Grupa studentów, artystów związanych z działającą w MDK grupą „Aczkolwiek”, wpadła na nieco szalony pomysł – postanowiła wybudować słoneczną łódź Cheopsa. Ten utopijny (w przenośni i w praktyce) projekt, zrealizowany został na pewnej wsi, której mieszkańcy nieoczekiwanie zaangażowali się w dzieło studentów. Łódź efektownie zatonęła, ale sama praca nad nią okazała się być formą sztuki. Początek tej historii jest, jak przyznają sami twórcy, zakorzeniony w inspiracji filmowej, marzeniach o Egipcie i fascynacji orientalną kulturą.
Malowniczy Bytomiec i jego społeczność
Prace nad budową łodzi prowadzone były w małej, malowniczej wsi Bytomiec na pograniczu polsko-niemieckim. Tam znajduje się rodzinny dom Pawła i stodoła pełna zardzewiałych narzędzi i starych podgniłych desek, materiału idealnego do budowy starożytnej łodzi. Projekt, zapoczątkowany przez studentów, szybko zaczął przyciągać uwagę lokalnych mieszkańców, którzy włączyli się w proces budowy.
- To była ciekawa praca z ludźmi – duch tego miejsca dodał całemu przedsięwzięciu zupełnie nowego wymiaru – wspomina Janek.
Jednym z kluczowych założeń było budowanie łodzi bez dokładnych wytycznych czy szczegółowych planów. Twórcy obiecali sobie, że nie będą sprawdzać, jak buduje się łódź, by nadać projektowi bardziej eksperymentalny charakter.
- To było dla nas wyzwanie, ale też sposób na odkrywanie czegoś na nowo – mówi jeden z budowniczych.
Jak w hipisowskiej komunie
Młodzi artyści, pochodzący z różnych miast, razem tworzyli, eksperymentowali, dzieli się posiłkami i odpoczywali na łonie natury.
- Ta praca była niczym życie w komunie – codzienna kawa, wspólne obiady, rozmowy i działanie na rzecz wspólnego celu – wspomina Paweł. W ten sposób cel, jakim była budowa łodzi, ewoluował we wzajemne doświadczanie grupowej pracy.
Jak w czeskiej komedii
Gdy łódź była już gotowa, przyszła pora na wodowanie, które odbyło się na pobliskim jeziorze o wymownej nazwie Granice. Łódź, po pokonaniu kilku metrów, szybko zaczęła nabierać wody i w końcu zatonęła. - Miałem nadzieję, że uda nam się popłynąć, jednak gdy widzieliśmy, jak łódź zaczyna tonąć, musieliśmy się zadowolić krótką podróżą – ze śmiechem opowiada jeden z uczestników. - Moment zatonięcia miał w sobie coś ekscytującego i komicznego zarazem. To było surrealistyczne, jak scena z czeskiej komedii – dodaje inny.
Zatonięcie łodzi zaowocowało szeregiem refleksji. Janek wyjaśnia:
- To, że łódź poszła na dno, nadało projektowi jeszcze większe znaczenie – jakby stał się metaforą nieprzewidywalności naszych wysiłków. Czasem marzymy o czymś wielkim, a rezultat okazuje się czymś zupełnie innym – mówi.
Łódź nie popłynęła tak, jak planowali, ale zdaniem studentów projekt okazał się niezwykłym doświadczeniem. Sam proces budowy, zaangażowanie lokalnej społeczności oraz duch współpracy były jego najważniejszymi aspektami.
- Ta łódź stała się naszym wspólnym symbolem. Przypominała o sile kolektywnego działania i o tym, jak wiele można osiągnąć, nawet jeśli ostateczny wynik nie jest zgodny z pierwotnym planem – mówi jeden z artystów. Wspomina, że mimo porażki udało się zainspirować wielu ludzi i zmienić ich postrzeganie sztuki.
Co teraz? Może… koń trojański?
Artystyczny projekt nie zakończył się wraz z zatonięciem łodzi. Z pomocą fotografów związanych z grupą „Aczkolwiek” uwieczniono ten twórczy proces na zdjęciach, które następnie zostały zaprezentowane podczas ArtNocy w IBU Craft. Wystawa stała się okazją do podzielenia się historią projektu z szerszą publicznością oraz wzbudziła dyskusje na temat sensu tworzenia sztuki dla samego procesu, niekoniecznie dla osiągnięcia końcowego efektu.
Wśród planów studentów pojawiły się pomysły stworzenia monumentalnych, drewnianych konstrukcji – być może nawet konia trojańskiego – i zrealizowania ich w duchu humorystycznym, artystycznym, ale przede wszystkim, z zachowaniem kreatywnej swobody.
Adriana Urgacz-Kuźniak


Komentarze (0) Skomentuj