Za oknem starego Opla Vivaro przesuwa się monotonny krajobraz gliwickiej strefy ekonomicznej. Pudełkowe magazyny ustępują miejsca nieużytkom, a te – gęstym zagajnikom na granicy Kleszczowa i Brzezinki. Dla Piotra Hyrsza i jego ludzi to kolejna mapa czyjegoś dramatu. Za chwilę rozpoczną się poszukiwania kogoś, na kogo z poczuciem bezsilności czeka rodzina.

– My też zastanawiamy się, dlaczego w grudniu jest tak dużo zaginięć – mówi Piotr Hyrsz, dowódca Górnośląskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej. Rozmawiamy chwilę po tym, jak gliwicka policja opublikowała komunikat o trzeciej już osobie zaginionej w trakcie świąteczno-noworocznego czasu. Jak się wkrótce okaże, z trzech dwie odnalazły się dość szybko. Gdy to piszę, nadal nie ma informacji o tym, co stało się z zaginioną w święta panią Władysławą.

Na panią Władysławę wciąż czeka rodzina

Rankiem 25 grudnia do Piotra Hyrsza zadzwonił telefon. Dzień przed Wigilią wyszła do lekarza i nie wróciła łabędzianka, pani Władysława. Starsza pani choruje, ma zaniki pamięci. Wiadomo było, że w dniu zaginięcia korzystała z autobusów komunikacji miejskiej.
Policja prowadzi swoje czynności operacyjne: ustala ostatnie miejsce pobytu, analizuje monitoring, sprawdza możliwe kierunki przemieszczania się. Kiedy ślad urywa się na granicy miasta i terenu otwartego, potrzebne jest wsparcie.
Kilka minut po rozmowie w grupie ogłaszany jest alarm. Na miejsce zbiórki sił i środków zgłasza się piętnaście osób. W akcji biorą także udział jednostki OSP Niewiesze, Pławniowice i Gierałtowice. Teren do przeszukania jest ogromny. Nieużytki, pola, strefa ekonomiczna, lasy Dąbrowa między Brzezinką a Kleszczowem. W sumie ponad 450 hektarów. Policja wskazuje obszary najbardziej prawdopodobne, a ratownicy dzielą je na sektory, które powierzane są konkretnym osobom.
Każdy krok zapisuje się jako linia na mapie. Dla ratowników to ślad wykonanej pracy, dowód, że teren został sprawdzony. Dzięki temu nikt nie wraca w to samo miejsce przypadkiem, a sztab widzi wszystko na żywo.
– To jest też kwestia bezpieczeństwa – mówi Piotr. – Musimy wiedzieć, gdzie są nasi ludzie.
Po kilku godzinach w terenie łatwo przekroczyć granicę, po której ratownik sam potrzebuje pomocy.

8 stopni na minusie

– Zawsze idziemy po żywą osobę – ucina Piotr pytania o szanse na ratunek przy minus ośmiu stopniach. – Nawet jeśli logika mówi nam coś innego, my musimy wierzyć. W przypadku pani Władysławy zrobiliśmy wszystko, co było ustalone z policją. Przez dwa dni przeszukiwaliśmy każdy wyznaczony sektor.  
Jednak w tej pracy sukces nie zawsze przychodzi od razu. Czasem akcja zmienia się w żmudne „czynności operacyjne”, a ratownicy muszą pogodzić się z ciszą. To najtrudniejszy moment: złożyć sprzęt, zgasić komputery i wrócić do własnych rodzin, wiedząc, że gdzieś tam, w ciemności, wciąż brakuje jasnej odpowiedzi.

Wyścig z czasem

W pamięci Piotra na zawsze zostanie jednak Zabrze. Tamtejsza akcja była zaprzeczeniem grudniowej stagnacji. Telefon z komendy, krótki komunikat i mobilizacja. W piętnaście minut byli w pełnym składzie. To był wyścig z zachodzącym słońcem.
– Wytypowaliśmy teren, zebraliśmy wszystkie puzzle w jedną całość i wpuściliśmy ludzi w konkretny kwadrat – wspomina Piotr. – Poszukiwanego znaleźliśmy w dziurze, w zagłębieniu terenu. Leżał tam drugi dzień. Gdybyśmy przyszli godzinę później, mogłoby być po wszystkim. Przekazaliśmy go załodze pogotowia i to jest ten moment, dla którego warto nie tracić nadziei.

Umowa z policją

Po takich akcjach wraca pytanie o to, jak taka pomoc jest organizowana.
GGPR działa od 3 lat. Grupę tworzą ludzie różnych zawodów (w tym m.in. strażacy), którzy zgłosili swoją chęć pomocy w poszukiwaniach osób zaginionych. Oczywiście, są przeszkoleni, zwłaszcza w zakresie udzielania kwalifikowanej pierwszej pomocy. Niektórzy z nich dysponują sprzętem, który ułatwia poszukiwania i który udostępniają w przypadku zwołania akcji. Są też przewodnicy z wyszkolonymi psami, jest i dobrze wyposażony, choć nieco już przestarzały Opel Vivaro, będący poruszającym się na kołach sztabem grupy.
W przeddzień Wigilii GGPR podpisała oficjalne porozumienie z Komendą Miejską Policji w Gliwicach. To dowód zaufania i akt docenienia wkładu, jaki Grupa może wnieść w poszukiwania, zwłaszcza w trudnych warunkach terenowych.
– Policja działa w mieście, my skupiamy się na rozległych, niezurbanizowanych terenach – tłumaczy Piotr. – To jest zespół naczyń połączonych. Oni dowodzą i zbierają informacje. My dajemy ludzi, psy, sprzęt i całą organizację – dodaje.

Udzielają pomocy, ale i o nią proszą

Do niedawna GGPR marzyła o dronie z termowizją, który byłby nieocenioną pomocą w trudnym terenie. To marzenie ma się ziścić w marcu, ze środków pozyskanych z budżetu obywatelskiego.
- Chcielibyśmy podziękować gliwiczanom za to, że tak licznie oddali głosy na ten projekt – mówi szef Grupy. A ja pytam, jak jeszcze można im pomóc.
- Na portalu zrzutka.pl zbieramy fundusze na cele statutowe. Przygotowujemy się też do wielkich, może i największych w Polsce manewrów grup poszukiwawczych. Nie ukrywamy, że do organizacji takiego wydarzenia przydałby nam się sponsor – przyznaje ratownik.
Silnik w Oplu Vivaro gaśnie. Kończy się grudzień. Ale sezon na zaginięcia trwa. Ratownicy pozostają ze świadomością, że gdzieś tam, być może właśnie teraz, ktoś gubi drogę do domu. Wtedy Opel Vivaro znów wyjedzie w trasę.

Adriana Urgacz-Kuźniak
 

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj