Z Łukaszem Pierończykiem, prezesem Klubu Sportowego w Rudzińcu rozmawia Patrycja Cieślok.

Siatkówką pasjonował się od najmłodszych lat, jednak wraz z wiekiem stawiał sobie coraz wyższe cele, bowiem zwykła gra w piłkę siatkową już mu nie wystarczała. Spontaniczny pomysł przerodził się w prężnie rozwijający się Klub Sportowy, a głodna zwycięstw drużyna - marzy o kolejnych awansach.
Łukasz Pierończyk to 26 – latek, student prawa na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, fanatyk siatkówki do tego stopnia, że założył Klub Sportowy Rudziniec, w której objął funkcję prezesa.

Jak siatkówka pojawiła się w Twoim życiu? Dlaczego ten sport? 
Tak naprawdę siatkówka była moją zajawką podczas uczęszczania do szkoły podstawowej. Pamiętam jak dziś, moim pierwszym marzeniem było zagrać w zawodach szkolnych, wówczas były to zawody mistrzostw szkół podstawowych. Pewnego dnia poprosiłem mojego tatę, aby potrenował ze mną… właśnie ta sytuacja była momentem przełomowym, wtedy zaczęła się moja przygoda z siatkówką, dokładałem wszelkich starań i dążyłem do tego, by właśnie w tym kierunku się rozwijać. Siatkówki nauczyłem się jako samouk, ćwicząc od czasu do czasu z tatą. Często jeździłem na mecze siatkówki, trenowałem ze znajomymi z Rudzińca i pewnego dnia naszedł nas spontaniczny pomysł, czy nie założyć własnego klubu siatkarskiego i na terenie gminy rozwijać własny klub. Jak pomyślałem z Reginą Wieczorek i Tomkiem Stawiarskim, tak zrobiliśmy i 16.09 2015 roku klub rozpoczął swoją działalność. Pamiętam, że już na pierwszym treningu przydarzyła się zawodnikowi kontuzja, podczas treningu na hali w Rudzińcu. Rozpoczynaliśmy od siatkówki amatorskiej, a później zgłosiliśmy się do profesjonalnych rozgrywek. Obecnie jesteśmy w I lidze śląskiej, zdobyliśmy w ubiegłym sezonie wicemistrzostwo śląska, a także mieliśmy okazję grać w barażach o II ligę ogólnopolską, choć niestety nie udało się awansować, to jednak była to emocjonująca przygoda, pełna doświadczeń. Naszym celem jest awans do 2 Ligii ogólnopolskiej oraz dalszy rozwój klubu. KSR to nie tylko treningi, czy mecze ligowe, ale również współpraca z różnego rodzaju organizacjami z terenu gminy Rudziniec, jak i z powiatu gliwickiego, czy woj. śląskiego. Jesteśmy ambasadorami fundacji Unikum.

20 – latek prezesem Klubu Sportowego to nie lada wyzwanie… 
Jestem człowiekiem, który uważa, że nie ma rzeczy niemożliwych, jeżeli człowiek chce i ma do tego grupę ludzi, która go wspiera, to wszystko da się osiągnąć, nawet te największe rzeczy, które sobie zaplanuje. Choć była to dla mnie nowość, to nie bałem się, dzisiaj powiem śmiało, że był to jeden z najlepszych wyborów w moim życiu. Bycie prezesem sprawia mi ogromną przyjemność, wiadomo, że jest to uwarunkowane różnymi sytuacjami, zarówno stresującymi, jak i radosnymi, to jednak w każdej sytuacji na tym stanowisku trzeba się odnaleźć. Trzeba wykonać ciężką pracę, by kierować zespołem, pozyskiwać sponsorów, na to wszystko potrzeba czasu i zaangażowania. Pracując w klubie i rozpoczynając wszystko od zera, trzeba być gotowym na wszelkiego rodzaju sytuacje.

Co klub zmienił w życiu młodego człowieka? 
Klub bardzo mnie zmienił, pamiętam siebie te 6 lat temu i widzę siebie teraz – przede wszystkim zdobyłem odwagę, wyznaczam sobie pewne cele, które muszę zrealizować, bo oczekują tego ode mnie zawodnicy, rozwinęła się moja współpraca z innymi, chęć zdobywania szczytów, zaangażowanie, czy dyscyplina. Klub wykreował we mnie niezliczone pokłady cierpliwości, ale i stanowczości, wiele dobrych cech wypracowałem. Chcę dalej się rozwijać i szukać nowych wyzwań, bo jestem na nie otwarty.

Jak pogodzić funkcję prezesa z zawodnikiem? 
Przez krótki czas byłem kapitanem drużyny oraz prezesem, jednak nie był to najlepszy moment w mojej karierze. Dorosłem do decyzji, by zrezygnować z bycia kapitanem, a następnie z gry na boisku, bo uważam, że stojąc na czele prężnie rozwijającego się klubu, trzeba odnaleźć swoje miejsce, tym samym nie można łączyć wiele funkcji, bo to źle wpływa na rozwój, opinię o danej osobie, czy też wiarygodność danej osoby w tej organizacji. Skupiłem się na jednym, by poczuć komfort swojego stanowiska. Nie wolno robić wszystkich rzeczy naraz, w dodatku samemu. Jeżeli człowiek chce się poświęcić danemu tematowi to musi to robić na 100 %, bo jeżeli trenuje na 20 %, jestem prezesem na 50%, a 30 % jestem kapitanem lub robię jeszcze coś innego, to na dłuższą metę się to nie uda. Należy skupić się na jednej rzeczy i robić to na 100%.

Powrót na boisko jako zawodnik jest w przyszłości realny? 
Mój etap jeśli chodzi o zawodnika - powoli się kończy, a w zasadzie już się zakończył. Chciałbym się w całości oddać prowadzeniu klubu, skupić na rozwoju Akademii Siatkarskiej, a także samego klubu seniorskiego. Powrót na boisko jest możliwy, jednak nie na etapie profesjonalnym, a rekreacyjnie. Brakuje mi tych emocji, które towarzyszyły mi na boisku. Na pewno nie wrócę do profesjonalnej siatkówki, jednak rozważam, by zagrać w większym wymiarze.

Zdarzały się trudne sytuacje, kiedy pojawiła się myśl, by rzucić to wszystko? 
Prowadząc taki klub, mając w nim tyle osób, z którymi trzeba się dogadać, z którymi trzeba współpracować, to bywało wiele trudnych momentów, jednak nie takich, by z klubu zrezygnować lub go zamknąć. Nie zawsze jest dobrze, czy kolorowo, nauczyłem się, że człowiek musi sobie radzić, tym bardziej zarządzając taką organizacją. Zdarzają się przykre sytuacje lub takie bez wyjścia, jednak trzeba zachować zdrowy rozsądek i zastanowić się jak to rozwiązać. Takie momenty są w każdym sezonie, choć najciężej było podczas zakładania klubu, pozyskiwania sponsorów, bo zaczynaliśmy wówczas od zera. Siatkówka to sport zespołowy, dlatego bez wsparcia ludzi z zarządu oraz innych osób z KSR- nie poradziłbym sobie na pewno. To my wspólnie tworzymy Klub i dążymy do wyznaczonych celów.

Największe marzenie to...
Może ktoś się zaśmieje, lub powie, że jestem szalony, ale chciałbym by KSR awansował do 2 Ligi ogólnopolskiej. Lubię marzyć, dlatego chciałbym, by w przyszłości klub zaszedł bardzo daleko, awansował do 1 ligi. Wszystko da się zrobić, tylko trzeba chcieć. Mam jeszcze takie małe ciche marzenie, by kiedyś pokierować zespołem Plusligowym, takim, który zajmuje się profesjonalną siatkówką na najwyższym światowym poziomie. A może to będzie KSR, czemu nie?

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj