– Pomagamy głównie osobom bezdomnym, ale też biednym, samotnym, chorym, również psychicznie – mówi Damian Bienek z Fundacji Stacja6. Jak podkreśla, nikt nie jest tu sprawdzany ani oceniany. – Kto jest głodny i chce tu być, po prostu przychodzi. Trudno byłoby udawać potrzebę, siadając obok osób z poważnymi chorobami czy świeżo po wyjściu z więzienia.

Według szacunków fundacji z pomocy korzysta około stu osób tygodniowo. To w dużej mierze co czwartek ci sami ludzie, choć czasem dochodzą nowi. Wieść rozchodzi się pantoflową pocztą – z kamienicy do kamienicy, z noclegowni, z kościoła i z Facebooka.
Ci, którzy przychodzą po jedzenie
Agata przychodzi tu regularnie. Nie nazywa siebie osobą bezdomną. Ma mieszkanie, ale od lat zmaga się z chorobą. – Od 2010 roku walczę, byłam w szpitalu w Zabrzu. Jest ciężko. Jestem sama – mówi. Ma orzeczenie o lekkim stopniu niepełnosprawności, wcześniej była uznana za czasowo niezdolną do pracy. Stara się o zmianę decyzji, ale procedury trwają.

Obok stoi Piotrek. Korzysta z pomocy regularnie. – Fajnie tu jest. I siostry, i ksiądz był ostatnio – mówi. Jest bezdomny. Kilka miesięcy temu wyszedł z więzienia, gdzie trafił za niepłacenie alimentów. – Mam dzieci, syn ma siedemnaście lat, córka dziesięć. Mam z nimi kontakt. Mam też trzy wnuczki – opowiada. Mieszka w noclegowni i wie, że przed świętami fundacja organizuje spotkanie wigilijne. – Zapisałem się – mówi z wyraźną ulgą.
Jest Anna, dwadzieścia jeden lat, która sama mówi o sobie, że jest „świeżą bezdomną”. Została adoptowana jako niemowlę, zmaga się z ADHD i lekkim upośledzeniem. Kilka dni wcześniej matka kazała jej opuścić dom, bo stanęła w obronie narzeczonego, Tomka, który teraz siedzi obok niej. Mówi mi, że się znamy. Przypominam go sobie – rok temu, wraz ze Strażą Miejską odwiedzałam bezdomnych. Tomek byłby przystojnym mężczyzną, widać jednak, że ma problem z alkoholem. Wraz z narzeczoną nocują w pustostanie. – Nie jest mi zimno, jak Tomek mnie ogrzeje – mówi cicho Anna.
Patrycja przyszła z ciekawości. – Zobaczyłam na Facebooku i chciałam sprawdzić, jak to wygląda – tłumaczy. Sama nie pracuje, ma problemy zdrowotne, o których nie chce mówić. – Czasem ludzi w potrzebie się omija, a to są normalni ludzie – podkreśla.
Są Marek i Krystian, którzy znają to miejsce od dawna. Marek mówi wprost, że jego emerytura nie wystarcza na rachunki i jedzenie. – Jak wszystko pójdzie na mieszkanie, to zostaje niewiele. Krystian był kiedyś bezdomny, dziś ma dach nad głową, ale nadal przychodzi po ciepły posiłek. – Rachunki idą w górę. Od stycznia będzie jeszcze gorzej – ostrzega.
Jacek i Leszek poznali się wcześniej w Caritasie. Podkreślają, że takie miejsca są często jedynym punktem zaczepienia. Bardzo chwalą obecną panią prezydent i upewniają się, czy o tym napiszę. Niedawno spotkała się z nimi, życzyła wesołych świąt. Wreszcie poczuli się widoczni.
Ci, którzy pomagają
Wolontariuszy łatwo przeoczyć, bo nie stoją z boku. Są pomiędzy ludźmi – nalewają herbatę, podają pojemniki, zamieniają kilka słów z tymi, którym posługują.
Jedną z nich jest Gabrysia. Z wolontariatem związana jest od lat – działa w hospicjum, podobnie jak osoby, które współtworzą Fundację Stacja6. – To daje poczucie bycia potrzebnym. I wdzięczność za to, że moje życie ułożyło się tak, a nie inaczej – mówi. Nie idealizuje pomagania. Opowiada wprost o zmęczeniu i o tym, że w domu opiekuje się 91‑letnią mamą z demencją. – Mimo wszystko staram się raz w tygodniu znaleźć te kilka godzin. Człowiek potem dostaje takiego pozytywnego kopa – dodaje.

Kilka metrów dalej krząta się Józef. Ma 76 lat. Ma też ciepły, trochę nieśmiały uśmiech i historię, której nie da się opowiedzieć jednym zdaniem. Rok temu zmarła jego żona. Od tamtej pory dom bywa dla niego zbyt cichy. – Lepiej być tu niż w domu samemu – mówi smutno i szczerze. Najtrudniejsze są dla niego wieczory.
Józef przez lata zmagał się z chorobami, przeszedł udar, był w szpitalu. Nie pije od ponad dekady. Pomaganie stało się dla niego sposobem na bycie wśród ludzi i na nadanie rytmu dniom. – Jak człowiek jest sam, to dobrze jest robić coś dobrego – mówi, nalewając kolejną herbatę. Jego samotność niewiele różni się od samotności tych, którym dziś podaje kubek. Różni się tylko rolą.
Na chwilę normalnie
Damian Bienek nie idealizuje swoich beneficjentów. – To są bardzo różni ludzie. Czasem trudni, czasem poranieni, często zmęczeni życiem. Ale wszyscy głodni – mówi.

18 grudnia fundacja organizuje spotkanie świąteczne. Na placu pojawi się więcej stołów i ławek.
I więcej osób głodnych ciepłego posiłku i kontaktu z drugim człowiekiem.
Adriana Urgacz-Kuźniak
Komentarze (0) Skomentuj