W meczu 5. kolejki PKO BP Ekstraklasy Piast bezbramkowo zremisował w Lublinie z tamtejszym Motorem. Nasz zespół może czuć niedosyt, bo przeważał w tym spotkaniu, ale po raz kolejny nie udało się trafić do siatki rywali. Pocieszeniem jest pierwszy punkt zdobyty w sezonie.
Początek rywalizacji w upalnym Lublinie należał do gospodarzy, którzy dłużej utrzymywali się przy piłce i co chwilę gościli pod polem karnym naszego zespołu. Sporo pracy miał František Plach. Pod koniec pierwszego kwadransa Piast się w końcu obudził. Najpierw z lewej strony pola karnego uderzał Leandro Sanca, później z dystansu próbował German Barkovskiy. Swoją szansę miał też Patryk Dziczek. Żaden ze strzałów nie zmusił jednak do interwencji Ivana Brkicia. Chorwat musiał wykazać bramkarski kunszt w 28. minucie, gdy z kilku metrów głową strzelał aktywny w tym meczu Sanca. Brkić przeniósł futbolówkę nad poprzeczkę. Walczący o swój pierwszy punkt w sezonie gliwiczanie z biegiem czasu sprawiali coraz lepsze wrażenie. Motor w pierwszej połowie oddał jeden celny strzał. W 22. minucie próbował Michał Król, lecz spokojnie z jego uderzeniem poradził sobie Plach.
W najbliższą niedzielę, 24 sierpnia niebiesko-czerwoni podejmować będą przy Okrzei Cracovię. Początek o godzinie 14.45.
Po przerwie oba zespoły skupiały się na tym, by nie stracić bramki i grały bardziej asekuracyjnie. Z pewnością wpływ na to miała wysoka temperatura. Na uwagę zasługują jedynie dwie akcje: z 57. i 58. minuty, kiedy najpierw Sanca nieznacznie niecelnie główkował po kornerze, a po chwili gospodarze wyprowadzając po błędzie Jakuba Czerwińskiego kontrę czterech na trzech zakończyli ją niecelnym strzałem Karola Czubaka. Piast pod koniec meczu miał okazję na objęcie prowadzenie, bo gospodarze grali ostatni kwadrans w osłabieniu. Wprowadzony kilkanaście minut wcześniej Kacper Karasek (debiutował w barwach Motoru w ekstraklasie) zobaczył czerwoną kartkę za faul na Grzegorzu Tomasiewiczu. Piast nie wykorzystał niestety przewagi liczebnej i skończyło się remisem.
Na pewno pozytywem po tym meczu jest to, że Plach zachował czyste konto, i że udało się stworzyć kilka sytuacji. Martwi natomiast brak bramek. Gliwicka drużyna pozostaje jedynym zespołem w lidze, który nie strzelił jeszcze gola! Warto też odnotować występ w barwach Piasta 25-letniego hiszpańskiego skrzydłowego Hugo Vallejo, który ledwie kilka dni wcześniej związał się z klubem trzyletnim kontraktem. Dotąd zawodnik grał tylko w swojej ojczyźnie, ostatnio w drugoligowym SD Huesca.
Piast: František Plach – Emmanuel Twumasi, Jakub Czerwiński (70’ Juande Rivas), Igor Drapiński, Jakub Lewicki – Erik Jirka (78’ Szczepan Mucha), Patryk Dziczek, Quentin Boisgard (70’ Grzegorz Tomasiewicz), Michał Chrapek, Leandro Sanca (78’ Oskar Leśniak) – Gierman Barkowskij (78’ Hugo Vallejo).
Mieliśmy bardzo trudny start meczu. Pierwsze 5-7 minut było najcięższym momentem, jaki mieliśmy w tym sezonie. Muszę powiedzieć, że jestem zadowolony, że nie sfrustrowało to nas, zachowaliśmy spokój i po chwili wróciliśmy do gry. Po tym wszystkim myślę, że reszta pierwszej połowy była nasza. Stworzyliśmy kilka pół-okazji i dwie duże szanse Dziczka i Sanci. W drugiej części meczu mieliśmy do czynienia trochę z dziwnym meczem. Myślę, że duży wpływ na to miały warunki atmosferyczne. Zawodnicy obu zespołów byli zmęczeni. Graliśmy dużo piłką w drugiej połowie i to mogło sprawić, że zawodnicy Motoru byli bardziej zmęczeni, bo musieli więcej biegać. Po czerwonej kartce dla Motoru mieliśmy do czynienia z otwartą grą dwóch zespołów. Niestety, nie mieliśmy już na boisku zawodników o profilu takim jak Sanca czy Barkovskiy, żeby wykorzystać przewagę. W ostatnich 10 minutach robiliśmy wszystko, żeby zdobyć bramkę. Widać było po zawodnikach, że są bardzo zmęczenie, gdy oddawali strzały i posyłali dośrodkowania. Zarówno sztab, jak i zawodnicy chcemy zrobić wszystko, żeby zdobyć to pierwsze zwycięstwo. Niestety, nie udało się to w tym meczu, ale mamy pierwszy punkt w sezonie. Patrząc na to z innej strony - w bardziej zaawansowanym etapie sezonu taki wynik mógłby być bardziej satysfakcjonujący, niż teraz. Na koniec chciałbym powiedzieć, że jestem bardzo dumny z mojego zespołu. Pracuję codziennie z tymi ludźmi i uważam, że są świetni. Widząc ich walczących razem w tych trudnych warunkach pogodowych, w niełatwym spotkaniu wyjazdowym, daje mi dużo wewnętrznej motywacji.


Komentarze (0) Skomentuj