie do siebie na nocleg – to niezwykle miłe. Nie przygotowywałem się jakoś specjalnie do tej podróży, choć dużo jeżdżę na rowerze. Obawiałem się jedynie dużych deszczów, a na takie trafiłem w Niemczech i górzystych terenów, ale one dopiero przede mną. Zresztą sprawdzałem jakie to są wysokości – takie 2-3 tys. metrów nad poziomem morza są w porządku. Ja jeździłem dużo w Argentynie a tam najwyższa góra – Aconcagua – ma przecież prawie 7000 m. Dam radę – ocenia.
Powrót do Barcelony zajmie mu jeszcze przynajmniej sto dni. Ale jak sam przyznaje, nie ma żadnej przewidzianej daty, kiedy musi tam dotrzeć. Po prostu chce zrealizować pełny plan podróży. Później wróci do Argentyny.

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj