Mecz z łodzianami, którym ostatnio nie wiodło się w lidze, był okazją dla Piasta do wydostania się ze strefy spadkowej. Podopieczni Daniela Myśliwca mieli tego pełną świadomość i od pierwszych minut dyktowali warunki gry. Już w 10. minucie gospodarze stworzyli pierwszą groźną okazję — po dośrodkowaniu Emmanuela Twumasiego główkował German Barkowskij, lecz znakomicie ustawiony bramkarz gości odbił piłkę na róg. Najważniejsza akcja pierwszej połowy miała jednak miejsce w 21. minucie. Angel Baena dostał długie podanie, minął obrońcę i wyszedł sam na sam z Františkiem Plachem, o którego nogę zahaczył i upadł. Sędzia wskazał na jedenastkę, którą pewnie wykorzystał Sebastian Bergier. Stracony gol na chwilę wybił gliwiczan z rytmu, ale zdołali się pozbierać. Tuż przed przerwą gospodarze jeszcze kilkukrotnie zamieszali w polu karnym Widzewa, ale bez zdobyczy bramkowej.
Druga odsłona zaczęła się dla Piasta obiecująco. Uderzał Grzegorz Tomasiewicz, minimalnie niecelnie. W 55. minucie gospodarze mieli sporo szczęścia, gdy po przypadkowej akcji Bergiera Plach efektowną paradą przeniósł piłkę nad poprzeczkę. Po chwili jednak szczęście się skończyło. Z rzutu rożnego idealnie dośrodkował Bartłomiej Pawłowski, a Andi Zeqiri strzałem głową z bliska podwyższył wynik na 2:0. Sytuacja Piasta mocno się skomplikowała, dlatego Daniel Myśliwiec natychmiast przeprowadził potrójną zmianę. Na murawie pojawili się Adrian Dalmau, Jorge Felix i Leandro Sanca. Efekt mógł przyjść błyskawicznie, bo Felix po chwili oddał groźny strzał, jednak golkiper Widzewa znów popisał się świetną interwencją. Piast próbował dalej, ale brakowało precyzji. W ostatnich minutach nasz zespół grał niemal cały czas na połowie rywala. Niestety, ofensywne próby rozbijały się o dobrze zorganizowaną defensywę łodzian, którzy utrzymali prowadzenie do końcowego gwizdka sędziego.


Komentarze (0) Skomentuj