Na jedną z najbardziej popularnych platform steamingowych 14 sierpnia trafi polski film Czerwone maki. Produkcja powstała przy aktywnym udziale gliwickiej firmy Imaginary Pixels, specjalizującej się w efektach wizualnych. Właściciel firmy, Łukasz Remiś ma duże doświadczenie w realizacji takich efektów. Pamiętacie smoka z Gry o Tron niszczącego ogniem miasto? Odłamki budynków spadały na uciekających ludzi - ta scena powstała także przy udziale Łukasza Remisia. Podobnie jak wiele fragmentów filmów ze stajni Marvela.

Filmowe puzzle

Zwykle przy jednym filmie pracuje kilka firm odpowiedzialnych za efekty specjalne i wizualne. Jedną z nich znajdziemy w Gliwicach, w biurowcu przy ul. Kościuszki 1C. W klimatyzowanych i lekko przyciemnionych pomieszczeniach przed monitorami siedzą specjaliści od tworzenia takich obrazów, których nie można wykreować na planie filmowym. Zdarza się, że praca ekipy jest stosunkowo prosta – trzeba usunąć z filmu niepożądane obiekty, które weszły w kadr lub wyczyścić tło. Czasem otrzymują scenę z aktorem na green screenie lub blue screenie, na którym muszą wyczarować wiarygodny obraz wybuchów, ognia czy rozpadających się budynków.

- Może być tak, że tło również jest już sfilmowane, tylko trzeba je podmienić, ale często całe otoczenie od postaw trzeba zrobić w 3D, dodając wybuchy, czy inne elementy znajdujące się w scenariuszu – zdradza tajniki swojej pracy właściciel Imaginary Pixels.

Zależnie od tego, jak bardzo skomplikowane jest to ujęcie, może być podzielone na wiele etapów.
- Najpierw robimy pewien koncept. Dział compositingu osobno może już pracować nad ujęciem i usunąć green screen. Z kolei dział 3D pracuje nad odpowiednim otoczeniem. Potem to otoczenie, które jest wygenerowane w 3D, należy jeszcze oteksturować, oświetlić, tak, żeby po wyrenderowaniu wyglądało naturalnie. Jeśli wymagane są jakieś efekty typu wybuchy czy ogień, to też trzeba wykonać ich symulacje. Czasem wykorzystuje się sfilmowane elementy, które znajdują się w specjalnej bazie, ale nie zawsze można użyć gotowego efektu, czasem trzeba coś przygotować specjalnie pod to ujęcie – opisuje pracę specjalistów od efektów specjalnych Łukasz Remiś.

Oczywiście, jak każda praca oparta na technologiach komputerowych, branża efektów wizualnych ciągle się rozwija. Z dużym impetem wkroczyła w nią sztuczna inteligencja, choć jej możliwości obecnie wciąż nie są wystarczające, by zastąpić człowieka. Trudno jednak nie zauważyć, że XXI wiek wyniósł efekty wizualne na zupełnie nowy poziom.
- W latach 80. komputerów nie było żadnych, więc wykorzystywano inne możliwości. Dziś efekty specjalne wyglądają zupełnie inaczej. Myślę, że zanim zaczął się szał na AI, dużą innowacją było filmowanie na scenach otoczonych ekranami LED-owymi. W tym przypadku cała scenografia jest wyświetlana za aktorami i w czasie rzeczywistym potrafi się zmieniać, może być animowana, niekoniecznie statyczna. I sporo produkcji, np. właśnie Star Wars Mandalorian, się na tym opierała. Ta technika daje ciekawe, realistyczne możliwości – opowiada właściciel Imaginary Pixels.

Czerwone maki

Imaginary Pixels odpowiadało za produkcję efektów wizualnych do ponad 120 ujęć tego filmu, w okresie od listopada 2023 r. do marca 2024 r. - Nasze zadania obejmowały tworzenie i animowanie czołgów 3D, rozszerzeń scenografii grafiką 3D, symulacji efektów pirotechnicznych, animacji stworzeń 3D, duplikacji tłumu i mnóstwa compositingu. Imaginary Pixels było również współproducentem filmu – zdradza Łukasz Remiś.

Najbardziej skomplikowane ujęcia wymagały stworzenia i animacji wersji 3D niedźwiedzia Wojtka oraz podmianę używanego na planie manekina. Przypomnijmy, że Wojtek był syryjskim niedźwiedziem brunatnym adoptowanym przez polskich żołnierzy podczas II wojny światowej. Został nieoficjalnym członkiem II Korpusu Polskiego, pomagając podnieść morale żołnierzy. Wojtek zasłynął ze swojej roli w bitwie pod Monte Cassino, gdzie pomagał przenosić amunicję, niosąc pociski artyleryjskie. Aby móc podróżować z żołnierzami, został oficjalnie zaciągnięty jako szeregowy, a później awansowany na kaprala. Historia Wojtka symbolizowała koleżeństwo i odporność wśród żołnierzy.

Nieprzespane noce

- Było ich trochę – śmieje się Łukasz Remiś. – Zwłaszcza, gdy pracowałem przy produkcjach Marvela. Wiadomo, że ta seria nie istniałaby bez efektów specjalnych. Kończyliśmy nawet o piątej rano, bo coś trzeba było na ostatnią chwilę zmienić i dostarczyć. Ale myślę, że najbardziej jestem zadowolony z tych produkcji, które już robię tutaj samodzielnie we własnym studiu, bo to jest już takie bardziej moje – dodaje.

Imaginary Pixels przygotowywał efekty wizualne m.in. do Królowej (Netflix), Czerwonych maków czy specjalnego odcinka Doktora Who, nakręconego z okazji 60. rocznicy zapoczątkowania serii. Czasem pracuje przy reklamach, a obecnie przygotowuje efekty wizualne do kolejnego amerykańskiego filmu – Return to Silent Hill.

- Teraz branża filmowa przechodzi trudny okres, bo ciągle jeszcze nie podniosła się po ubiegłorocznych strajkach. Przelała się przez branżę fala bankructw i mnóstwo mniejszych firm, które zajmowały się efektami, zbankrutowało – wyjaśnia Łukasz Remiś, a zapytany o konkurencję na rynku, dodaje: - W Polsce mamy co najmniej kilka takich film, w tym takie, które również biorą udział w dużych produkcjach i polskich, i zagranicznych. Natomiast na świecie takich firm jest dość sporo. Mogłoby się wydawać, że cała produkcja filmów hollywoodzkich odbywa głównie w Stanach, ale nie jest to prawdą. Bardzo duża część produkcji efektów odbywa się w Kanadzie, w Wielkiej Brytanii, w Niemczech, w Australii. Teraz też coraz częściej i coraz mocniej w Indiach, gdzie wiele, zwłaszcza tych dużych firm, otwiera swoje oddziały – zdradza właściciel Imaginary Pixels.

Ze Zdzieszowic przez Opole i Niemcy do Gliwic

Łukasz Remiś nie jest rodowitym gliwiczaninem, choć z naszym miastem związany jest już od kilku lat. Pochodzi ze Zdzieszowic, ukończył informatykę na Politechnice Opolskiej, a potem – w zgodzie ze swoimi zainteresowaniami, rozpoczął pracę w niemieckich firmach Pixomondo czy Rise, w których to właśnie pracował nad efektami do Gry o Tron, Star Wars Mandalorian, Matrix Resurrections, czy Star Trek Discovery.

- W początkowym etapie mojej pracy interesowała mnie przede wszystkim grafika komputerowa. W latach 90. zafascynowały mnie efekty do filmów. Wiadomo, że były to inne efekty niż dzisiaj, bo ówczesne komputery nie miały takiej mocy obliczeniowej. Zresztą, w Polsce w latach dziewięćdziesiątych branża efektów specjalnych praktycznie nie istniała. Zajmowałem się więc wtedy projektowaniem graficznym. Niemal dekadę temu postanowiłem zmienić branżę i zająć się tym, co mnie od zawsze interesowało, czyli właśnie efektami – opowiada nasz gospodarz.
Dziś ma własne studio filmowe produkujące efekty wizualne. Co ciekawe, w Gliwicach jest jego główne biuro, a filia znajduje się w Helsinkach.

Adriana Urgacz-Kuźniak

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj