Piłkarze Czarnych Pyskowice przygotowują się właśnie do startu sezonu. Wystąpią co prawda zaledwie w B-klasie, ale już sam fakt zgłoszenia zespołu do rozgrywek jest sukcesem. Bo rok temu o tej porze dział się dramat. Głośno mówiło się nawet o tym, że zasłużony klub przestanie istnieć! Chętnych do gry zawodników było jak na lekarstwo. Za mało, aby wystartować w lidze. Legenda pyskowickiej piłki Marian Brych, człowiek związany z Czarnymi „od zawsze” i w różnych rolach (piłkarza, trenera i działacza) mówi: - Kiedy rok temu dowiedziałem się, że piłkarze nie wystartują w rozgrywkach, byłem blisko zawału. Bałem się, że to koniec klubu. Klubu, który współzakładał mój nastraszy brat Roman w 1945 roku.

Derby Pyskowic

Nazwę zaczerpnięto od Czarnych Lwów, bo wśród założycieli Czarnych byli sami Kresowiacy. W Pyskowicach przez kilka powojennych lat funkcjonował równolegle drugi klub – Kolejarz. Ten sięgał tradycjami do czasów niemieckich. Kibice miasteczka emocjonowali się derbami, a kiedy w 1950 roku doszło do fuzji, zostawiono szyld rodem z Kresów.
Marian Brych to chodząca encyklopedia wiedzy o Czarnych. Nazwiskami strzela jak z karabinu. - Mieliśmy szczęście do świetnych trenerów. Byli to piłkarze, którzy skończyli lub kończyli akurat kariery. W swoich klubach wiele znaczyli. Nazwiska? Proszę bardzo. Olimpijczyk Jan Wiśniewski, legendarny bramkarz m.in. Lecha Poznań Mieczysław Gołębiowski, obrońca Ruchu Chorzów Jerzy Bomba, defensor Górnika Zabrze Antoni Franosz, pomocnik Szombierek Sylwester Podeszwa, kadrowicz Kazimierza Górskiego Józef Kopicera czy trzykrotny mistrz Polski w barwach Górnika Andrzej Orzeszek. A to tylko niektóre personalia – podkreśla Brych.

Piłkarze balansowali pomiędzy A i B-klasą. W okresie tłustych lat jeździli na zgrupowania do Wisły. Biegając po górach pracowali nad kondycją. - Mocny wycisk dawał nam trener Gołębiowski. Pot lał się strumieniami. Ale to procentowało - losy spotkań rozstrzygaliśmy często w samych końcówkach. Pewnego razu szybkość przydała się przy innej okazji. Bo w Ziemięcicach musieliśmy uciekać przed kibicami sfrustrowanymi przegranym przez gospodarzy meczem – śmieje się Brych. Jednym z jego boiskowych partnerów był Gothard Kokott, później uznany trener prowadzący w ekstraklasie Raków Częstochowa. Grał w Czarnych na bramce, podobnie jak dekadę później Krystian Henne: - Na mecze jeździliśmy „Starem”, ciężarówka polskiej produkcji. Siedzieliśmy na pace, trzęsło nami że hej. Ale bywało, że auto się zepsuło. Wtedy zamawiało się taksówki – wspomina. Z uśmiechem dodaje: - Mecze graliśmy przeważnie w niedzielę. Więc w sobotni wieczór na miasto wychodziły patrole … działaczy Czarnych. Zaglądały do knajp, upewniając się, czy czasem żaden z nas nie siedzi nad kuflem piwa. Bo przecież następnego dnia trzeba było być wyspanym i wypoczętym.

Z Czarnymi wiązały się często całe rodziny. I tak przykładowo Brychów grało aż dziesięciu, Kropiwodów czterech, a Płatków trzech. Z ostatniego z wymienionych klanów pochodził Andrzej, później asystent Antoniego Piechniczka, który trenował w najwyższej klasie rozgrywkowej Ruch Radzionków.

Raz rower, raz kajak

Czarni nie tylko piłką stały. Niegdyś prężnie działały sekcje: siatkarska, kolarska, koszykarska, tenisa stołowego czy też piłki ręcznej. - U nas grała jedna z najsłynniejszych polskich siatkarek w historii! - podkreśla Marian Brych - Lidia Żmuda, bo o niej mowa, była późniejszą medalistką olimpijską i mistrzostw Europy. Uczyła się pyskowickim liceum, mieszkając w przyszkolnym internacie.

Ciekawą postacią jest Manfred Folwaczny. Ścigał się na rowerze w Czarnych osiągając na tyle dobre wyniki, że przeszedł do Carbo Gliwice, czołowego klubu kolarskiego w regionie. Z mistrzostw Śląska przywoził medale różnego koloru. Jednocześnie uprawiał … kajakarstwo! - Trenując jazdę na rowerze często robiłem kółka wokół jeziora Dzierżno. Mijałem kajakarzy Piasta Gliwice, którzy mieli tam swoje zajęcia. Któregoś dnia zaproponowali, abym sam wsiadł do kajaku. I już w nim zostałem, nie rezygnując jednak z roweru – opowiada. Na wodzie szybko czynił postępy. – Pierwsze moje zawody miały miejsce w kategorii K1, był to spływ jakąś rzeką na czas. Na trasie, obawiając się wywrotki, tak „zasuwałem”, że byłem najszybszy – śmieje się. Wkrótce przeszedł do „dwójki” - za partnera dobrano mu Witolda Lechowskiego. Ten duet osiągnął kilka cennych wyników. Na tyle cennych, że panów powoływano na zgrupowania kadry narodowej.

Polonia Bytom na łopatkach

Wróćmy do futbolu. W połowie lat 90. minionego stulecia w Pyskowicach narodziła się niezwykle silna piłkarska paka. Jej trenerem był Józef Kopicera, kadrowicz Kazimierza Górskiego, świetny pomocnik Ruchu Chorzów lat 70. Pod jego wodzą Czarni pierwszy raz w historii awansowali do ligi okręgowej. - To były fajne i dziwne zarazem czasy … Wokół piszczała bieda, na nic nie było pieniędzy, a my – jakby na przekór wszystkim – odnieśliśmy historyczny sukces. I nikt wówczas nie pytał, czy coś dostanie za grę … Nam futbol sprawiał po prostu wielką frajdę – wspomina Mirosław Surman, ówczesny kapitan Czarnych. Pyskowiccy kibice do dziś wspominają zwycięstwo 3:1 nad Polonią Bytom, w składzie której grało kilku ogranych drugoligowców. Dwa gole strzelił wówczas Sylwester Teraźniewski, który po meczu trafił na testy do Bytomia. Niestety, potem piłkarzowi przyplątała się kontuzja i z transferu nic nie wyszło.

Kiedy Teraźniewski, Surman i spółka przynosiła chlubę Pyskowicom, to w tym samym czasie wychowanek Czarnych, Dariusz Klytta, regularnie grał w ekstraklasie. Broniąc barw Górnika Zabrze, Ruchu Radzionków i GKS-u Katowice 176 razy zagrał w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ale za to nigdy nie zagrał w … seniorach Czarnych. Nie zdążył. Bo skautom z Roosevelta wpadł w oko już jako 14-latek. - Graliśmy turniej w hali w Zabrzu, spodobał się miejscowym trenerom, spytali, czy nie moglibyśmy go im przekazać. Oczywiście nie robiliśmy problemów. Górnik obiecał nam, że jeżeli chłopak „załapie” się do pierwszej drużyny, to dostaniemy w rewanżu sprzęt sportowy. I tak rzeczywiście się stało – opowiada Józef Kopicera.

Kilku innych wychowanków klubu także zaszło daleko na piłkarskiej drodze. Warto tu wspomnieć o Frydku, który strzelał gole dla Szombierek Bytom, Czesławie Brychu, broniącym barw Polonii Bydgoszcz oraz bramkarzu Marcinie Grymelu, który był członkiem pierwszoligowej kadry Piasta Gliwice. Ten ostatni po latach wrócił do Czarnych w roli trenera, wprowadzając drużynę do „okręgówki”. - Moim asystentem był Klytta. To coś fajnego, że dwóch byłych bramkarzy Czarnych, którzy się gdzieś tam wybili, po latach wspólnie odnieśli sukces na niwie szkoleniowej – mówi Marcin Grymel.

Przyszłość w różowych barwach?

W XXI wieku Czarni radzili sobie różnie. W myśl przysłowia – raz na wozie, raz pod wozem. Cały czas jednak piłkarze reprezentowali barwy miasta znad Dramy. Jednak w sierpniu 2024 wydarzyła się katastrofa, o której pisaliśmy wyżej. Ale to już przeszłość. Przyszłość zapowiada się dużo lepiej. Wiosną 2025 roku prezesem klubu został Marcin Kurylak, a pomocną dłoń wyciągnęli pyskowiccy samorządowcy. Podpisano umowy sponsorskie ze spółkami miejskimi - MZBM-TBS oraz Ciepło Pyskowice. - Moją drugą kadencję w dużej mierze chcę poświęcić na działania prosportowe. Powołaliśmy do życia Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji, jesteśmy w trakcie opracowywania długoletniej strategii sportu, robimy też wszystko aby wkrótce w mieście powstała druga wielofunkcyjna hala sportowa. W planach mamy także remont infrastruktury, w tym miejskiego stadionu użytkowanego przez Czarnych – mówi burmistrz Adam Wójcik.
Zespół w nadchodzącym sezonie wystąpi w B-klasie, a poprowadzi go Damian Cziba – były zawodnik m.in. Ruchu Radzionków i Dramy Zbrosławice.

Klub Czarnych Pyskowice świętować 80-te urodziny będzie w najbliższy weekend. Prawdziwą gratką dla kibiców będzie mecz oldbojów – Czarni kontra Górnika Zabrze (niedziela godzina 17.00, stadion w Pyskowicach.

Błażej Kupski