- To było 6 stycznia, 2 lata temu – wspomina pani Jolanta, właścicielka sympatycznego psa o imieniu Bimba. – Musiała ją przestraszyć petarda. Uciekła. Szukaliśmy jej długo, ale w końcu straciliśmy nadzieję.
Być może nic by się nie stało, gdyby ktoś nie postanowił odpalić petardy. Ta niezbyt mądra zabawa jest utrapieniem dla wielu właścicieli zwierząt, a także dla tych stworzeń, które żyją dziko. Być może łatwiej byłoby odnaleźć Bimbę, gdyby była w znanym sobie otoczeniu – tak się jednak składa, że właśnie gościła u rodziny swoich właścicieli. Biedna, 13-letnia sunia przestraszyła się i uciekła. Chyba, pomimo wieku, pobiegła daleko. Albo schowała się w panice, nie reagując na nawoływania właścicieli. Być może tak właśnie było…
- Szukaliśmy jej długo – wspomina właścicielka. – Myślałam, że może jej serce nie wytrzymało. Ale gdzieś w środku we mnie tliła się nadzieja, że Bimba się odnajdzie. Lub że chociaż trafiła do dobrych ludzi.
Na przestrzeni kolejnych dwóch lat pojawiały się sygnały, które podsycały tę nadzieję, by znowu gasić ją boleśnie. Pani Jolanta mieszka w Niewieszy. Wszędzie, gdzie tylko mogła, porozwieszała ogłoszenia. Ludzie nadsyłali zdjęcia. Nawet ze schroniska pod Łodzią. Niestety, pies patrzący smutnym wzrokiem z fotografii nie był Bimbą. Aż w końcu, kilkanaście dni temu, pani Jolanta otrzymała informację, że w gliwickim schronisku jest pies, łudząco przypominający zaginioną suczkę.
- Myślałam w pierwszej chwili, że to ponury żart. Minęły przecież 2 lata. Ale jak zobaczyłam ją, nie miałam wątpliwości, że to Bimba. Miała narośl na łapce, którą pamiętałam. Była wyciszona, ale zadbana. Widać, że ktoś opiekował się nią przez ten czas. Pewnie i jemu uciekła w podobny sposób – mówi pani Jolanta.
Na początku wydawało się, że Bimba nie poznaje swoich dawnych właścicieli. Była załamana i zrezygnowana. Ale gdy tylko samochód wjechał w uliczkę, w której mieszkała, zaczęła niespokojnie się wiercić. Na kolejnych spacerach ciągnęła swoją panią w miejsca, które kiedyś były jej ulubionymi.
- Widzę, że przypomina sobie swoje miejsca i nasze rytuały. Kiedy się budzi, biegnie do nas zobaczyć, czy naprawdę jesteśmy – opowiada ze wzruszeniem właścicielka.
W niedzielę, na drugi dzień po przyjeździe, Bimba położyła się na trawie i przewróciła na plecy. Wyglądała na szczęśliwego psa. Na psa, który odnalazł swój dom, swoje ukochane miejsce.
aku


Komentarze (0) Skomentuj