RATOWNICY MEDYCZNI CODZIENNIE SĄ OFIARAMI AGRESJI PACJENTÓW.

– 3 maja, podczas dyżuru na od­dziale szpitalnym, zostałam brutal­nie zaatakowana przez pacjenta. Powiem szczerze – miałam bardzo dużo szczęścia, że wyszłam z tego cało – mówi Mar­ta Koc-Woźny, ratowniczka me­dyczna ze Szpi­tala Miejskiego w Gliwicach. – Fi­zycznie nie odnio­słam poważnych obrażeń, ale to zdarzenie zosta­wiło duży ślad w mojej psychice. Przez pierwszy miesiąc nie byłam w stanie wrócić do pracy. Nawet funkcjonowanie poza szpitalem było dla mnie bar­dzo trudne.

– To nie była moja pierw­sza sytuacja z agresją pa­cjenta, ale po raz pierwszy doszło do aż takiego ata­ku – mówi ratowniczka. – Agresja pacjentów jest niestety codziennością – od werbalnej po fizyczną. Cza­sem mamy do czynienia z osobami pod wpływem alkoholu, narkotyków, z chorobami psychicznymi lub uszkodzeniami mózgu. Wtedy próbujemy to zrozu­mieć. Ale są też przypadki, kiedy po prostu nie da się wytłumaczyć tego, skąd bierze się takie zachowanie.

Marta podkreśla, że po ataku została jej zaoferowa­na pomoc psychologiczna ze strony szpitala – i choć prywatnie też starała się po­radzić sobie z tą sytuacją, to trauma została.

– Nie zmieniło się moje podejście do pacjentów, ale pojawił się strach. Staram się nie odwracać plecami. Gdybym miała pewność, że z tyłu nic się nie wydarzy – może byłoby inaczej. Ale mam już takie do­świadczenie i nie chcę, żeby się powtórzyło. Jest większa nieuf­ność, ciągłe sprawdzanie, czy nic mi nie grozi – dodaje, nie ukrywając emocji.

Agresja na każdym dyżurze

Damian Pastor, ratownik medyczny i pielęgniarz, mówi krótko i dobitnie: – Z przemocą – werbalną i niewerbalną – spo­tykamy się praktycznie na każ­dym dyżurze.

Jedna z sytuacji szczególnie zapadła mu w pamięć.

– Pół roku temu, piątek wieczór, nocny dyżur. Na izbę przyjęć przywieziono nieprzy­tomnego pacjenta – według relacji pod wpływem alkoho­lu i środków odurzających. Po przełożeniu na łóżko pacjent wybuchł agresją. Zaczął kopać, gryźć. Mnie osobiście uderzył pięścią w twarz – zniszczył mi okulary. Kolegę zaatakował bu­tem.

Sytuacja wymknęła się spod kontroli. – Potrzebna była asy­sta sześciu policjantów, żeby za­stosować przymus bezpośredni i unieruchomić pacjenta pasami – relacjonuje ratownik.

Konsekwencje muszą być realne

– Kiedy dochodzi do takiej sytuacji, uruchamiamy wszyst­kie procedury. Ale ważne jest to, żeby konsekwencje były nieuniknione. Żeby każdy wiedział, że jeżeli dopuści się przemocy, to zostanie to zgło­szone i doprowadzone do koń­ca – mówi Robert Twardowski, koordynator Izby Przyjęć.

Wskazuje, że wiele przypad­ków agresji ma miejsce jeszcze przed udzieleniem jakiejkol­wiek pomocy – już na etapie re­jestracji.

– Przemoc, popychanie, wyzwiska, groźby – to wszyst­ko się dzieje. Potem ci ludzie wychodzą ze szpitala i myślą, że nic się nie stało. Ale to nie może tak wyglądać.

Apel o szacunek i empatię

Diagnozę dotyczącą przy­czyn rosnącej skali przemocy wobec medyków, stara się po­stawić Przemysław Gliklich, prezes Szpitala Miejskiego w Gliwicach.

– Wzrost agresji może wy­nikać z tego, że dostępność do opieki zdrowotnej jest coraz gorsza – mówi. - Pacjent tra­fiający do szpitala często już wcześniej nie otrzymał pomocy, której potrzebował. Jest sfru­strowany, cierpiący. Rozumiem to. Ale nie może to być powód, by bić ratownika – ocenia pre­zes szpitala. I podkreśla, że wydarzenia z 3 maja – brutal­ny atak na ratowniczkę – były szokiem dla całego zespołu.

– Bardzo poważnie potrak­towaliśmy tę sytuację. Rozma­wialiśmy o niej przez kilka dni. Apelowaliśmy do personelu, do zarządu, do prokuratury. Po­trzebujemy jasnych zasad. Po­trzebujemy edukacji. Potrzebu­jemy społecznego wsparcia.

Na zakończenie apeluje: – Chcemy, by pacjenci byli traktowani z empatią. Ale oczekujemy też empatii wobec personelu. Potrzebny jest wza­jemny szacunek.

Nowe przepisy – pierwszy krok

Okazja do rozmów z medy­kami nadarzyła się podczas konferencji, zorganizowanej w poniedziałek w Szpitalu Miejskim w Gliwicach. Po­wodem jej zwołania są nowe wytyczne prokuratury, zgod­nie z którymi przemoc wobec medyka ma być traktowana na równi z napaścią na funk­cjonariusza publicznego. Dla środowiska to długo wyczeki­wany krok.

Nie chodzi tu o uprzywilejo­wanie. Chodzi o ochronę ludzi, którzy każdego dnia narażają się dla innych.

Adriana Urgacz-Kuźniak

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj