Sierżant sztabowy Paweł Maszczak - dzielnicowy z I Komisariatu Policji w Gliwicach znalazł się w gronie laureatów 18. edycji Ogólnopolskiego Konkursu „Policjant, który mi pomógł”, organizowanego przez Biuro Prewencji Komendy Głównej Policji. O pracy dzielnicowego, interwencjach, które zostają w pamięci na długo, budowaniu zaufania mieszkańców i o tym, co w tej służbie daje prawdziwą satysfakcję, opowiada w rozmowie z Mileną Miller.
Jest Pan jednym z pięciu laureatów konkursu „Policjant, który mi pomógł”. Proszę opowiedzieć, jaka interwencja przyczyniła się do tego wyróżnienia?
Szczerze mówiąc, nie wiem dokładnie, co zadecydowało o moim wyróżnieniu, ale w ostatnim czasie miałem dwie bardzo spektakularne interwencje. Pierwsza z nich miała miejsce na Starych Gliwicach, gdzie otrzymaliśmy zgłoszenie o pożarze domu jednorodzinnego. Przybyliśmy na miejsce jako pierwsi – byliśmy po prostu w rejonie. Cały dach płonął, z okien wydobywał się gęsty dym, a szyby pękały od wysokiej temperatury. Pukaliśmy do drzwi, a zza nich usłyszeliśmy głosy dwóch kobiet. Siłowo weszliśmy do środka, wyprowadziliśmy je na zewnątrz i udzieliliśmy pierwszej pomocy przedmedycznej, podając tlen i wodę, zanim przyjechała straż pożarna i pogotowie.
Druga sytuacja miała miejsce podczas rutynowego rozpoznania w kamienicy, gdzie poczułem silną woń gazu na klatce schodowej. Okazało się, że w jednym z mieszkań gaz wyciekał z uszkodzonego piecyka. Mieszkająca tam starsza kobieta miała problemy z poruszaniem się i była podtruta gazem – czuła jego obecność od dwóch dni, ale myślała, że to prace ziemne. Pukaliśmy kilkakrotnie, aż wreszcie otworzyła drzwi. Wyprowadziliśmy ją na zewnątrz, a straż pożarna potwierdziła, że poziom gazu w mieszkaniu był tak wysoki, że sytuacja mogła skończyć się wybuchem. Dzięki szybkiej reakcji udało się zapobiec tragedii.
Czy to są właśnie takie sytuacje, podczas których najbardziej czuje Pan, że praca, którą wykonuje ma sens?
Tak, to właśnie takie sytuacje sprawiają, że czuję, iż moja praca ma prawdziwy sens. Każde uratowane życie i każda pomyślnie zakończona interwencja dają ogromną satysfakcję, zwłaszcza gdy spotykam się z pozytywnym odbiorem ze strony społeczności. Nie oczekuję wiele – wystarczy zwykłe „dziękuję” czy uśmiech, by poczuć motywację do dalszej pracy. Najbardziej spektakularne momenty to te, kiedy pomagamy innym i ratujemy życie. Niestety, prawdziwa służba policjanta różni się od tego, co pokazują seriale – nie każdy zdaje sobie sprawę z realiów naszej pracy. Często interweniujemy przy próbach samobójczych czy innych nagłych zagrożeniach życia, gdzie liczy się każda sekunda. Choć nie zawsze udaje się zdążyć na czas, to każda taka skuteczna akcja daje ogromną satysfakcję i poczucie dobrze wykonanej pracy.
Jak walczy Pan ze stereotypem dzielnicowego, którego działania dotyczą wyłącznie trzymania w ryzach osób łamiących prawo?
Zawsze powtarzam, że do każdego trzeba podejść indywidualnie – „jaki klient, taka obsługa”. Społeczeństwo jest bardzo różnorodne, a dzisiejsza młodzież bywa naprawdę trudna. Jednak wiele można osiągnąć dzięki rozmowie, dobrej argumentacji i właściwemu podejściu psychologicznemu. Tak naprawdę rozmowa potrafi zdziałać cuda.
W mojej pracy spotykam się z różnymi problemami – są rodziny objęte procedurą „niebieskiej karty”, które regularnie odwiedzam i prowadzę z nimi rozmowy oraz spotkania. Prowadzimy też prelekcje profilaktyczne i prewencyjne w szkołach. Czasem dzwonią do mnie zwykli mieszkańcy – starsi ludzie, którzy mają problemy z sąsiadami czy wnukami, nadużywającymi alkoholu lub narkotyków, czy też niechodzącymi do szkoły. Sytuacje są bardzo różnorodne, dlatego moja rola to nie tylko „trzymanie w ryzach”, ale przede wszystkim pomoc i wsparcie.
Na ile, wspomniana przez Pana rozmowa jest kluczowa w budowaniu relacji z lokalną społecznością? Czy w ogóle udaje się tę relację nawiązać i jak ona wygląda w praktyce?
Tak, rozmowa jest niezwykle ważna. Gdy mieszkańcy widzą, że dzielnicowy naprawdę angażuje się w życie swojego rejonu i chce pomagać, zaczynają się otwierać. Coraz częściej dzwonią z prośbą o poradę, przychodzą na komisariat, by zasięgnąć fachowej opinii – nawet w sprawach niezwiązanych bezpośrednio z ich dzielnicą czy konkretną sytuacją. Wiedzą, że mogą liczyć na profesjonalną pomoc i doradztwo, także prawne. Dlatego dobra komunikacja i regularne spotkania na dzielnicy mają ogromne znaczenie. Jeśli dzielnicowy nie jest aktywny i nie organizuje takich spotkań, mieszkańcy często znają go tylko z internetu, a to zdecydowanie ogranicza skuteczność relacji.
Czy poziom zaufanie wobec dzielnicowych uległ zmianie?
Zaufanie nieco osłabło w ostatnim czasie, ale osobiście nie mam problemów z mieszkańcami. Zawsze, gdy się przedstawiam i wyjaśniam, że jestem dzielnicowym, bez trudu zostaję wpuszczony do mieszkań. Ludzie są dziś bardziej wyczuleni, sprawdzają, czy faktycznie mam umundurowanie i czy jestem tym, za kogo się podaję, ale kontakty odbywają się w bardzo dobrej atmosferze.
W kryteriach oceny dzielnicowych, które stanowią podstawę wyróżnień w konkursie, wymienione są takie cechy jak empatia, zaangażowanie i profesjonalizm. O ile tę ostatnią nabywa się wraz z doświadczeniem, te dwie pierwsze często zanikają pod ciężarem rutyny, stąd moje pytanie, jak udało się Panu zachować wszystkie te cechy?
W Policji służę od 2017 roku, a dzielnicowym jestem od dwóch lat. Od początku była to służba, która bardzo szybko przerodziła się w wielką pasję, można powiedzieć, że z pokolenia na pokolenie, gdyż mój ojciec był funkcjonariuszem Policji Gliwickiego Garnizonu. To praca wymagająca elastyczności, gdyż grafik podporządkowujemy potrzebom mieszkańców. Moje działania, jako dzielnicowego, głównie opierają się na profilaktyce, prewencji, promowaniu dobrego wizerunku policji oraz pomocy mieszkańcom.
Z jakimi problemami spotyka się Pan najczęściej w swoim rejonie?
Jestem dzielnicowym rejonu nr 14. Jest to dzielnica Stare Gliwice. Obejmuję opieką m.in. osiedla, szkoły, przedszkola, placówki handlowe i ogrody działkowe. Podczas służby spotykam się z przeróżnymi problemami i niecodziennymi sytuacjami. Zakres zgłoszeń jest bardzo szeroki: od kradzieży paliwa na stacjach, przez interwencje domowe i przemoc w rodzinie, aż po spotkania z radami osiedla czy prelekcje profilaktyczne w szkołach. W rejonie, który obejmuję patrolem, zamieszkuje także wiele osób pochodzących z innych krajów - z Ukrainy, Gruzji czy Filipin.
Czy zwiększona liczba mieszkańców o różnym pochodzeniu wpływa na wzrost przestępczości?
Każde środowisko jest różnorodne i w każdej społeczności mogą zdarzyć się osoby łamiące prawo. Naszą rolą jest reagowanie na wykroczenia i przestępstwa niezależnie od tego, kogo dotyczą.
Każde obowiązki do wykonania, w naszym życiu zawodowym możemy określić jako te „wdzięczne” lub „niewdzięczne”, czyli takie, które są konieczne, ale nie sprawiają nam przyjemności. Które z nich przeważają w pracy dzielnicowego?
W pracy dzielnicowego zdarzają się zarówno obowiązki niewdzięczne, jak i te, które przynoszą satysfakcję. Do tych trudniejszych zaliczyłbym sytuacje, w których dochodzi do znieważenia, czy naruszenia nietykalności podczas interwencji, co niestety się zdarza. Z kolei do obowiązków wdzięcznych należą takie momenty, kiedy udaje się realnie rozwiązać konflikt między mieszkańcami i usłyszeć zwykłe „dziękuję”.
Niedawno pomogłem w sporze sąsiedzkim. Zakończył się on porozumieniem i pokryciem strat przez sprawcę a obie strony podały sobie ręce na zgodę. Takie sytuacje pokazują, że moja praca ma sens.
Wspomniał Pan o sytuacjach, które potrafią być satysfakcjonujące, ale i trudne. Która z nich zapadła Panu najbardziej w pamięć?
Rzeczywiście, w ostatnim czasie miałem okazję doświadczyć sytuacji, które na długo zapadły mi w pamięć - zarówno tych pozytywnych, jak i bardzo trudnych. Szczególnie ciężkie są momenty związane ze śmiercią dziecka. To obrazy, których nie da się wymazać – widok dziecka, rozpacz rodziców, to pozostaje w głowie na zawsze i z tym musimy się mierzyć jako policjanci.
Trudne są również interwencje w rodzinach, gdzie dzieci są zaniedbywane, a my musimy je zabierać, choć mimo przemocy i złego traktowania dzieci często kurczowo trzymają się rodziców. To boli, ale trzeba działać w trosce o ich dobro.
Jako policjant, staram się rzetelnie wykonywać obowiązki w każdej sytuacji, podchodząc indywidualnie do ludzi, ich problemów i oczekiwań. Bywa, że nawet po służbie zatrzymuję nietrzeźwych kierowców czy osoby poszukiwane, bo nie potrafię przejść obojętnie obok łamania prawa.


Komentarze (0) Skomentuj