Z Patrycją Szafarczyk, właścicielką gliwickiego biura Szafarczyk Nieruchomości, rozmawia Małgorzata Lichecka.

Do pani Partycji nie sposób się dodzwonić. Telefon zajęty prawie cały czas. Jest niedziela, a ona non stop odbiera kolejne zgłoszenia. Kiedy udaje mi się połączyć, prosi o ponowny telefon za jakieś 40 minut, bo ma gorącą linię z osobami, które właśnie jadą z granicy do Gliwic.

Jest pani gliwicką koordynatorką akcji Pośrednicy dla Ukrainy...

Tak, ściśle współpracuje z Centrum Inicjatyw Społecznych w Gliwicach. Oni podają mój numer telefonu. Jest on także dostępny w grupie Solidarni z Ukrainą Gliwice. Jestem taką łączniczką między tymi, którzy mieszkań potrzebują, a tymi, którzy chcą je udostępniać. Baza cały czas się rozrasta, po pierwszym rzucie, takim bardziej spontanicznym, teraz wszystko wymaga koordynacji. To ważne, bo ludzie muszą wiedzieć gdzie i do kogo się zwracać.

Jaka to skala? Mam podgląd do wielu grup i organizacji... i to jest rzecz niewyobrażalna..

O tak... bardzo, bardzo wiele osób deklaruje pomoc z mieszkaniem czy pokojem. Na bieżąco dostępnych jest kilkadziesiąt miejsc. Dziewczyny z grupy Solidarni z Ukrainą Gliwice podsyłają listę, wciąż ją aktualizują, bo gdybym miała jeszcze wyszukiwać w internecie, na grupie, co zresztą robiłam przez cały piątek, brakłoby doby. Bo tylu jest chętnych z mieszkaniami, i tyle osób ich potrzebuje.

Czyli działają państwo na bieżąco? Nie ma przestojów? 

Nie, jedyny kłopot to taki, że mam mnóstwo zgłoszeń z pojedynczymi pokojami, a bardzo dużo ludzi z Ukrainy przyjeżdża grupami: mamy z dwójką, trójką dzieci, i chcą być razem, a my nie chcemy ich rozdzielać... więc jest trudność, bo takich miejsc mamy w bazie znacznie mniej. Ale na przykład pan z Pyskowic, który mieszka z chorą mamą, najpierw zadeklarował, że przyjmie dwie, trzy osoby, a po rozmowie ze swoją mamą stwierdził, że jednak dużą grupę. „Jak trzeba pomagać to trzeba” usłyszałam.

Czy to pomoc długofalowa, czy tylko na pierwszy rzut? 

Wiem, że trwają teraz rozmowy z miastem. Przez pierwsze dni ludzie sami się organizowali, co też nie dziwi, bo jednak miasto czy instytucje działają wolniej. Ale to się musi poukładać i zmienić. Większość mówi, że ci, którzy do nich przyjechali, mogą zostać na jak długo będzie trzeba. Zresztą trudno przewidzieć takie rzeczy, bo sami Ukraińcy nie wiedzą co z wojną. Są oczywiście i tacy, którzy zostają na jedną, dwie noce i jadą dalej. Tak, jak mama z trójką dzieci: przespała noc i pojechała do Niemiec. Jednak większość czeka co się wydarzy i czy będą mogli wrócić na Ukrainę. Są też osoby przyjeżdżające do Gliwic do mężów, bo ci tutaj pracują. Szukają więc mieszkań dla siebie. Bo często jest tak, że Ukraińcy mają jedynie łóżko w pokoju wieloosobowym.

Ta pomoc mieszkaniowa, szalenie istotna przecież, idzie bardzo sprawnie. Wszyscy się świetnie zorganizowali. 

Tak. Dzwonią do mnie i w słuchawce słyszę: jadę z czterema, trzema, dwoma, pięcioma, ośmioma osobami. I ja wtedy już muszę wiedzieć gdzie je ulokować. Dziś (niedziela, 27 lutego) jedzie autobus, sto osób, dla większości już mam zakwaterowanie, i tak to się odbywa… Nawet teraz dzwonił do mnie pan, który przywozi rodziny, załatwił już mieszkanie, ale usłyszał, że będzie jeszcze sześć psów, a on nie może ich wszystkich przyjąć, więc szybko trzeba było znaleźć domy zastępcze. Napisałam na grupie zajmującej się zwierzętami i zaraz była odpowiedź, że je przyjmą. Na razie nikt nie rozmawia o pieniądzach, wręcz pytają w jakim wieku są dzieci, bo chcą te rzeczy dla nich zorganizować: ubranka, łóżeczko, zabawki, no wszystko...

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj