Albert Einstein powiedział kiedyś: „Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, i przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to właśnie robi”. W tym wypadku nie jeden, a cztery. Cztery kobiety – matki dzieci w spektrum autyzmu, postanowiły wybudować szkołę. I wiecie co? Nie wątpię, że im się to uda!
Prawdziwe „Matki pingwinów”
Gdy Polacy zachwycają się serialem święcącym tryumfy na jednej ze znanych platform streamingowych, zdania prawdziwych mam borykających się z problemami podobnymi do tych, opowiedzianych w filmie są mocno podzielone. Większość z nich mówi: „fajnie, że ktoś wręczcie nakręcił o nas film, ale rzeczywistość jest znacznie bardziej mroczna niż ta, pokazana przez twórców serialu”.
W serialu mamy bowiem autystycznego Jasia. Chłopczyk jest dość dobrze funkcjonujący, jak na dziecko w spektrum. Mówi, czynności higieniczne wykonuje sam, nie dziwi zatem, że jego mamie tak trudno uwierzyć w diagnozę jednoznacznie wskazującą na autyzm. Zresztą, zawsze trudno jest uwierzyć, trudno jest nawet słuchać takich słów, co potwierdza Aleksandra, mama Antosia. Jej synek urodził się z wadą serca (jest przed trzecią operacją) i z chorymi nerkami. Ale to właśnie słowa „pani syn jest w spektrum autyzmu”, naprawdę załamały tę silną kobietę. Z chorobami ciała można walczyć. Z autyzmem, który ma tak wiele obliczy, trzeba się po prostu pogodzić. Zaakceptować, że być może nie usłyszy się słów „mamo”. I że jedyne, co można zrobić, to pomóc dziecku w jak największym, na miarę jego możliwości, usamodzielnieniu.
Aleksandra miała szczęście w nieszczęściu. Antoś jest autystą w stopniu lekkim. Chodzi do klasy specjalnej w Szkole Podstawowej nr 29 w Gliwicach. Nie wszystkim mamom udaje się jednak znaleźć odpowiednią szkołę dla swoich dzieci będących w spektrum. Często z ogromną determinacją przemierzają cały Śląsk, by znaleźć odpowiednią placówkę. A jak już znajdą, nierzadko brakuje w niej miejsc. Bo, drodzy Czytelnicy, liczba orzeczeń rośnie w lawinowym tempie. O tym jednak już w innym artykule.
Wymarzona szkoła
Pierwsze pytanie, jakie zadaję, dotyczy wsparcia Miasta.
- Miasto ma nam wydzierżawić działkę blisko lotniska. Uzbrojoną – cieszy się Ola. – To i tak dużo. Proszę sobie wyobrazić: przyszły mamy, nikomu nieznane, i mówią, że chcą zbudować szkołę. Na początku nie byłyśmy nawet poważnie traktowane. Ale po zdiagnozowaniu naszych potrzeb, Miasto chciało nam dać budynki na szkołę, niestety żaden z nich nie spełniał ministerialnych wymogów dla takich placówek, a przystosowanie go pociągałoby za sobą kilkunastomilionowe koszty – wyjaśnia moja rozmówczyni.
Wybudowanie nowej szkoły okazuje się znacznie tańsze. To kwota rzędu 5-6 mln złotych.
- To nie jest kwestia, czy taka szkoła ma powstać, tylko kiedy. Bo musi. Na Gierymskiego placówka jest przepełniona. Rodzice wywożą dzieci poza granice Gliwic. Miasto traci na tym pieniądze, a my czas, który mogłybyśmy poświęcić na inne sprawy – dodaje Ala.
W pierwszym etapie szkoła ma mieć możliwość przyjęcia 20 dzieci. To na początek, od czegoś trzeba zacząć. Będą w niej miały zajęcia ogólne, jakich wymaga ministerialna podstawa programowa, ale nie one będą dla nich najważniejsze. Rodzice chcą im zapewnić możliwie najlepsze terapie i cały szereg zajęć usamodzielniających. Ich marzeniem jest stworzenie mieszkania treningowego, w którym ich dzieci będą mogły uczyć się podstawowych czynności, niezbędnych do funkcjonowania w środowisku osób normatywnych. I, jak to przy autyzmie – dla jednych będzie to umiejętność samodzielnego załatwienia potrzeb fizjologicznych (wiele dzieci autystycznych pomimo nastu nawet lat i ogromnej pracy rodziców i terapeutów wciąż chodzi w pampersach), dla innych komunikacja z otoczeniem, chociażby przy pomocy tzw. mówiła, a jeszcze dla innych – samodzielne ugotowanie obiadu. Bo przy autyzmie naprawdę nie ma reguły dotyczącej poziomu funkcjonowania dziecka. To jedna wielka loteria. Czasem trafić można naprawdę trudny los.
Matki siłaczki
- Można napisać o nas, ot, takie „matki wariatki” – śmieje się Ola. Ale nie, nie. Dla mnie to siłaczki. Choć przede mną siedzą szczuplutkie kobiety, ja wyobrażam sobie, że ich mentalnych barów nie powstydziłby się największy mistrz podnoszenia ciężarów.
Ola, Aleksandra Nawrat, jest takim typem „zróbmy to”. Ola ma czworo dzieci: Zuzannę, Antoniego, Hannę i Annę. Trzymam kciuki za jeszcze jeden jej projekt, który wzięła na swoje barki i który ściśle powiązany jest ze szkołą. Za kawiarnię, przystosowaną do wszelkich możliwych potrzeb osób niepełnosprawnych. Będzie tam można nie tylko napić się kawy i zjeść smaczne ciastko (Ola piecze torty – kiedy znajduje na to czas?), ale także skorzystać z licznych warsztatów dla dzieci z niepełnosprawnościami. Część dochodu z kawiarni zostanie przekazana na budowę szkoły. Bo ta szkoła, dla moich Matek Siłaczek, jest sprawą priorytetową.
Ala, Alicja Listek druga z mam, jest – jak sama przyznaje – typem zadaniowca. Wielozadaniowca. Jest mamą nastoletniej Uli oraz Michała w spektrum autyzmu i wiceprezeską Fundacji Sawanci. Co więcej, współprowadzi grupę wsparcia dla rodziców dzieci z niepełnosprawnościami.
Na spotkanie ze mną nie udało się dotrzeć (czy ktoś się temu dziwi?) dwóm Siłaczkom - Marcie Dobkowskiej i Katarzynie Sielawie. Marta, mama Dalii w spektrum autyzmu, komunikuje światu działania i potrzeby Fundacji poprzez media społecznościowe oraz prowadzi facebookową grupę wsparcia dla rodziców dzieci z niepełnosprawnościami. I w końcu – last but not least – Kasia, prezeska Fundacji Sawanci, mama Mai w spektrum autyzmu. Kasia fotografuje – to z pasji, a z wielkiego serca – jest wolontariuszką w wielu gliwickich organizacjach oraz członkinią Miejskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego.
Oto i one. Matki Siłaczki.
Najważniejsza część artykułu
Kochani Czytelnicy. Zewsząd pojawiają się prośby o pieniądze, bo potrzebujących jest wielu. Nie mnie stawać w roli sędzi przydzielającego dowody Waszej hojności tym czy innym organizacjom. Ale… Jeśli poczuliście, jak ja, wielką determinację moich bohaterek i wierzycie, jak ja, w sukces ich działań – wspomóżcie ich zbiórkę lub podarujcie im 1,5%. W ramce, jak możecie to zrobić.
Jak można pomóc:
1,5% - KRS oooo736975
Zrzutka:
Autyzm - jedno słowo, milion historii! Zbiórka funduszy na budowę szkoły!
Link: https://zrzutka.pl/3kr9tx
Darowizny mile widziane na nr konta: 26114020040000350280362921
„Zachęcamy też do zostania naszym sponsorem” - mówią Matki Siłaczki.
Rozmawiała: Adriana Urgacz-Kuźniak


Komentarze (3) Skomentuj
Była w Gliwicach szkoła specjalna, kameralna, w dogodnym miejscu obok katedry, z pięknymi gabinetami. Dzięki ówczesnej dyrekcji, dzięki nauczycielom pasjonatom, dzięki rodzicom którzy malowali sale to szkoła pięknie się rozwijała. Niestety kościół zagarnął budynek i dzieci musiały się wynieść. Teraz słyszę, że na Gierymskiego szkoła jest przepełniona. No cóż życzę Mamom dużo wytrwałości i oby ktoś nie przywłaszczył sobie Waszego wysiłku
Potwierdzam Pani zdanie. Ta organizacja jest tak zaborcza, że aż odrażająca! Przykre to dla mnie, byłego ministranta i byłego członka tej organizacji...Ale głowy do góry! Takich matek-siłaczek jest więcej, a i supertatusiowie z rękami w kieszeniach nie będą się przyglądać! Do działania! Damy radę ;). P.S. tylko błagam, nie zapraszajmy na otwarcie "czarnego z kropidłem"!
Szkoła dla autystów koło lotniska? Czy ktoś tutaj upadł na głowę? Przecież tam jest hałas