Taki obrazek zapadł mi w pamięć: chłopczyk, na około 10 – 12-letni, nagrywa telefonem tramwaj wyjeżdżający z zajezdni tramwajowej, z której – choć terytorialnie znajduje się na terenie Gliwic – w stronę miasta nie podąża już żaden czerwony skład. Dla chłopca to atrakcja, dla jego rodziców jeszcze 15 lat temu codzienność. W poniedziałek, 26 sierpnia przybyli wraz z nim na przystanek obok zajezdni, aby w 130. rocznicę otwarcia pierwszej linii tramwajowej w Gliwicach zamanifestować pragnienie powrotu tego środka transportu na nasze ulice.

130 lat temu

26 sierpnia 1894 roku oddana została do użytku linia tramwajowa łącząca Gliwice i Zabrze. Jeszcze w tym samym roku połączono ją z pierwszym etapem linii między Piekarami Śląskimi, a Bytomiem. W sumie torowisko liczyło prawie 35 km. Od początku ta forma komunikacji cieszyła się ogromnym zainteresowaniem pasażerów. Po roku oceniono, że tramwajem przejechało ponad 853 tysiące pasażerów.
Historię tramwajów w Gliwicach znakomicie obrazuje artykuł na stronie Gliwickich Metamorfoz, napisany przez Krzysztofa Soidę. Czytamy w nim: Do prowadzenia pociągów tramwajowych sprowadzono specjalne lokomotywy parowe przystosowane do poruszania się ulicami miast. W latach 1893-1895 tramwaje górnośląskie zakupiły 30 takich parowozów. Jednak wkrótce po uruchomieniu pierwszej linii musiano zrezygnować z używania parowozów w ścisłych centrach Gliwic i Bytomia. Powodem tego były protesty mieszkańców, którzy skarżyli się na nieznośny hałas towarzyszący przejazdom lokomotyw i ich „sapanie”. Twierdzono też, że w okresie panujących mgieł para i dym w mieście „uniemożliwia oddychanie”, a dym z parowozów dodatkowo zanieczyszcza elewacje kamienic położonych przy torach. 
Protesty spowodowały wprowadzenie w śródmieściach Gliwic i Bytomia trakcji konnej w miejsce mechanicznej. W Gliwicach koń ciągnął wagony od dworca kolejowego do Placu Inwalidów Wojennych. Nie trwało to jednak długo, bo w 1898 roku przystąpiono do przebudowy i elektryfikacji tramwajów gliwickich. Uruchomienie trakcji elektrycznej w tym mieście nastąpiło 30 marca 1899 roku.
Od 1 września 2009 roku decyzją ówczesnego prezydenta Zygmunta Frankiewicza, tramwaje przestały jeździć. No, chyba, że w poczet dziedzictwa tego środka transportu zaliczymy 250 m odcinek, od zajezdni do granicy z Zabrzem. Najkrótszą linię tramwajową w Polsce.

Czerwony szal

Gdy zapowiadałam swój przyjazd na miejsce ogłoszonego w Internecie happeningu, organizator, administrator fanpage’a Gliwickie Sprawy, zadał mi pytanie, czy ja sama  jestem za powrotem tramwajów. Byłam szczera – choć moim zdaniem to już nieco utopijny pomysł, z natury wspieram wszelkie oddolne ruchy, społeczne „chciejstwo”, zaangażowane dążenie do poprawy tego, co – zdaniem społeczników – mogłoby działać lepiej. Na miejsce przybyłam jednak bez obowiązkowego czerwonego elementu ubrania. Wszak jako dziennikarz powinnam stać obok i chłodnym, pozbawionym emocji spojrzeniem ogarniać to, o czym potem przyjdzie mi napisać. A jednak, choć przy zajezdni zastałam mało liczną grupę, szybko udzielił mi się jej entuzjazm i, gdy jedna z uczestniczek wręczyła mi szal w kolorze pięknej czerwieni, bez wahania zarzuciłam go na ramiona. W ten sposób stałam się nie tylko obserwatorem, ale też pełnoprawnym uczestnikiem zgromadzenia.

Mówią, że tego Frankiewiczowi nie wybaczą

- Tu chodzi o to, że było coś, i ktoś przyszedł i powiedział, że tego nie będzie. I to jest właśnie taki największy ból. Tak samo było z Wilczymi Dołami – mówią organizatorzy, nie kryjąc emocji.
Gdy pytam, powrotu jakiego tramwaju by chcieli, wyjaśniają, że nowoczesnego, o bardziej przemyślanym przebiegu i, oczywiście, nie w śladzie jezdni, ale na wydzielonym torowisku.
- Uważamy, że miasto Gliwice zasługuje na tramwaje, że stać je na to i że brakuje tego środka transportu. To jest projekt na najbliższe 10 lat, to nie jest tak, że dzisiaj wbijamy łopatę i rozpoczynamy odbudowę trakcji. Tym spotkaniem chcieliśmy przypomnieć, że jest grupa osób, która uważa, że tramwaje powinny wrócić – mówią.
Wśród uczestników są nowe twarze, ale i takie, które znam od dawna. Między innymi właśnie z walki o pozostawienie tramwajów w Gliwicach. Profesor Katarzyna Lisowska pokazuje mi medal z okazji 110-lecia tramwajów w Gliwicach. To cenna dla niej pamiątka. Bartłomiej Cisowski wymienia europejskie miasta, które przywróciły tramwaje pomimo ich wcześniejszej likwidacji, jest i radna Alicja Mainusch-Buhl.
Wszyscy ubolewają, że zwolenników tramwajów nie zebrało się więcej.

Jedni je kochają, inni nienawidzą

Jeśli nie ma prawdziwego kryzysu, który Polaków zwykle jednoczy, lubimy się dzielić. W przypadku tramwajów na tych, co je kochają i tych, co w łyżce wody utopiliby każdego, kto chciałby ich powrotu. Widać to chociażby w komentarzach pod postem zapowiadającym happening. Organizatorzy spodziewali się tego, choć prawdopodobnie liczyli na to, że zwolenników transportu szynowego (tak, również wąskotorówek) zgromadzi się w zajezdni więcej. Być może jednak zlikwidowany 15 lat temu tramwaj odchodzi już w zapomnienie i przestaje być ważny nawet dla tych, co przed laty tak mocno o niego walczyli. Zastąpiły go komfortowe i ciche autobusy, które nie niszczą drogi, nie trzęsą i nie powodują pękania tynku. Ich przejazdu jednak żadne dziecko z zapartym tchem nie rejestruje za pomocą smartfona. Nie mają takiego uroku, swoistej duszy, którą emanowały czerwone tramwaje.

Adriana Urgacz-Kuźniak

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj