Po „Tamtym utraconym świecie” i „Naszych odzyskanych miejscach” Alina Staneczek publikuje „Trzecią porę dnia” – finałową część gliwickiej sagi. To opowieść o emocjach, relacjach i tożsamości, w pięknej oprawie uliczek m.in. Wilczego Gardła.
„Trzecia” książka bliżej „pierwszej”. Stefan wychodzi z cienia
Znana fotografka Józefina, zwana Finką pod wpływem impulsu, postanawia odejść od narcystycznego Gustawa. Wraca do rodzinnych Gliwic, miasta swojego dzieciństwa, pełnego wspomnień o babci Isabelle i przyjaciółce Elzie. Los podsuwa jej niezwykłą szansę – możliwość zorganizowania wystawy opartej na pierwszych fotografiach, wykonanych ukochanym nikonem, od którego zaczęła się jej zawodowa droga.
W poszukiwaniu tematów do ekspozycji Finka rusza śladami swojej młodości, ale też tropami kobiet z własnego rodu – matki Olgi, babki Isabelle i prababki Joséphine. Decyduje się odnaleźć matkę, z którą przed laty poróżniła ją bolesna kłótnia. Wyrusza w podróż przez miejsca ważne dla nich obu – Paryż, Rzym i Pietrasantę, miasteczko ukochane przez wielkich rzeźbiarzy.
Choć akcja i krajobraz trzech tomów układają się w odrębne opowieści, nowa książka wyraźnie nawiązuje do debiutu serii. – W „Trzeciej porze dnia” do głosu dochodzi Stefan – zdradza Alina Staneczek. - W pierwszym tomie był mężem Zośki i to przez jej relacje z nim, jej oczami budowaliśmy jego obraz. Teraz poznajemy Stefana lepiej i wiele opinii, które powzięliśmy w pierwszym tomie może ulec radykalnej zmianie.
Gliwice, Warszawa, kadry z „Nowin” i Jerzy Ziętek
Choć wspólny mianownik trylogii stanowią Gliwice, „Trzecia pora dnia” nie jest kroniką miasta. To raczej film z kilkoma ważnymi lokacjami. Przywołane we wstępie Wilcze Gardło pojawia się nieprzypadkowo – babcia głównej bohaterki była jedną z reemigrantek z Francji i po drugiej wojnie światowej, jak wielu jej podobnych, zamieszkała w tej dzielnicy. Ku naszej radości epizodycznie pojawiają się w książce Nowiny Gliwickie. – „Nowiny” miały być ważniejszym elementem, ale fabuła pociągnęła bohaterkę do Warszawy. Na pierwszy plan wychodzi słynny miesięcznik „Ty i Ja”, a nasza gazeta pojawia się tylko w kilku scenach. Przypominam także postać Jerzego Ziętka. Piszę o Reptach i o Ziętku, bo to wciąż dla wielu postać słabo rozpoznawalna – opowiada Staneczek. Pojawia się oczywiście mój ulubiony Karl Schabik, choć tym razem o wiele mocniejszą rolę dostaje Igor Mitoraj – dodaje z uśmiechem.
Co istotne, „Trzecia pora dnia” łączy nitki rozrzucone wcześniej. – To na pewno ostatnia część. Historia zatoczyła koło: wrócił Stefan z pierwszej części, wykorzystałam też postać Zośki, pojawia się Inka, wraca Greta i Juliusz z drugiej części. Uważni czytelnicy zauważą, że rozstrzygają się kwestie, które kiedyś tylko sygnalizowałam. Mam poczucie, że wątki są podomykane – podkreśla pisarka.
Co dalej po trylogii?
Staneczek już „osadza się” w kolejnej historii – znów kobiecej. – Bohaterka, przed pięćdziesiątką uświadamia sobie, że całe życie robiła coś wbrew sobie i chce w końcu żyć dla siebie.
Nowa opowieść nie będzie gliwicka. – Tym razem celowo odchodzę od Gliwic jako głównej scenografii. Woła mnie Wrocław i Kraków, a także Sokołowsko – jako miejsce oniryczne i tajemnicze. Zafascynował mnie drobny historyczny ślad związany z wojenną rekonwalescencją oficerów – czasem wystarczy mi jedno zdanie, a zaczyna pracować wyobraźnia. Chcę pokazać więcej znanych kobiet, bo teraz poza Zofią Rydet, Baduszkową i Ireną Acedańską, niewiele ich u mnie było. Pewnie wróci też Paryż, ale już nie ten pocztówkowy. Chcę zerwać z jego „piękną szatą”, pokazać miasto trudniejsze, bardziej chropowate – zapowiada autorka.
W oczekiwaniu na kolejną powieść, polecamy ostatnią część trylogii, którą można przeczytać także jako pierwszą. Dla naszych Czytelników mamy książki – rozdamy je w konkursie, który ogłosimy na naszym facebooku. Z Aliną Staneczek spotkać się można osobiście 14 listopada 2025 roku o godz. 18.00 w Bibliotece Centralnej przy ul. Kościuszki 17 w Gliwicach.
Adriana Urgacz-Kuźniak


Komentarze (0) Skomentuj