To już 22 przegląd jasełek, z roczną przerwą i jedną edycją online, zorganizowaną w tej formule z powodu pandemii. W tym roku przedstawienia bożonarodzeniowe w Górnośląskim Centrum Edukacyjnym zaprezentuje ok. 20 grup. Na scenie w Maryję i Józefa, w Trzech Króli, pasterzy i aniołków wcielą się dzieci szkolne, młodzież licealna i pensjonariusze Domów Pomocy Społecznej.
Przegląd jasełek, pełen emocji i aktywnego przeżywania historii narodzenia Jezusa, trwa od poniedziałku w auli GCE przy ul. Okrzei. Jury, w skład którego wchodzi przedstawicielka naszej redakcji, ma okazję oglądać oryginalne, choć oparte na znanej opowieści, przedstawienia nawiązujące do nadchodzących świąt. Warto wiedzieć, że widowiska o Bożym Narodzeniu wzorowane są na średniowiecznych misteriach franciszkańskich, a ich nazwa wywodzi się od staropolskiego słowa jasło oznaczającego żłób. Jasełka rzadziej mogą być nazywane także szopką, betlejemką, a na pograniczu polsko-ukraińskim - wertepem.

Przegląd jasełek w GCE zorganizowany został po raz pierwszy przez katechetkę, Agatę Grzeszczuk w 2000 roku. Od 2005 roku organizacją zajmuje się polonistka, Aleksandra Maliszewska. Jak wyjaśnia, formuła – choć w nazwie ma słowo „międzyszkolny” przez lata ewoluowała i obecnie przegląd jasełek ma charakter otwarty. Może w nim wziąć udział każda grupa.
- Mamy grupy ze szkół, ośrodków, domów pomocy społecznej, zdarzało się, że były grupy parafialne lub założone spontanicznie przez osoby, które chciały się pokazać. Wszyscy zawsze byli mile widziani – mówi Aleksandra Maliszewska.  

Na scenie, niemal w każdym przedstawieniu, pojawiają się znane wszystkim postaci. Najmłodsze dzieci biorące udział w jasełkach są bardzo przejęte, ale trema znika, gdy chóralnie śpiewają kolędy i pastorałki. Młodzież zwykle nawiązuje do aktualnych problemów, takich jak wojna w Ukrainie, tolerancja czy kryzys wartości rodzinnych. Z kolei aktorzy z Domów Pomocy Społecznej, wspierani przez opiekunów, dają z siebie – dosłownie – wszystko. To dla nich bardzo ważne wydarzenie. Są oglądani i oklaskiwani. Jury nie skupia się wyłącznie na ocenie jakości przedstawienia. W każdym docenia serce, jakie zostało włożone w jego przygotowanie, zarówno przez opiekunów jak i występujących na scenie aktorów.

- Moim celem jest, aby się wszyscy tutaj bardzo dobrze czuli – podkreśla Maliszewska. - To nie jest rywalizacja ani konkurs. Chciałabym, żeby wszyscy uczestnicy radośnie uczestniczyli w spektaklu. Oczywiście, wyróżnimy tych, którzy się zaprezentowali w sposób wyjątkowy, ale my, jako jury, czujemy się po prostu gośćmi zaproszonymi z nimi do jednego stołu – dodaje organizatorka.
Przy takim stole siedzi się najmilej. O tym jak brzmiał werdykt jurorów, opowiemy za tydzień.

Adriana Urgacz-Kuźniak