„Nowiny” od początku angażują się w orkiestrowe dzieło pomocy.
Chyba nie można sobie wyobrazić początku roku bez Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. To wydarzenie, zapoczątkowane 30 lat temu, wpisało się w kalendarz najważniejszych wydarzeń w Polsce. Wielka Orkiestra Świątecznej pomocy stała się unikalnym społecznym zrywem, od lat na początku roku angażującym Polaków w dobroczynne dzieło pomocy.
Zaczęło się w Londynie
Jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy WOŚP jest prof. Bohdan Maruszewski, szef klinki kardiochirurgii w Centrum Zdrowia Dziecka. To on, będąc na początku lat 90. na stażu w Londynie usłyszał od swoich angielskich kolegów kilka cennych rad dotyczących skutecznego wspierania działalności szpitali. - Tych rad było osiem. Spisanych na kawiarnianej serwetce. Pierwsza i najważniejsza - po stronie pacjentów i lekarzy zaangażować media - wspomina profesor.
Informacje o problemach kardiochirurgów i dzieci chorych na serce dotarły do Jerzego Owsiaka, który w tym czasie robił dla telewizji program „Róbta, co chceta”. Najpierw, w lipcu 1992 r., zorganizował koncert w Jarocinie. Tytuł koncertu: „Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy”. Sukces otworzył drogę do pierwszego finału WOŚP, który odbył się odbył się 3 stycznia 1993 roku. Nie było wtedy jeszcze Fundacji WOŚP (powstała dwa miesiące później), a akcja była jedynie happeningiem, którego celem było zebranie środków dla Oddziału Kardiochirurgii Dziecięcej Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Wynik zbiórki - ponad 1,5 mln dolarów - przeszedł najśmielsze oczekiwania organizatorów. Ludzie przynosili pieniądze, pierścionki, złote łańcuszki. Za to zakupiono sprzęt nie tylko dla Centrum Zdrowia Dziecka, ale jeszcze dla dziesięciu innych dziecięcych oddziałów kardiochirurgicznych!
Skarbonka w GCH
W naszym mieście WOŚP zagrała po raz pierwszy w Gliwickim Centrum Handlowym. Na drugim piętrze handlował tam ciuchami „Amerikanosa”, dwudziestokilkuletni zabrzanin Artur Szcześniak.
- Jak większość Polaków I Finał WOŚP w 1993 r. oglądałem w telewizji i nie dowierzałem, że coś takiego dzieje się w naszym kraju: spontaniczny i pełen dobroci ruch wielu ludzi, którzy wspólnie chcieli zrobić coś pożytecznego dla chorych dzieci – wspomina gliwicki Jurek Owsiak, który przez prawie wszystkie te lata wspomagał orkiestrę. - Nie mogłem stać obok tego obojętnie i już w ramach drugiego finału w 1994 roku wystawiłem skarbonkę przed moim sklepem. Chodziłem po GCH i zachęcałem ludzi do wrzucania pieniędzy.
Ilość dobrych uczynków, które przez 30 lat zrobiła orkiestra, to wielka księga i trudno je wymienić
Powodzenie akcji i entuzjazm, jaki udzielał się gliwiczanom przy tej zbiórce sprawiły, że Szcześniak postanowił zarejestrować gliwicki sztab i rok później wyszedł z orkiestrą w miasto.
- Na Rynku stanęła niewielka scena, a z głośników rozbrzmiewała muzyka mechaniczna – mówi Szcześniak. - Imprezę poprowadził razem ze mną Andrzej Sługocki z „Nowin Gliwickich”, które patronowały wszystkim „moim” finałom. Jedynym wykonawcą, który zagrał w ten mroźny dzień była orkiestra dęta KWK Sośnica. Był też Wojtek Całka z Operetki Śląskiej z przewodowymi mikrofonami i jakimś kasetowym magnetofonem. Odbyła się licytacja orkiestrowych gadżetów. Plakat poszedł za dzisiejsze 100 zł!
„Bufet u czołgistów”
Trzeci finał to wspólne dzieło Artura Szcześniaka, „Nowin Gliwickich” i całej rzeszy wolontariuszy. Usiedliśmy, podzieliśmy zadania i wyszło kapitalnie. W styczniu 1995 r. Rynek pękał w szwach! Szukaliśmy jakiejś atrakcji, czegoś co przyciągnie ludzi, pozwoli zebrać pieniądze, a jeszcze pomoże przetrwać zimny styczniowy dzień. Padło na wojskową grochówkę i herbatę. Najpierw telefon do kwatermistrza JW 1607 przy Andersa. „Jesteśmy na tak” – usłyszeliśmy w słuchawce. Ale zrobienie około tysiąca porcji dobrej wojskowej zupy to niemały koszt. Kolejnych kilka telefonów do sponsorów i były ziemniaki, groch, mięso, warzywa i wszystko co niezbędne do ugotowania grochówki. Biały fiat 126 p red. Sługockiego sprawdził się jako dostawczak i żołnierze w porę dostali produkty. W okolicy Gwarka na rynku urządzili wojskowy bufet „U czołgistów”, a grochówka szła jak woda. Aby ją zjeść chętny musiał oczywiście wrzucić datek do skarbonki. Żadna kapela rockowa nie chciała zagrać w styczniowy mroźny dzień. Nie zawiodła górnicza orkiestra KWK. - Współpracowaliśmy wtedy z bankiem PKO na Dolnych Wałów– wspomina Paweł Brągiel, przez wiele lat dobry duch orkiestry, świetny organizator, harcerz i społecznik. - Ilość przynoszonych pieniędzy przeszła wszelkie oczekiwania.
Jak wspomina Brągiel, pieniądze z finału pojechały do sztabu regionalnego do katowickiego Spodka, ale ostatecznie – nie wiedzieć czemu - przyjechały z powrotem.
- Bank był już zamknięty, zabranie kasy do domu kogokolwiek nie wchodziło w ogóle w grę. Ostatecznie kilka osób spędziło całą noc w Radiu Puls pilnując worków, dosłownie śpiąc na nich.
Orkiestra nie zagrała
W następnych latach Szcześniak organizacyjną pałeczkę oddał Brągielowi i jego pomocnikom. - Kupę fajnych ludzi przewinęło się wtedy przez orkiestrę w Gliwicach. Marcin Mazur, Grzegorz Płonka, Anna Malec Zwolińska, Adam Kwiatkowski, Marcin Koźlicki, Anna Baluch Bańbuła, Adam Osiński. Mocno się angażowali się w tamtych latach: Jacek Borek, Bartosz Kobyliński, Sebastian Wilk, Przemysław Plisz, Damian Per, Anna Seweryn, Justyna Wardyńska, Martyna Tochowicz, Dariusz Opoka, Marcin Średniawa, Tomasz Czelny, Agata Halupa, śp. Sebastian Błażkiewicz, Marek Warchoł i Michał Buksa – wylicza Brągiel.
Oficjalnie kolejne finały organizowało Stowarzyszenie Młodych Demokratów wespół z harcerzami z gliwickiego hufca ZHP.
Szósta odsłona WOŚP była jedną z najsmutniejszych z wszystkich dotychczasowych finałów w naszym mieście. Nikt nie wziął się za organizację i założenie sztabu. Honor miasta uratowała Sośnica.
Rok później było już normalnie, czyli wystrzałowo. W 1999 roku ponownie sztab założyli Młodzi Demokraci i zebrano w naszym mieście ponad miliard „starych” złotych! Pomimo zimna wypełniony po brzegi gliwicki Rynek wrzał, a na scenie wystąpiły zespoły Lady Pank i Dżem. - Po finale na kilkanaście godzin straciłem głos, ale warto było drzeć się do tłumu przez cały dzień i zachęcać ludzi do licytacji oraz wspólnego śpiewania – opowiada Szcześniak, który po raz kolejny poprowadził finał ze sceny.
Papcio i siłowanie z Saletą
Z rozmachem przygotowano w Gliwicach ósmy finał w 2000 roku, po raz pierwszy na pl. Krakowskim. Działo się wtedy tak wiele, że trudno to spamiętać, a przez „Kraka” przewinęło się ponad 50 tysięcy osób. Wokół roztaczała się atmosfera wielkiego pikniku, było mnóstwo straganów, konkursów i zabaw. Na scenie wystąpili m.in. Chrząszcze, Krywań i Big Cyc. Szcześniakowi, który miał parę miesięcy wcześniej poważne kłopoty zdrowotne, udało się ściągnąć Przemka Saletę, który siłował się na rękę z każdym, kto wrzucił pieniądze do puszki.
- Finał zorganizowaliśmy pod hasłem Tytus, Romek i A’ Tomek, a grafikę stworzył sam Papcio Chmiel, który był gościem specjalnym – wraca pamięcią Brągiel.
- Zebraliśmy wtedy rekordową kwotę 150.000 zł! – dodaje Szcześniak. Ten finał był dla mnie szczególny, bo gdyby mój los potoczył się inaczej, to nie wiem, czy dzisiaj byśmy rozmawiali. Walczyłem z nowotworem. Uratowała mnie chemioterapia i w styczniu 2000 roku mogłem poprowadzić kolejną imprezę dla WOŚP.
Bywało też śmiesznie. - Przez kilka finałów partnerem gliwickiego sztabu była Telepizza, która żywiła bezpłatnie wolontariuszy przez kilka tygodni przygotowań przed i po finale – wtrąca Brągiel. - Przy jednym z finałów zostało ustalone hasło, na podstawie którego wydawano pizzę. Lubiliśmy sobie czasem pożartować i kilku wolontariuszom przekazaliśmy specjalnie inne hasło, pochodzące z jednej z polskich komedii. Chłopcy sprzątający plac Krakowski chcieli szybko spałaszować pizzę. Zadzwonili do Telepizzy, zamówili, podali adres i została już tylko formalność: poproszę o hasło? „Żyrafy wchodzą do szafy, pawiany wchodzą na ściany! Proszę pana, to jest niewłaściwe hasło!”
Szybki telefon do sztabu jakie jest prawidłowe hasło, podaliśmy im oczywiście właściwe, ale śmialiśmy się do łez.
Zmiana warty
Brągiel organizował gliwickie finały do 2002 roku. Potem wyjechał za pracą do Wisły. - Piękne lata, fantastyczni ludzie, dziękuję, że mogłem to wtedy przeżywać – wzrusza się. - Przez te wszystkie lata wiele osób angażowało się w WOŚP, tysiące wolontariuszy, setki osób pomagających. Łezka w oku się kręci na te wspomnienia.
Przez kilka lat nie było też Szcześniaka, który zmienił pracę i nie mógł pomóc gliwickiej orkiestrze. Wrócił jednak, bo mówi, że WOŚP wciąga. -To każdorazowo wielka lekcja bezinteresowności i dobroci - zauważa.
Znowu na scenie zdzierał głos, a w 2012 roku zainicjował akcję, którą nazwał Biegiem Orkiestrowym. Wkrótce kolejna edycja pod szyldem Fundacji „Biegamy z Sercem”, którą założył w 2013 roku.
– Ilość dobrych uczynków, które przez 30 lat zrobiła orkiestra, to wielka księga i trudno je wymienić - wiedzą o tym najlepiej rodzice chorych oraz nowonarodzonych dzieci, a także osoby starsze – przekonuje Szcześniak. - Mam nadzieję, że będzie dane mi wspierać orkiestrę do końca świata i o jeden dzień dłużej jak mówi Jurek Owsiak!
Orkiestra jest zaraźliwa
Dariusz Opoka po raz pierwszy zbierał pieniądze dla WOŚP jako nastolatek. Z kolegą usłyszał o akcji w Radio Flash, które zachęcało młodych do zbiórki. - Kumpel wziął zwykły słoik, ja czerwono-żółty pojemnik po karmie dla papug i chodziliśmy po Pszczyńskiej. Zebrane pieniądze zanieśliśmy do radia. Dostaliśmy naklejkę i kasetę magnetofonową – śmieje się Opoka.
W 1999 roku kwestował już na całego. Był wtedy harcerzem i wspólnie z koleżankami i kolegami z 19. drużyny z os. Kopernika poszli do sztabu na Barlickiego odebrać puszki. Nie przypuszczał pewnie, że przez kolejne kilkanaście lat będzie głównym organizatorem kolejnych gliwickich finałów.
Teraz GTW
W 2001 roku w Gliwicach TVP 3 urządziło śląski finał. Jedyny raz jak do tej pory. W 2002 roku nie było już finału w naszym mieście. –Trochę się chyba idea wypaliła – wspomina Opoka. - Nie było sponsorów, ale też i chyba entuzjazmu.
W 2003 roku do roboty ponownie wzięli się harcerze i Młode Centrum, odłam Młodych Demokratów. Wielkiej pompy na placu Krakowskim jednak nie było, ale zagrał Oddział Zamknięty i nie było tak cicho jak rok wcześniej.
W 2004 roku Opoka wspólnie z kilkoma przyjaciółmi zarejestrował stowarzyszenie GTW, finał WOŚP firmowali jeszcze harcerze.
- Udało się zachęcić do współpracy miasto – mówi Opoka. - Napisaliśmy wtedy pismo o wsparcie i niemal od razu dostaliśmy zgodę. Hojność samorządu w kolejnych latach bywała różna, ale zawsze możemy na nich liczyć. To ważne, bo imprezę możemy planować już kilka miesięcy przed styczniem. Wspierają nasz też inni i dzięki temu udaje nam się robić kolejne finały.
Od lat ich organizacją zajmują się Darek Opoka, Marek „Zima” Niewiarowski i Agnieszka Musiał ze stowarzyszenia GTW. Oni stanowią trzon zespołu, który w kolejnych miesiącach rozrasta się do kilkuset osób. To dzięki tej armii ludzi udaje się robić w styczniu kolejne imprezy orkiestrowe w naszym mieście. Tak będzie również i w tym roku.
Już za niecały miesiąc, 30 stycznia, jubileuszowy 30. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy z hasłem przewodnim: „Dla zapewnienia najwyższych standardów diagnostyki i leczenia dzieci”.
Tradycyjnie na ulicach naszego miasta pojawi się kilkuset wolontariuszy ze skarbonkami. Stowarzyszenie GTW razem z Urzędem Miasta w Gliwicach jak co roku przygotowało bogatą ofertę wydarzeń na Rynku. Początek imprezy o godz.13. Na głównym placu miasta rozstawią się stoiska organizacji pozarządowych, samorządu Politechniki Śląskiej. Będą Wikingowie ze Stowarzyszenia UTGARD. Nie zabraknie słodyczy, napojów i ciepłej strawy. Odbędzie się całe mnóstwo ciekawych licytacji.
Zagrają lokalni muzycy (Pozyton Band, Belfer Band, Projekt 01). Zwieńczeniem imprezy będzie tradycyjne Światełko do Nieba, czyli pokaz laserowy. Po nim, ok. godz. 20.20, wystąpi zespół Muchy.
(s)


Komentarze (0) Skomentuj