Tobiasz Bieniek, choć ma dopiero 17 lat, to skrupulatnie z każdą wyprawą rowerową spełnia swoje marzenia. Nastolatek pomimo nauki w szkole, zwiedza Polskę na rowerze, gra w Orkiestrze Dętej Toszek, a na dodatek należy do Zespołu Sygnalistów Myśliwskich „Tono di Hubertus”, gdzie osiąga sukcesy. O miłości do kolarstwa, chęci korzystania z życia i wyprawach na jednośladzie.   

Zamiast majówkowego odpoczynku – plan, by wsiąść na dwa kółka i aktywnie spędzić czas..
To dla mnie najlepsza forma relaksu (śmiech). Stwierdziłem, że nie ma sensu marnować czasu i należy go dobrze spożytkować, a więc wsiadłem na rower i pomknąłem przed siebie.

Dlaczego rowerową misją stały się polskie Tatry i Pieniny? Czy podczas trasy wszystko poszło zgodnie z planem? 
Z uwagi na to, iż w ubiegłym roku miałem dwukrotnie okazję wybrać się nad morze na swoim jednośladzie, dlatego teraz postawiłem na góry. Brałem pod uwagę Sudety lub Tatry, jednak finalnie zaplanowana została trasa w polskie Tatry oraz Pieniny. Przekonał mnie rowerowy szlak – Velo Dunajec, który płynie wzdłuż rzeki Dunajec. Choć miałem szczęście i obyło się bez usterek w rowerze, to dużym problemem okazała się być pogoda. Przez pierwsze dwa dni samotnej wyprawy pogoda była w kratkę, niestety padało, a to uniemożliwiało oglądanie Tatr z siodełka rowerowego. Do najcięższych momentów z pewnością mogę zaliczyć dwa fragmenty trasy, kiedy musiałem ostro pedałować cały czas pod górę, a było tak prawie przez 60 km.

Masz zaledwie 17 lat i już samotna kilkudniowa wyprawa rowerowa? 
Tak naprawdę, to dopiero w zeszłym roku zacząłem swoją karierę rowerową. Wówczas marzyłem, by założyć sakwy na rower i wyruszyć przed siebie. Myślałem, że marzenie będę mógł zrealizować dopiero po ukończeniu 18 roku życia, jednak jak się okazało – myliłem się. W ubiegłym roku wyruszyłem w majówkę na Hel, a podczas wakacji pokonałem misję polskie wybrzeże Bałtyku na moich dwóch kółkach i wyruszyłem z Toszka do Poznania, następnie do Świnoujścia, odbiłem także do Niemiec, finalnie dojechałem na Hel w 7 dni, pokonując 1056 km. Nie było łatwo przekonać rodziców do samotnej wyprawy rowerowej, a początki były naprawdę trudne. Warunkiem realizacji mojego marzenia było ciągłe meldowanie się rodzicom i to co godzinę. Tak więc kontrola była cały czas (śmiech). Na szczęście podczas mojej ostatniej majówkowej trasy rodzice wiedzieli, że mogą mi zaufać i dzięki temu łatwiej było mi ich przekonać.   

Misja Tatry zakończona sukcesem, ile udało się finalnie pokonać kilometrów? 
4 maja rozpocząłem wyprawę z toszeckiego rynku. W pierwszym dniu przejechałem przez Gliwice, Pszczynę, Bielsko-Biała, Żywiec, gdzie finiszowałem w Słowacji – w mieście Namestovo. W drugim dniu pokonałem 145 km, a moja trasa ciągnęła się wokół Tatr, a więc Velo Dunajec oraz Velo Czorsztyn. Odwiedziłem także dwa Parki Narodowe – Pieniński oraz Tatrzański. W Krościenku czekał na mnie nocleg. Dzień trzeci to 129 km i odwiedzenie m.in. Starego oraz Nowego Sącza, czy Tarnowa. Czwarty dzień to Wiślana Trasa Rowerowa, którą dotarłem aż do Krakowa. Ostatni dzień wyprawy, to powrót do Toszka przez Ogrodzieniec, Dąbrowę Górniczą, Będzin oraz Bytom. Suma podjazdów wyniosła 5 890 metrów. Finalnie przez pięć dni pokonałem 743 km, a więc średnio dziennie przemierzałem 148,6 km. Ilość przejechanych kilometrów przekłada się na 36 godzin i 12 minut, które spędziłem na siodełku rowerowym.

Kolejna wyprawa wakacyjna już się szykuje?
Na pewno co najmniej jeszcze jedna wyprawa przede mną i nie ukrywam, że chciałbym ruszyć gdzieś za granicę. Póki co nie chcę zdradzać żadnych szczegółów, jednak będę o tym informować w moich mediach społecznościowych (Instagram: @rudy_na_kole_). Z całą pewnością będzie to państwo, do którego trzeba będzie nieco popedałować, ponieważ nie będzie ono leżeć po sąsiedzku z naszym krajem.  

Jakie są rowerowe marzenia Tobiasza do spełnienia? 
Oj zdecydowanie moim marzeniem, które chciałbym w niedalekiej przyszłości zrealizować to podróż rowerowa do Szwajcarii, ponieważ podoba mi się ten kraj i chciałbym poznać go na własne oczy.  Jednak to nie wszystko, moim celem, który chciałbym osiągnąć w życiu, to możliwość dotarcia do Afryki przez Maroko.

Skąd wzięła się miłość do dwóch kółek?
Tak naprawdę zaczęła się już od małego, wówczas jako dziecko wspólnie z bratem jeździliśmy najpierw  do jednej babci, która mieszka w Płużniczce, a później do drugiej, która jest z Poniszowic. Choć mieszkały blisko, to zawsze mieliśmy do pokonania kilka kilometrów na rowerze. W 2017 roku dostałem swój pierwszy rower górski, na którym zacząłem dokładnie zwiedzać okolice, gminę Toszek oraz powiat gliwicki. Pamiętam moją pierwszą wielką wyprawę rowerową, miałem wówczas 14 lat i wyjechałem na pielgrzymkę na Górę św. Anny. To było moje pierwsze 100 km. Rok 2022 to zakup roweru szosowego, którym mknę po Polsce. Natomiast w 2023 roku, kiedy miałem 15 lat wybrałem się w dłuższą, bo jednodniową wyprawę do Krakowa, gdzie wróciłem pociągiem do Gliwic, wtedy w jednym dniu pokonałem 200 km. W wieku 16 lat postanowiłem, że zrobię pierwsze 300 km i z Gliwic pedałowałem do okolic Istebnej/Wisły, by wrócić przez Czechy do Cieszyna, a finalnie do Toszka.  

Czy widzisz siebie w przyszłości, jako prawdziwego sportowca, który rywalizuje z innymi kolarzami? 
Wydaje mi się, że kolarzem już nie zostanę. Od zawsze chciałem zwiedzać świat na dwóch kółkach i to realizuję. Chcę pokonywać jak najwięcej kilometrów, ale nie jak najszybciej i to mi się udaje.  
c.

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj