W poniedziałek, 30 grudnia, rolnicy w całej Polsce wyjechali na drogi, protestując przeciwko planowanej umowie handlowej Mercosur. Akcje odbywały się w wielu regionach kraju, jednak – zgodnie z zapowiedziami organizatorów – w większości miały one charakter symboliczny i informacyjny, bez blokowania ruchu.

Do protestu dołączyli również rolnicy z Gliwic i okolic. W naszym mieście akcja odbyła się na wiadukcie nad autostradą A4, na granicy Gliwic i gminy Gierałtowice. Od godziny 13 do 15 w tym rejonie DK 44 ustawione były ciągniki rolnicze z banerami informującymi o sprzeciwie wobec umowy Mercosur. Ruch drogowy nie był blokowany.
– Chcieliśmy, żeby forma protestu była spokojna. Naszym celem nie było utrudnianie życia kierowcom, tylko pokazanie społeczeństwu, w czym jest problem – tłumaczył Piotr Wyciślik, jeden z organizatorów gliwickiej akcji i przedstawiciel stowarzyszenia „Śląscy Rolnicy Razem”.
Jak podkreślali uczestnicy protestu, ich działania miały zwrócić uwagę mieszkańców na konsekwencje, jakie – ich zdaniem – może przynieść wdrożenie umowy Mercosur, regulującej handel pomiędzy Unią Europejską a krajami Ameryki Południowej.
– Ludzie są wzrokowcami. Jeśli zobaczą w kilku miejscach to samo hasło, zaczną się interesować tematem. A kiedy zaczną drążyć, sami dojdą do właściwych wniosków – mówił Wyciślik.
Rolnicy obawiają się przede wszystkim jakości produktów, które mogłyby trafiać na europejski rynek. Ich zdaniem problemem jest brak realnej kontroli nad sposobem produkcji żywności w krajach Mercosur.
– Nam zabrania się stosowania substancje aktywnych i środków chemiczne, które były używane w rolnictwie. Tymczasem w Ameryce Południowej nie ma takiego nadzoru. Tam wszystko jest dozwolone, a głównym środkiem jest glifosat. Konsekwencje zdrowotne tego będą odczuwalne – podkreślał.
Protest w Gliwicach zorganizowało stowarzyszenie „Śląscy Rolnicy Razem”, które powstało po fali ogólnopolskich protestów w 2024 roku. Jak zaznaczają jego przedstawiciele, celem było zjednoczenie środowiska rolniczego w regionie i wspólne działanie.
– Pojedynczo nikt nic nie załatwi. W grupie mamy większą siłę – mówił Wyciślik, zwracając uwagę na to, że choć Śląsk rzadko kojarzony jest z rolnictwem, jako region dotkliwie odczuł skutki niewłaściwej ochrony rodzimej gospodarki. – Widzieliśmy już, co stało się z przemysłem. Zakłady upadły albo przeszły w obce ręce. Boimy się, że z rolnictwem może być podobnie, jeśli nie będziemy reagować.
Gliwicka akcja była częścią ogólnopolskiego protestu, który – jak zapowiadali organizatorzy – miał przede wszystkim charakter ostrzegawczy i informacyjny. Rolnicy nie wykluczają kolejnych działań, jeśli ich postulaty nie zostaną uwzględnione.
aku

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj