Milena Miller odkurzyła dla Was historie, które kiedyś wstrząsnęły miastem. Na naszych łamach rusza cykl „Z archiwum Nowin”, w którym na nowo opisane zostaną zapomniane zbrodnie z wydobyte z dawnych roczników gazety.
Na łamach naszego tygodnika 15 maja 2000 roku pojawił się wpis dotyczący zaginięcia 14-letniego Michała Staszewskiego. Chłopak poniedziałkowego popołudnia wyszedł z domu na pół godziny i od tamtej pory ślad po nim zaginął. Następne doniesienia na ten temat miały pojawić się dopiero miesiąc później, niestety były tragiczne.
Rodzice chłopca nie wiedzieli, gdzie i z kim spotkał się ich syn tamtego dnia. Michał poprosił matkę o zgodę na chwilowe wyjście z domu, kobieta nie zdążyła go zapytać, dokąd zamierza się udać. 14-latek od tamtej chwili nie dał znaku życia, jednak rodzina nie traciła nadziei i na własną rękę rozpoczęła poszukiwania.
Michał Staszewski w dniu zaginięcia miał 14 lat, 167 cm wzrostu i proste włosy koloru blond. Wychodząc ubrany był w jasnoniebieskie, krótkie spodnie oraz niebieską bluzę z krótkim, granatowym rękawem. Jego znakiem charakterystycznym była blizna na lewej stronie szyi, po przebytej operacji na astmę. W dniu publikacji cały zespół redakcyjny „Nowin Gliwickich” miał nadzieję na szczęśliwie odnalezienie Michała.
Poszukiwania nastolatka rozpoczęto natychmiast, rodzice nie tracili nadziei, że odnajdą syna całego i zdrowego. W poszukiwaniach pomagali także jego dwaj bliscy koledzy - Rafał F. oraz Tomasz S. Każdy z policjantów otrzymał zdjęcie przedstawiające nastolatka, by usprawnić poszukiwania. W sobotę do poszukiwań włączyli się płetwonurkowie, którzy przeszukiwali zbiorniki glinianek gliwickiego poligonu oraz akwen przy cegielni. Akcji poszukiwawczej nie przerwano nawet podczas gwałtownej ulewy, podczas której czterech płetwonurków badało teren dna zbiorników a asekurowało ich ośmiu pozostałych. W poszukiwaniach brali udział nurkowie z Zabrza, Rybnika, Katowic i Gliwic. W tym samym czasie sekcja straży pożarnej z gliwickiej strażnicy osuszała jeden z fundamentów na terenie poligonu wojskowego. Wypompowano ponad 40 metrów sześciennych wody, jednak żadnych śladów po Michale nie było.
Nie tylko służby zaangażowały się w poszukiwania. W akcji wzięli udział również wolontariusze - koledzy chłopaka oraz liczni znajomi rodziny Staszewskich. Uczniowie ze szkoły, do której uczęszczał Michał, rozkleili plakaty informujące o zaginięciu kolegi. Przez ponad miesiąc nie udało się ustalić nic nowego w sprawie zniknięcia nastolatka.
Wówczas śledczy rozpatrywali trzy możliwości prawdopodobnego motywu zaginięcia, m.in. ucieczkę, nieszczęśliwy wypadek i zabójstwo. Ta ostatnia opcja była w ich opinii najmniej prawdopodobna, niestety już wkrótce miała okazać się prawdą.
Ciało Michała Staszewskiego odnaleziono 29 czerwca 2000 roku ok. godz. 13.00 na gliwickim poligonie. Na zwłoki natknął się przypadkowy przechodzień, zbierający w okolicy grzyby. Zauważył fragment ciała wystającego z ziemi. O odnalezieniu zwłok została poinformowana Komenda Miejska Policji w Gliwicach. Już w godzinę po makabrycznym odkryciu, śledczy z grupy dochodzeniowo-śledczej zatrzymali trzech podejrzanych, którzy po trwającym do godziny pierwszej w nocy przesłuchaniu przyznali się do winy. Okazali się nimi być koledzy Michała: 19-letni Rafał F., 15-letni Tomasz S. i jego brat Dariusz S.
Sekcja zwłok wykazała, że chłopak był przez dwie godziny torturowany i wielokrotnie dźgany nożem w okolicach szyi, klatki piersiowej i brzucha, który następnie rozcięto. Chłopcu przekłuto również oczy. Zmasakrowane ciało schowano do przygotowanego dołu na terenie poligonu.
Sprawcy szczegółowo zaplanowali zbrodnię. Pod pretekstem szukania granatów na terenie poligonu zwabili Michała w odludne miejsce. 14-latek nie podejrzewał podstępu kolegów - wszyscy interesowali się militariami. Michał dzień wcześniej obiecał Rafałowi F. i Tomaszowi S., że pożyczy im swoją wiatrówkę, w dzień zaginięcia jednak zmienił zdanie. Nie wiedział, że osoby, których uważał za kolegów, wydali już na niego wyrok.
15-letni Tomasz S. znał Michała, chodzili razem do tej samej szkoły. 19-letniego Rafała F. chłopak poznał na miesiąc przed zbrodnią. Nastolatkowie idąc z Michałem w stronę poligonu mieli przy sobie cztery noże i sznur. Pierwszy zaatakował Tomasz S. zaczął dusić Michała. Obaj z Rafałem bili i kopali chłopaka, później zadali pierwszy cios nożem, prosto w serce. Pozostałe ciosy zadawał starszy ze sprawców - Rafał. W sumie padło ich aż 59. Rafał i Tomasz jednak na tym nie poprzestali, zawiązali sznur wokół szyi Michała i ciągnęli go przez kilkadziesiąt metrów wzdłuż poligonu. Zmasakrowane ciało chłopaka ukryli pod zwalonym drzewem, w dole, który wcześniej przygotowali, zasypali go ziemią i liśćmi, jednak niezbyt dokładnie. Na następny dzień Tomasz S. poprosił swojego starszego brata, Dariusza o pomoc w dokładniejszym ukryciu zwłok. Z tego powodu, w procesie, na ławie oskarżonych zasiadł również trzeci ze sprawców, za pomoc w tuszowaniu zabójstwa. Po zabójstwie, nastolatkowie ukradli Michałowi zegarek o wartości 50 zł i klucze od mieszkania.
Główni sprawcy - Rafał F. i Tomasz S. byli przyjaciółmi od dłuższego czasu. Rafał często odwiedzał Tomka w jego domu. Sam nie zaznał szczęśliwego dzieciństwa, w domu nie było prądu, gazu ani wody. U Tomka miał zapewnione wyżywienie, nocleg i rozrywkę w postaci telewizji. Młodszy kolega był dla niego jak rodzina, której nigdy nie doświadczył we własnym domu - matka się nim nie interesowała, chłopak co chwilę miał innych „wujków”.
Na etapie śledztwa motyw zbrodni budził wiele wątpliwości, a skala okrucieństwa wobec Michała Staszewskiego była niewytłumaczalna w obliczu tego, co sprawcy uznali za powód do popełnienia zbrodni.
Pierwszy proces w sprawie zabójstwa Michała Staszewskiego odbył się wiosną 2001 roku w Sądzie Okręgowym w Gliwicach. Trzech sprawców stanęło przed wymiarem sprawiedliwości i miało odpowiedzieć za swoje czyny. Rodzice Michała - Pani Bożena i Pan Adam Staszewscy zdecydowali się wystąpić w procesie w roli oskarżycieli posiłkowych. Jak mówiła Pani Bożena, czuła, że jest to winna swojemu synowi, któremu poświęciła 15 lat życia i pragnie poznać całą prawdę o losie swojego dziecka. W trakcie procesu dwaj główni sprawcy - Rafał F. i Tomasz S. składali sprzeczne zeznania i obarczali się nawzajem winą.
Oskarżyciel zażądał wówczas kary dożywotniego pozbawienia wolności dla starszego ze sprawców - Rafała F. i kary 25 lat pozbawienia wolności dla Tomasza S. ze względu na fakt, iż chłopak odpowiadał przed sądem jako osoba dorosła. Natomiast Dariuszowi S. groziła kara 5 lat pozbawienia wolności z tytułu utrudniania postępowania. Obrońca Rafała F. prosił o niższą karę - 25 lat, natomiast obrońca Tomasza S. apelował o umieszczenie oskarżonego w zakładzie poprawczym ze względu na jego młody wiek.
Kilka miesięcy później, w sierpniu 2001 roku odbył się kolejny proces. Tym razem obaj oskarżeni usłyszeli wyrok 25 lat pozbawienia wolności. Jednak został on uchylony przez Sąd Apelacyjny w Katowicach z powodu wykazania, że jeden z sędziów obecnych podczas procesu, w którym zapadł wyrok skazujący, nie miał delegacji do uczestniczenia w nim. Z tego powodu cały proces wymagał ponownego rozpatrzenia.
W maju 2003 roku odbył się drugi proces w sprawie zabójstw Michała Staszewskiego. Tym razem zabójcy usłyszeli wyroki 25 lat pozbawienia wolności dla Rafała F. i 15 lat pozbawienia wolności dla Tomasza S. Sąd Okręgowy w Gliwicach zastrzegł, iż Rafał F. nie będzie mógł opuścić więzienia przed upływem 23 lat, natomiast Tomasz S. będzie mógł starać się o przedterminowe zwolnienie nie wcześniej niż po upływie 13 lat odsiadki. Dariuszowi S. sąd wymierzył karę 1,5 roku pozbawienia wolności za zacieranie śladów, natomiast uniewinnił od zarzutu znieważenia zwłok. Wyroki jednak nie były prawomocne, w związku z tym rodzice Michała i ich pełnomocnik złożyli apelację, będąc zbulwersowani tak niskimi wyrokami i brakiem wzięcia przez sąd pod uwagę, w przypadku Tomasza S., zapisu o „szczególnie negatywnych pobudkach czynu”.
Trzeci już proces morderców Michała Staszewskiego odbył się w październiku 2004 roku. Na sali wówczas znajdowali się oskarżeni, ich obrońcy, cały skład orzekający, matka zamordowanego Michała, jej pełnomocnik prawny, rodzina jednego ze sprawców, Tomasza S. oraz dziennikarze. Przewodniczący składu orzekającego przez prawie godzinę odczytywał uzasadnienie wyroków, które brzmiały następująco: kara dożywotniego pozbawienia wolności dla Rafała F. i 25 lat dla Tomasza S. W mowie końcowej sędzia wykazał, iż sprawcy w chwili popełnienia przestępstwa, mieli pełną zdolność rozpoznania czynu, ani przez moment nie wykazali cienia skruchy, bądź refleksji. Sąd przyjął na korzyść sprawców dotychczasową niekaralność, przyznanie się do winy i młody wiek w chwili popełnienia zbrodni. Obrońca Rafała F., mec. Janusz Budzianowski w komentarzu po ogłoszeniu wyroku mówił, że zamierza złożyć apelację. Według niego obaj sprawcy powinni otrzymać taką samą karę - 25 lat pozbawienia wolności. Rafał F. mógłby ubiegać się o przedterminowe zwolnienie po upływie 25 lat, natomiast Tomasz S. po upływie 15 lat.
Ostateczny wyrok w sprawie brutalnego morderstwa Michała Staszewskiego zapadł po pięciu latach od śmierci 14-latka. Wówczas obniżono karę dla Rafała F. z dożywocia na 25 lat, uwzględniając młody wiek sprawcy i jego szansę na resocjalizację, jednak z zastrzeżeniem, iż o przedterminowe zwolnienie będzie mógł ubiegać się nie wcześniej, niż po upływie 20 lat. Wyrok 25 lat więzienia dla Tomasza S. utrzymano w mocy. Tym samym wyroki dla zabójców Michała Staszewskiego stały się prawomocne. To był ogromny cios dla bliskich zamordowanego, ale również zakończenie trwającej aż 5 lat batalii sądowej. Rodzice Michała nie musieli już dłużej słuchać o okrucieństwie, którego w ostatnich godzinach życia doświadczyło ich dziecko.
W tym roku mija 25 lat od makabrycznych wydarzeń na poligonie i 20 od prawomocnego wyroku skazującego. Okrucieństwo tej zbrodni wciąż poraża pomimo upływu lat. Być może jeden ze sprawców jest już na wolności, drugi w tym roku mógł zacząć ubiegać się o zwolnienie warunkowe. Michał Staszewski w tym roku skończyłby 40 lat, jednak to życie zostało mu bezpowrotnie odebrane, a wszystko tylko dlatego, że odmówił ludziom, którzy tej odmowy nie potrafili przyjąć.
Milena Miller


Komentarze (1) Skomentuj
na początku lat 90-tych była głośna historia uprowadzenia i morderstwa dziewczyn Sandry i Roksany, typowe porachunki z tamtych czasów. Możecie wrócić do tego tematu w ramach cuklu archiwalnego?