To Koniu. Jego ekwipunek bojowy waży 40 kg, a on bez trudu pokonuje w nim 40 km górskiej trasy.
Tacy są nasi gliwiccy „specjalsi” z Agatu. Najlepsi z najlepszych.
Ludzie ważniejsi niż sprzęt
Obecnie w polskiej armii jest 6 jednostek wojsk specjalnych: Jednostka Wojskowa GROM, Jednostka Wojskowa Komandosów, Jednostka Wojskowa FORMOZA, Jednostka Wojskowa NIL, Powietrzna Jednostka Operacji Specjalnych i oczywiście zlokalizowana w Gliwicach Jednostka Wojskowa AGAT, która rozpoczęła funkcjonowanie w strukturach Wojsk Specjalnych 13 lat temu. JW AGAT przejęła i kultywuje dziedzictwo tradycji Oddziału Dywersji Bojowej Agat (1943-1944), a jej patronem jest gen. dyw. Stefan Rowecki „Grot”. Żołnierze AGAT-u przechodzą szkolenie w różnych warunkach terenowych i klimatycznych, górskie, spadochronowe, wysokościowe, snajperskie, pirotechniczne i wiele innych. Tak zaawansowane szkolenie wymaga dużych nakładów czasu i środków finansowych, dlatego często mawia się, że w tym typie wojsk bardziej od sprzętu liczy się człowiek.
„Specjalsa” z AGAT-u poznacie po oznace rozpoznawczej jednostki, przedstawiającej atakującego orła, pod którego szponami widnieje monogram „GS”, symbol Grup Szturmowych Szarych Szeregów Armii Krajowej z okresu II wojny światowej.
Koniu, który został orłem…
Niedawno światło dzienne ujrzały plakaty, promujące jednostki specjalne. Na tym z AGAT-u widać postawnego mężczyznę z długą brodą, w ciemnych okularach. To właśnie Koniu – żołnierz, który zgodził się firmować swoją twarzą „firmę”, w której pracuje. Firmę… a właściwie rodzinę, bo relacje w JW AGAT są bardzo bezpośrednie, bliskie. To właśnie jedna z cech, która odróżnia tę jednostkę od innych – rodzinna atmosfera.
Z żołnierzem z plakatu nie możemy rozmawiać. Jego dane są utajnione, tak jak dane wszystkich pozostałych żołnierzy wojsk specjalnych, na mocy rozkazu OPSEC. Dlatego na plakacie, choć z pozoru pokazany w całej okazałości, ukrywa rysy twarzy pod brodą, a oczy pod przeciwsłonecznymi okularami. Są bowiem oprogramowania szpiegowskie, zwłaszcza na Białorusi, które – jeśli kiedykolwiek zostało opublikowane zdjęcie żołnierza – mogą go „namierzyć” po oczach. Z kolei broda, zapewnia kamuflaż nie tylko w kraju, ale także na misjach, szczególnie w krajach takich, jak Afganistan, gdzie jest częścią kultury i religii, stałym elementem wizerunku mężczyzny.
Z Koniem nie możemy rozmawiać, ale rozmawiamy o nim - z ppłk Mariuszem Łapetą, rzecznikiem prasowym Dowództwa Komponentu Wojsk Specjalnych, który przez 18 lat związany był z gliwickim AGAT-em i na prośbę którego Koniu zgodził się na udział w sesji zdjęciowej.
- Znam tego żołnierza bardzo długo – mówi. - Jest jednym z operatorów szturmowych, takim prawdziwym „koniem pociągowym”. Ma nie tylko muskularną, wysportowaną sylwetkę, ale także bardzo dba o zdrowie. W wojskach specjalnych jest zresztą moda na zdrowe odżywianie i zdrowy tryb życia. Siłownia, na której Koniu, tak jak inni żołnierze wojsk specjalnych, spędza dużo czasu, jest również sposobem na radzenie sobie z emocjami po traumatycznych wydarzeniach na misjach.
Oprócz Konia, na zdjęciach pojawili się także inni żołnierze AGAT-u – Matut i Roco. Każdy z nich o atletycznej budowie, stanowiącej doskonałą reklamę gliwickich „specjalsów”.
Oni nie jedzą miodu, oni żują pszczoły
Żołnierz AGAT-u musi mieć bardzo dobrą sprawność psychofizyczną. Tu nie są potrzebne zwykłe „mięśniaki”, ale ludzie inteligentni, którzy poradzą sobie z obsługą zaawansowanego technicznie sprzętu. Żołnierz wojsk specjalnych jest zatem bardzo sprawny fizycznie i intelektualnie, a do tego odporny psychicznie. Musi sam angażować się w swój rozwój, wykorzystywać czas wolny na poprawę swojej tężyzny fizycznej, zdobywanie wiedzy, naukę języków i dbanie o zdrowie. Dlatego też ci silni panowie często wymieniają się… przepisami na sałatki, choć mawia się o nich, że na śniadanie jedzą szkło i zagryzają gwoździami. A na obiad, zamiast jeść miód, żują pszczoły.
Jak zostać żołnierzem AGAT-u?
- Są trzy możliwości – odpowiada ppłk Mariusz Łapeta. – Jeśli jest się żołnierzem, można się przenieść, za zgodą przełożonego. Jeśli jest się żołnierzem wojsk specjalnych, można odbyć tzw. kursy JATA w Lublińcu, który jest kursem adaptacyjnym Wojsk Specjalnych zakończonym selekcją do wybranej jednostki. Cywil, który nigdy nie służył w wojsku, przechodzi sprawdzian sprawności fizycznej i jest poddawany bardzo obszernemu testowi psychologicznemu – wyjaśnia rzecznik.
Po ukończeniu kursów JATA można rozpocząć służbę w jednej z jednostek służb specjalnych. Od niedawna można też ubiegać się o dobrowolną roczną służbę zasadniczą w polskim wojsku i przejść szkolenie przy jednostce.
- Przez rok taki żołnierz może przebywać w jednostce AGAT, jednak nie dostaje munduru typu multicam, który jest charakterystyczny dla WS, na niego trzeba zasłużyć. Jest obserwowany, oceniana jest jego przydatność. Jeśli jest gotowy, może stanąć do selekcji do jednostki AGAT - dopowiada ppłk Łapeta.
Tylko w JW AGAT
Na zdjęciach, oprócz żołnierzy, znajduje się wóz bojowy M-ATV, używany tylko w jednostce AGAT. To pojazd opancerzony, który doskonale sprawdza się w każdym terenie. Pojazd firmy Oshkosh należy do rodziny maszyn MRAP (Mine Resistant Ambush Protected), odpornych na miny i ataki z zasadzki. Nie bez powodu trafił do Gliwic, bowiem głównym zadaniem naszych żołnierzy jest wsparcie działań bojowych operatorów pozostałych jednostek specjalnych, czyli GROM-u, Formozy i JW Komandosów z Lublińca. Dlatego też w wyposażeniu AGAT-u znajdują się ciężkie pojazdy, granatniki i karabiny.
Adriana Urgacz-Kuźniak


Komentarze (0) Skomentuj