Po raz kolejny tereny w Łabędach wzbudziły emocje.
W 2021 roku miała tam powstać fabryka akumulatorów, lecz po interwencji mieszkańców i społeczników, którzy zgłosili ponad dwa tysiące uwag do nowego planu zagospodarowania przestrzennego proponowanego przez miasto, urzędnicy się wycofali. Tym razem poseł Jarosław Gonciarz oraz radni PiS chcieli by na tym terenie wybudowano... walcownię i stalownię.
Najpierw pismo do Ministerstwa Aktywów Państwowych wysłał poseł, potem radni. Jak podkreślają było ono próbą wskazania, do rozważenia przez ministerstwo, alternatywnej lokalizacji dla planowanej inwestycji obejmującej budowę stalowni z piecem elektrycznym i walcowni HRC. Nowoczesna stalownia wraz z walcownią mogłaby stanowić ważne zaplecze dla Huty Łabędy, Bumaru oraz spółek powiązanych. Kiedy sprawę upubliczniono, zawrzało. Oburzyli się mieszkańcy, aktywiści, przygotowano wiele pism min. do miasta, ministerstwa, Węglokoksu, Bumaru. Z jednym kluczowym pytaniem: dlaczego znowu planuje się budowę molocha na terenach zielonych?
W sprawę zaangażował się Śląski Urban Lab oraz Rada Dzielnicy Łabędy. Przygotowano spotkanie, na które zaproszono bardzo szeroką reprezentację – od radnych po przedstawicieli firm. Po długiej dyskusji radni się z pomysłu wycofali.
- Wskazana lokalizacja miała dla nas znacznie drugoplanowe. Wiedząc, iż są odpowiednie tereny w Rudzie Śląskiej na obszarze Huty Pokój zasadne było wskazanie konkretnej lokalizacji, natomiast nie na miejscu byłoby wskazywać działki będące we władaniu innych podmiotów. Lokalizacja, którą zasugerowaliśmy została oprotestowana przez mieszkańców, z których zdaniem trzeba się liczyć, dlatego należy zrezygnować z uwzględniania Łabędzkich Pól pod jakąkolwiek inwestycje o charakterze przemysłowym – tłumaczy Łukasz Chmielewski, radny klubu PiS, jeden z sygnatariuszy pisma do ministra.
Z kolei dr Agnieszka Bugno-Janik, współtwórczyni Śląskiego Urban Labu, wskazuje na potrzebę ustanowienia prawnej ochrony Łabędzkich Pól: robi się to przez np. nadanie statusu obszaru chronionego krajobrazu. - Najlepiej byłoby, gdyby miasto odzyskało (wykupiło) ten teren. W tej chwili jest procedowana zmiana ustawy o planowaniu przestrzennym - mieszkańcy i fachowcy muszą wspólnie dopilnować, żeby to miejsce w nowych dokumentach planistycznych miało status adekwatny do jego roli - dodaje Bugno–Janik.
Zdecydowane „nie” dla pomysłu posła i radnych wyraziła też Rada Dzielnicy Łabędy. Jej przedstawiciele byli bardzo zdziwieni, że po oprotestowaniu poprzedniego pomysłu budowy w tym miejscu fabryki akumulatorów, można dalej proponować lokowanie przemysłu. Podkreślano, że rada stoi niezmiennie na stanowisku iż za nieakceptowalne uważa planowanie budowy na terenie Łabędzkich Pól jakichkolwiek zakładów przemysłowych, a jako ewentualne miejsce ich utworzenia i funkcjonowania od dawna wskazuje istniejące tereny poprzemysłowe. - Pomysł posła Jarosława Gonciarza i radnych miejskich PiS odnalazłam na portalu radnego. Po przeczytaniu pism szeroko otworzyłam oczy ze zdziwienia. Podobnie na ich lekturę zareagowali członkowie Rady Dzielnicy Łabędy. Posypały się pytania - dlaczego radzie nie dano pism do wiadomości, dlaczego wybrano to, a nie inne miejsce, czy radni znali opinie mieszkańców na temat przeznaczenia Łabędzkich Pól… Zaapelowaliśmy o ponowne przeanalizowanie wniosku. Rada powtórzyła swoje stanowisko sprzed roku - na Łabędzkich Polach nie można lokować przemysłu. W międzyczasie z ust kilku autorów wniosku padło stwierdzenie, że był on błędem. Zgadzam się. Był błędem, bo powstał w oderwaniu od realiów i bez porozumienia z innymi, a sposób, w jaki zabrano się za realizację słusznej idei wzmocnienia łabędzkiej huty okazał się szkodliwy i dla sprawy, i dla wnioskodawców - mówi radna Krystyna Sowa, wiceszefowa gliwickiej rady miasta i przewodnicząca Rady Dzielnicy Łabędy.
ml


Komentarze (0) Skomentuj