Strzelnice w Polsce przeżywają prawdziwe oblężenie. Wybuch wojny na Ukrainie sprawił, że coraz więcej osób chce się nauczyć strzelać. 

Przychodzą nierzadko całymi rodzinami. - Nie ma dnia, żebym nie odbierał kilku telefonów, maili – mówi Jarosław Turowski, prezes Gliwickiego Klubu Strzeleckiego, który skupia ok. 100 członków. - Ludzie czują zagrożenie i koniecznie chcą się nauczyć obsługi broni palnej – wtóruje mu Stanisław Czernobil, szef gliwickiego koła Ligi Obrony Kraju.

Kolejka chętnych

Jeszcze kilka lat temu strzelnice były mało popularną atrakcją. Odwiedzali je głównie pasjonaci, a chętnych do nauczenia posługiwania się bronią nie było zbyt wielu. Z łatwością można się było zapisać na kursy. - Wzmożone zainteresowanie strzelectwem pojawiło się w momencie kryzysu migracyjnego na granicy z Białorusią – mówi Turowski. - Już wtedy mieliśmy więcej niż zwykle zapytań o zapisy do naszego klubu. Wojna spotęgowała tylko to zainteresowanie. W tej chwili musieliśmy wstrzymać rekrutację, bo w naszej strzelnicy przy Kozielskiej brakuje po prostu miejsca. Jeśli przychodzą dwie nowe osoby miesięcznie, to nie zakłóca nam to procesu nauki, ale jeśli chętnych jest 10 razy więcej, to pojawia się problem. Trzeba pamiętać, że strzelectwo i broń to określone procedury i nie da się ich pominąć.

Broń nie dla każdego

Rośnie też zainteresowanie pozwoleniami na broń. Pod koniec 2021 roku miało je nieco ponad 250 tys. Polaków. W rękach prywatnych jest ok. 660 tys. sztuk broni palnej. Co ciekawe, większość pozwoleń wydano w celu łowieckim (ponad 130 tys.), a nie ochrony osobistej (ponad 31 tys.). Zgodnie z przepisami, by uzyskać pozwolenie na broń, należy zwrócić się do właściwej jednostki policji. Ta wydaje je, jeżeli wnioskodawca nie stanowi zagrożenia dla samego siebie, porządku lub bezpieczeństwa publicznego oraz przedstawi ważną przyczynę posiadania broni. Żeby uzyskać zgodę na broń myśliwską czy sportową, w pierwszym przypadku - należy być czynnym myśliwym, w drugim - członkiem np. klubu sportowego czy wykazać się udziałem w zawodach sportowych. - Spełnienie tych formalności jest na pewno łatwiejsze niż wypełnienie przesłanek towarzyszących ubieganiu się o zezwolenie na broń do ochrony osobistej. Tu trzeba bowiem wykazać realne zagrożenie, które może być podstawą do uzyskania zgody na broń palną.

Wraca PO

- Ludzie czują zagrożenie i koniecznie chcą się nauczyć obsługi broni – mówi Stanisław Czernobil, szef gliwickiego koła Ligi Obrony Kraju, która swoją strzelnicę ma w podgliwickim Dzierżnie. - Staramy się wychodzić temu zainteresowaniu naprzeciw i w maju zorganizujemy kurs na naszej strzelnicy. Chętnych proszę o kontakt telefoniczny 693 359 599.
Żeby oswajać ludzi z bronią, zdaniem Czarnobila, potrzebnych jest więcej ogólnodostępnych strzelnic. Tymczasem w kraju jest zaledwie 450. Oczywiście własne ośrodki szkolenia ma wojsko, policja i służby, ale przeciętny Kowalski nie ma do nich dostępu. Podobnie jak do sieci strzelnic dostosowanych do treningu z długą, dalekonośną bronią, które utrzymują myśliwi skupieni w Polskim Związku Łowieckim.
Czarnobil podkreśla, że w tych niespokojnych czasach umiejętność posługiwania się bronią daje większe poczucie bezpieczeństwa. - Nie ma zasadniczej służby wojskowej, zlikwidowano naukę przysposobienia obronnego, polikwidowano większość przyszkolnych strzelnic. Młodzi ludzie nie mają styczności z bronią. To trzeba zmienić – przekonuje.
Tymczasem Przemysław Czarnek, minister edukacji i nauki powiadomił kilka dni temu, że wraz z rozpoczęciem nowego roku szkolnego młodzież w ramach edukacji dla bezpieczeństwa będzie przyswajać elementy przysposobienia obronnego. Wyjaśnił, że ma również na myśli „strzelanie na strzelnicach i zapoznawanie się z bronią”.
(s)

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj