Nie takie miało być pożegnanie sezonu w Gliwicach dla szczypiornistek SPR Sośnicy. Co prawda patrząc na ligową tabelę to rywalki ze Lwowa były faworytkami sobotniego meczu ligowego, jednak należało mieć w pamięci pewną i wysoką wygraną Sośnicy nad Galiczanką ze stycznia. Niestety, powtórki nie było. Choć rywalizacja był długimi fragmentami bardzo wyrównana, to przyjezdne wygrały zasłużenie, korzystając z wielu błędów naszej drużyny.

Skuteczność po przerwie była jednak zatrważająca, co dotyczyło obu ekip. Mnożyły się błędy, wiele było strat. Galiczanka ponownie objęła prowadzenie, jednak po trwającym kwadrans pościgu w 46. min Gabija Pilikauskaute trafiła na 22:21. Wydawało się, że będzie już tylko lepiej. Nic z tego. Od tego momentu Sośnica zdobyła tylko trzy bramki, w tym dwie z akcji. Przez 13 minut! Niewykorzystany karny, poprzeczka i niecelny rzut w sytuacjach sam na sam, sześć prostych strat, brak decyzji o oddaniu rzutu… Dawno nie oglądaliśmy takiej bezradności w ataku, czy wręcz strachu przed oddaniem rzutu. Rywalki też seryjnie popełniały błędy, ale nie tak często, skoro sama Svietlana Havrysh zdobyła w ostatnim kwadransie pięć goli. Mimo tak marnej skuteczności w 59. min udało się zbliżyć Sośnicy na jedną bramkę, ale na więcej nie było już  stać naszej drużyny, która przegrała 25:27.

Nic dziwnego, że po meczu rozczarowanie było ogromne, bo też szansa na zajęcie bezpiecznego,  ósmego miejsca zmalała niemal do zera. Warunek? Elbląg musi przegrać oba mecze, a my wygrać w Kaliszu. Jeżeli tak się nie stanie, Sośnicę Gliwice czekają w maju baraże o utrzymanie w Superlidze.

Sośnica: Glosar, Wawrzynkowska – Guziewicz, Tukaj, Andronik 7, Leśniak, Dmytrenko 3, Kaczmarek 1, Mokrzka 5, Strózik 1, Kozimur 4, Pilikauskaite 4.

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj