Spacerując obecnie ulicą Akademicką pomiędzy budynkami poszczególnych wydziałów Politechniki Śląskiej trudno wyobrazić sobie, jak teren ten wyglądał w czasach powstawania dzielnicy akademickiej. A już wręcz nie do uwierzenia jest, że w tamtych czasach ulicą Akademicką biegły tory, a w pobliżu placu Krakowskiego przez kilka lat funkcjonował… dworzec kolejowy.

Pierwsza połowa lat pięćdziesiątych minionego wieku to okres najintensywniejszej budowy obiektów Politechniki Śląskiej. Powstawały wtedy przede wszystkim budynki wydziałów Górnictwa i Geologii oraz Budownictwa. Podstawowym problemem logistycznym, jaki pokonać musiała dyrekcja budowy politechniki było zapewnienie ciągłości dostaw olbrzymiej ilości materiałów budowlanych. Brak wystarczającej liczby samochodów i sama lokalizacja budowy – blisko centrum miasta – znacznie ograniczały możliwości wykorzystania transportu kołowego. Postanowiono zatem o doprowadzeniu na teren inwestycji normalnotorowej bocznicy kolejowej.

Pomysł, na pierwszy rzut oka karkołomny, okazał się jednak nie tak trudny w realizacji. A w jego efekcie przez kilka lat w pobliżu placu Krakowskiego funkcjonował dworzec towarowy. Ten ciekawy epizod z „heroicznego” okresu budowy Politechniki w zajmujący sposób opisał w wydanej przez Wydawnictwo Politechniki Śląskiej w 1990 roku książce „40-lecie Wydziału Górniczego i spis absolwentów” pełnomocnik ministra oświaty ds. organizacji studiów górniczych w Gliwicach prof. Andrzej Bolewski. W rozdziale „Bocznica kolejowa i most na Kłodnicy” czytamy:
 „To była jedna z najdziwniejszych spraw! W czasie wstępnych rozmów z potencjalnymi wykonawcami inwestycji budowlanych Politechniki, zwłaszcza budynków studiów górniczych, wynikła sprawa transportu materiałów budowlanych. Najbliższe miejsce przystosowane do rozładunku wagonów kolejowych, a z takim transportem trzeba się było liczyć, było odległe o kilka kilometrów; materiały trzeba było wozić samochodami przez znaczną część miasta. Przedsiębiorstwa budowalne nie dysponowały odpowiednim sprzętem samochodowym. Należało więc szukać innego rozwiązania. (…) Nie pomnę, kto zwrócił uwagę, że bocznica kolejowa jest doprowadzona do Starej Huty, położonej po drugiej stronie Kłodnicy. Wynikło fantastyczne sformułowanie: trzeba bocznicę przedłużyć przekraczając Kłodnicę. No i tu wyszła sprawa mostu kolejowego długości około 60 metrów. Właściwe przedsiębiorstwo budownictwa kolejowego wyraziło zgodę na wykonanie bocznicy łącznie z remontem odcinka na terenie Starej Huty. (…) Budowa mostu ruszyła, a najdziwniejsze było to, że nie miałem z tym najmniejszego kłopotu. Dwa razy tylko siedziałem w prezydium na zebraniach, na których uczestnicy tak gromko wyrażali się o konieczności wykonania tego mostu do 1 listopada 1950 roku, że nie mogłem zabrać głosu, aby nie zaszkodzić realizacji tej idei.

Gdy kończyłem pełnienie obowiązków pełnomocnika ministra, tj. 31 sierpnia 1950 roku, budowa bocznicy trwała na całej długości. Zwieziono większą część materiałów do budowy nawierzchni i podtorza oraz torów. Wykonano znaczną część nasypu potrzebnego do przekroczenia Kłodnicy. Kończono palowanie przyczółków, konstrukcja stalowa była przygotowana do montażu, który musiał być poprzedzony ich wykonaniem. 

Bocznica została oddana do użytku zgodnie z planem. Przez kilka lat służyła Dzielnicy Akademickiej. Gdy w 1951 roku przejeżdżałem samochodem przez Gliwice w drodze do Wrocławia, zatrzymałem się i obszedłem teren budowy. Wyładowywano właśnie materiały budowlane tuż przed frontem wznoszonego gmachu Studiów Górniczych. Na placu Krakowskim stała lokomotywa, sapała i para z niej buchała jak w wierszu Juliana Tuwima.”

Tyle wspomnień naocznego świadka tamtych wydarzeń. Dla uściślenia: bocznica kończyła się pomiędzy budynkami wydziałów Elektrycznego i Budownictwa, natomiast lokomotywka, którą opisuje autor wspomnień, obsługiwała krótki odcinek wąskotorowy położony wzdłuż powstającego wtedy zespołu gmachów Wydziału Górniczego.
W albumie rocznicowym wydanym w 1957 roku z okazji dziesięciolecia Politechniki Śląskiej odnotowano, że bocznicę o długości 1475 metrów wraz z mostem oddano do użytku w 1951 roku. Kubatura powstających do 1955 roku nowych budynków Uczelni wyniosła ponad 200 tysięcy metrów sześciennych. Oznacza to, że tą drogą dostarczono do centrum Gliwic materiały budowlane jak dla jednej czwartej warszawskiego Pałacu Kultury!

Istnienie tej tymczasowej i niezwykłej gliwickiej linii kolejowej zostało zauważone w Dzienniku Zachodnim, w numerze 162 z 1950 roku, gdzie w artykule o powstaniu Dzielnicy Akademickiej poinformowano o planach budowy trzykilometrowego odcinka.

Z notek w ukazujących się od 1956 roku Nowinach Gliwickich wynika, że w tym czasie bocznica przestała pełnić swoją rolę i stała się przeszkodą w funkcjonowaniu tej części miasta. Obecność torów w takim miejscu dopiekła szczególnie sportowcom, ponieważ trasę w Parku Chrobrego poprowadzono przez środek boiska wykorzystywanego przez uczelniany AZS. Informował już o tym magazyn „Sport” w 1951 roku, ale i po 7 latach sytuacja nie uległa zmianie, bo w numerze 22 „Nowin” z 1958 roku czytamy:
„A propos obiektów sportowych. Działacze sportowi oburzają się na Politechnikę Śląską, która przez przeprowadzenie bocznicy kolejowej w parku Chrobrego zniszczyła część istniejących tam obiektów sportowych jak również drogę, prowadzącą do innych urządzeń sportowych.” (Mowa jest o obecnej ulicy Akademickiej, którą tor przeciął).

Jak to w tamtych czasach bywało, sprawy administracyjne realizowano niespiesznie. I tak, „już” po dwóch latach, w numerze 40 z 1960 roku na pierwszej stronie, obok artykułu o inauguracji roku akademickiego znalazła się taka notka:
„Po długich pertraktacjach konferencjach i naradach MKKF (Miejski Komitet Kultury Fizycznej) zwycięsko uporał się z „zawalidrogami” w Parku Chrobrego, gdzie powstanie szereg obiektów sportowych. Do końca br. likwidacji ulegnie bocznica kolejowa, zniknie nasyp, a znajdująca się obok Stadionu baza transportowa przeniesiona zostanie w inne miejsce. Teren ten (do końca grudnia) ma być uporządkowany.”

Czy terminu dotrzymano? Trudno powiedzieć, w każdym razie w numerze 7 „Nowin” z następnego roku, w materiale wytykającym niemrawą pomoc finansową Społecznemu Komitetowi Budowy Obiektów Sportowych (trwała właśnie budowa Stadionu Miejskiego) ze strony gliwickich zakładów pracy czytamy: „Jedna, jedyna Politechnika Śląska właściwie potraktowała apel SKBOS, przekazując złom ze starej bocznicy kolejowej, co przyniesie kilkadziesiąt tysięcy złotych.”

Ale którędy właściwie poprowadzono tę bocznicę? Zacznijmy może od mostu – jego pozostałości do dziś można dostrzec „w terenie” – są to wpuszczone w skarpy, mocno zarośnięte już trawą żelbetowe przyczółki i resztki drewnianych pali wystające z wody tuż przy nabrzeżu Kłodnicy. Ślady te uważny poszukiwacz znajdzie na wysokości naroża kortów tenisowych, przy lodowisku. Patrząc z tego miejsca w kierunku parku – w linii będącej przedłużeniem nieistniejącego mostu, z łatwością możemy zauważyć wolną przestrzeń przecinającą zieleń, będącą śladem trasy bocznicy prowadzącej przez Park Chrobrego i dalej - wzdłuż ulicy Akademickiej aż po plac Krakowski. Linia ta została uwzględniona na jednej z map dostępnych obecnie w Internecie na stronie geoportal.orsip.pl. Dzięki temu można jak najdokładniej prześledzić przebieg tej niezwykłej trasy – zapomnianej, nieznanej, bardzo ważnej w pewnym okresie historii Gliwic, a Dzielnicy Akademickiej w szczególności.

Marek Gabzdyl
 

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj