W swoim drugim meczu sezonu 2025/26 Piast doznał drugiej porażki. Gliwiczanie przegrali w Płocku z tamtejszą Wisłą 0:2. Podopieczni Maxa Möldera oprócz tego, że wymienili bez mała 650 podań nic więcej nie pokazali i zasłużenie przegrali.
Trener Piasta, zgodnie zresztą z przewidywaniami, nie dokonał żadnych zmian w składzie. Co więcej do Płocka zabrał tych samych zawodników, którzy byli w kadrze na mecz z Górnikiem. Decyzja zrozumiała, bo po meczu z zabrzanami, choć przegranym, chwalono drużynę z Gliwic. W zasadzie do tego, by Szwed zaliczył udany debiut w Ekstraklasie zabrakło bramek.
Początek piątkowego spotkania w wykonaniu Piasta był podobny do starcia z Górnikiem. Gliwiczanie mieli inicjatywę, szybko przemieszczali się pod bramkę gospodarzy, ale kończyli akcje na 16 metrze. Po 10 minutach Wiśle udało się wyrównać grę i coraz częściej miejscowi zaczęli zagrażać bramce pilnowanej przez Františka Placha, głównie po kontrach. Po pół godzinie goście mieli sporą przewagę w posiadaniu piłki, ale więcej strzałów oddali płocczanie. Gra Piasta przypominała zabawę w tzw. dziada. Długo nie oddawali piłki, jednak nie potrafili podejść nawet pod pole karne rywala. Wisła cierpliwie czekała na swoją okazję i w 44. minucie dopięła swego. Wiktor Nowak zagrał do Dominika Kuna, ten przerzucił futbolówkę wzdłuż linii pola karnego, a akcję strzałem głową skutecznie zamknął Jorge Jiménez Rodríguez i to gospodarze schodzili na przerwę prowadząc 1:0. To co Piast zaprezentował w pierwszej połowie to była pseudodominacja. Bo jak inaczej nazwać fakt 70 proc. posiadania piłki bez oddania jednego celnego uderzenia!?
Druga połowa zaczęła się obiecująco dla gości. W 51. minucie Igor Drapiński oddał w końcu pierwszy celny strzał. Mocny, ale dokładnie w miejsce, gdzie stał bramkarz Wisły. To był fragment bardziej odważnej postawy gliwiczan. Potem jednak Piast wrócił do swojej gry, czyli wymiany licznych podań. Gospodarze czekali na kolejną swoją okazję i mieli ją w 56. minucie. Po kolejnym przejęciu piłki i szybkiej akcji, Nowak uderzył z dystansu, Plach przeniósł futbolówkę nad poprzeczkę. W 61. minucie było już jednak 2:0. Kevin Čustović dograł do Kuna, a ten przymierzył z 17 metra. Piłka odbiła się od poprzeczki, pleców Placha i wpadła do siatki. Gol został zaliczony jako samobójczy. Czas płynął, a Piast nie potrafił sobie stworzyć sytuacji bramkowej. Grę gliwiczan nieco rozruszał Leandro Sanca, który w 62. min zmienił Michała Chrapka. To po jego zagraniu w 79. minucie Marcin Kamiński tak interweniował, że trafił w słupek własnej bramki. W 86. minucie Oskar Leśniak, który wcielił się w rolę ostatniego stopera, uratował Piasta przed utratą trzeciego gola. W końcówce jedynym zawodnikiem, który jeszcze wierzył, że można odmienić losy tego meczu był Quentin Boisgard. Sam Francuz jednak nie wygra. Gliwiczanie przegrali drugie spotkanie z rzędu, nie strzelając gola i oddając w dwóch meczach zaledwie jeden (!) celny strzał. Najbliższe dwa tygodnie niebiesko-czerwoni spędzą więc w strefie spadkowej, bo zapowiadane na 9 sierpnia domowe starcie z Lechem Poznań zostało przełożone z uwagi na występy „Kolejorza” w europejskich pucharach. Wisła z kolei do najbliższej kolejki z kompletem zwycięstw przystąpi jako lider tabeli.
Piast: František Plach – Grzegorz Tomasiewicz (80’ Oskar Leśniak), Jakub Czerwiński (88’ Juande Rivas), Igor Drapiński, Emmanuel Twumasi – Erik Jirka (88’ Szczepan Mucha), Quentin Boisgard, Patryk Dziczek, Michał Chrapek (62’ Leandro Sanca), Jorge Félix – Gierman Barkowskij.


Komentarze (0) Skomentuj