Grzegorz Muzia, redaktor naczelny najstarszego działającego portalu sportowego w Gliwicach piast.gliwice.pl, dziennikarz w Radio Telewizja Imperium, pracuje w Instytucie Metali Nieżelaznych (obecnie SB Łukasiewicz):
Moja przygoda z „Nowinami Gliwickimi” zaczęła się w 2000 roku. Dobrze to pamiętam, bo był to czas szczególny – za starym stadionem przy ulicy Okrzei otwierano nowe boisko ze sztuczną nawierzchnią. Wydarzenie miało swoją oprawę: byli przedstawiciele władz miasta, ówczesny wojewoda i był też Andrzej Sługocki, który zaproponował mi napisanie relacji z tego wydarzenia dla „Nowin”.
Już wtedy prowadziłem stronę piast.gliwice.pl, a Andrzej był stadionowym spikerem. Ostatecznie pod tekstem pojawiły się dwa nazwiska, ale to właśnie ten moment uznaję za prawdziwy początek mojej dziennikarskiej drogi. Wkrótce potem moje artykuły sportowe zaczęły regularnie ukazywać się na łamach „Nowin”. Teksty z pierwszych lat mam do dziś – starannie powklejane do zeszytu, który jest dla mnie małym archiwum tamtych czasów.
Internet nie był jeszcze dominującym medium, a pisanie dla najpopularniejszego i najstarszego periodyka w mieście było dużą nobilitacją. Zauważyli to także redaktorzy naczelni Radia Plus oraz Radia CCM, gdzie miałem okazję komentować wydarzenia sportowe na antenie.
Moja przygoda z „Nowinami” trwa do dziś. To już nie tylko relacje piłkarskie, ale stała, wieloletnia współpraca. Rok 2000 okazał się początkiem drogi, która wciąż się nie kończy i prowadzi mnie przez różne obszary dziennikarstwa. Nadal prowadzę portal piast.gliwice.pl, a zebrane przez lata doświadczenia zaowocowały trzema książkami o tematyce sportowej, dwiema wystawami w gliwickim muzeum oraz wieloma wydawnictwami okolicznościowymi. Otworzyły też drzwi do Telewizji Imperium, gdzie współtworzę programy o różnorodnej tematyce.
Przygodo – trwaj.
Katarzyna Kuczyńska- Budka, prezydentka Gliwic:
Nowiny Gliwickie są dla mnie częścią historii naszego miasta. Od 70 lat tygodnik opisuje sprawy ważne (a czasami i trudne) nie tylko dla nas – Gliwiczan, ale także istotne dla naszych najbliższych sąsiadów z powiatu gliwickiego. Zawodowo zajmowałam się dziennikarstwem dlatego wiem, jak cenną rolę odgrywa lokalna gazeta – bliska ludziom, ich problemom, radościom i troskom. Ten jubileusz to zatem nie tylko szczególna data dla tytułu prasowego, ale też znacząca rocznica dla całego miasta. Mam świadomość, jak istotne w tej pracy są rzetelność, odpowiedzialność za słowo i umiejętność zachowania proporcji. To one decydują o wiarygodności mediów i ich realnym znaczeniu dla czytelników. Jubileusz to zatem dobra okazja do podziękowania redakcji – dziennikarzom, redaktorom, fotoreporterom i współpracownikom, którzy przez lata budowali wiarygodność gazety i kształtowali jej charakter. Wśród nich szczególne miejsce w mojej pamięci zajmuje śp. Jan Suchan.
Życzę Państwu, by pełna dobrych i mądrych historii kronika miasta była przez Was nadal pisana – z wrażliwością, odpowiedzialnością i uważnością na sprawy lokalne.
Agnieszka Filipkowska, radna gliwickiej Rady Miasta aktywistka wspierająca osoby z niepełnosprawnościami:
Dla mnie „Nowiny Gliwickie” są czymś znacznie więcej niż lokalną gazetą. To kronika codzienności miasta, w którym żyję od urodzenia, i przestrzeń dialogu, w której Gliwice mówią własnym głosem. Na ich łamach odbija się puls miasta: sprawy ważne i drobne, radości i napięcia, sukcesy i trudne rozmowy. Dzięki temu lokalność przestaje być hasłem, a staje się realnym doświadczeniem wspólnoty. Jednocześnie „Nowiny Gliwickie” są dla mnie niejako osobistym medium. Opisywały mnie przez lata nie jako jednorazową historię, lecz jako proces — od społecznego zaangażowania i osobistego doświadczenia, po coraz wyraźniejszą obecność w debacie publicznej oraz rolę radnej i ekspertki od dostępności. Stały się dla innych także pamięcią miasta i punktem odniesienia, pomagając zrozumieć zmiany zachodzące powoli. W świecie szybkich informacji przypominają, że lokalne słowo ma znaczenie i warto o nie dbać.
Małgorzata Tkacz - Janik, wierna miastu Gliwiczanka:
Gdy powstały Nowiny Gliwickie nie było mnie na świecie, nie byłam nawet w planach, bo moi rodzice nie byli jeszcze razem. A jednak kolejne rocznice daty narodzin tygodnika (15 stycznia 1956 r. ) trzykrotnie stały się dla mnie szczególnym doświadczeniem. Po raz pierwszy w 1996 roku. Był to czas, gdy jeszcze nie znałam i nie rozumiałam naszego miasta. Jako świeżo upieczona absolwentka i doktorantka na UŚ trafiłam do gliwickiego MOK-u po macierzyńskim, a tam zastałam kapitalną, przebojową, damską ekipę nastawioną na robienie progresywnej kulturowej roboty w Gliwicach. Ewa Strzelczyk, Urszula Biel i Ewa Grycz, oraz pisząca te słowa – wszystkie skończyłyśmy kulturoznawstwo – stąd nasze inspiracje, pomysły i ambicje wykraczały daleko poza przaśną rzeczywistość miasta. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego NG są takie zachowawcze? Pewnego dnia poszłam do redakcji z autorską propozycją uczczenia 40-lecia. Miałam pomysł – ewentualne, niepotrzebne egzemplarze archiwalne „wprowadzić w przestrzeń miasta” – performatywnie odczytywać fragmenty na ulicy, robić papierowe dekoracje, lub rzeźbić (papier mâché). Ówczesna zastępczyni naczelnego nie dostrzegła żadnego potencjału w tym pomyśle. Od tego czasu minęło 30 lat, ale wciąż pamiętam, że gdy schodziłam klatką schodową przy Zwycięstwa 3 targały mną absolutnie sprzeczne emocje – odrzucenie i wściekłość. Dlaczego nie chcą się zdecydować? Dlaczego argumentują, że nic ciekawego w numerach archiwalnych do publicznego czytania nie znajdę? Byłam gotowa szukać do upadłego, ale nie, bo nie. Oczywiście, z latami, zmieniły się moje relacje z Joanną Nawratil, współpracowałyśmy przy wielu okazjach, dobrze to wspominam. Lecz, gdy zostałam poproszona przez red. Małgorzatę Lichecką o dokończenie zdania: Nowiny Gliwickie, to dla mnie …. , tamta sytuacja natychmiast do mnie powróciła.
Drugie spotkanie face to face z Nowinami w roku rocznicowym, to była kampania samorządowa 2006. Startowałyśmy jako fantastyczna, kobieca drużyna z ramienia Zielonych 2004 z okręgu obejmującego Gliwice. Nowiny w osobach red. Małgorzaty Licheckiej i redaktora Adama Pikula, były dla nas – politycznych nowicjuszek – bardzo wspierające. Znalazłyśmy zrozumienie dla idei, które głosiłyśmy, a dotyczyły one zielonego miasta, zielonych rozwiązań transportowych, feminizmu, dbałości o środowisko, zwierzęta i ludzi, dążących do bycia świadomymi obywatelkami i obywatelami. To było świetne. Zbawienne. Nie musiałyśmy tłumaczyć, że nie jesteśmy wielbłądami, że Zieloni, to nie kosmici. Itd. Dziękuję za tamte wrześniowe dni. Tak, wiem, NG mają urodziny w styczniu, ale z roku 50-lecia gazety najczulej wspominam słoneczne dni września. To była klasa i empatia ze strony redakcji, rzadkość w morzu wrogich postaw, w zalewie chamstwa i hejtu – jak byśmy dzisiaj powiedzieli.
Bardzo osobiste spotkanie nr 3 dzieje się właśnie teraz. Nowiny kończą 70 lat i choć, jak wspominałam, nie było mnie na świecie, gdy się narodziły, to całe moje dorosłe życie były obok. Tygodnik powstał przed rewolucją cyfrową, był świadkiem wielu wydarzeń historycznych i politycznych, a historia medium nierozerwalnie jest spleciona z historią Gliwic. Bywało, że NG zmieniały bieg tej historii, bo były okresowo wyjątkowo odważne i etyczne. Wielokrotnie miałam wielki szacunek do Nowin.
Mam jeszcze jedną perspektywę, gdyż mój doktorat dotyczył mediów i reklamy. Co prawda NG nie zostały w nim wymienione, ale nie umiem się powstrzymać od wymienienia kilku uwag branżowych”.
Odniosę się tylko do okresu, który pamiętam. Medium przejścia.
Po 1989 roku (czas formacyjny dla mojego pokolenia) NG przeszły transformację od gazety „systemowej” do bycia autonomiczną, lokalną gazetą. Zadbały – bardzo ostrożnie, ale jednak – o pluralizm tematów i opinii. Stały się „medium przejścia” do nowej rzeczywistości społeczno-gospodarczej, zajmowały się na równi prywatyzacją i bezrobociem. To nie była ostra publicystyka, ale oddawanie głosu mieszkańcom. Pomagało to Gliwiczankom i Gliwiczanom stabilizować się w ówczesnym chaosie.
W tym sensie NG pełniły bardzo ważną funkcję społeczną i cywilizacyjną. Jako baczny obserwator pisały o samorządzie, sporcie, kulturze, dzielnicach, szkole, ludziach i powstającej infrastrukturze kapitalizmu. Wtedy też nabrały większego znaczenia teksty interwencyjne. Nacisk na lokalność wzrastał. Mniej istotne były meandry „wielkiej polityki”, choć wielu jej przedstawicieli „wyszło z Gliwic” i do dziś pełni ważne publiczne role. NG stały się kroniką lokalnej transformacji, ale też pomogły przetrwać tamten czas, stając się forum spraw ważnych dla ludzi, sporów o przestrzeń, usługi publiczne, itp. Krytykę władzy, Nowiny uprawiały zawsze raczej miękko, nie konfrontacyjnie, co nie znaczy, że nie oddziaływały silnie na miejskie i powiatowe sprawy.
Medium tożsamościowe.
Po wejściu do UE Nowiny stały się „medium tożsamościowym” (historia miasta, pamięć lokalna, dziedzictwo). Wzrosło znaczenie tekstów wspomnieniowych, archiwalnych. Gazeta (w dużej mierze dzięki red. Małgorzacie Licheckiej) uczyła nas „czytać miasto”, budując swoiste nowe continuum, most do historii średniowiecznego miasta w świecie przyspieszonej modernizacji. Można znaleźć opinie, że około roku 2010 Nowiny zaczęły pełnić funkcję quasi-instytucji kultury, nie tylko miejskiego medium.
Medium ciągłości.
A dziś – najbardziej (dla mnie) chwalebne jest to, że na polskim rynku niestabilnych mediów lokalnych nasz gliwicki tygodnik trwa 70 lat! Wydaje się także, że model oparty na clickbaitach nie jest celem tytułu. Starsze pokolenia czytelników i czytelniczek nadal bardzo ufa Nowinom. Faktem jest też, że nadal jest to gazeta referencyjna: sprawdza fakty, porządkuje informacje. Z drugiej strony, wydaje mi się, że gazeta nie radzi sobie z przyciągnięciem młodszych czytelników. Mimo to oraz mimo mniejszej sprawczości niż w latach 90. z pewnością mogę powiedzieć, że Nowiny Gliwickie są jednym z filarów miejskiej pamięci Gliwic. Takim – medium ciągłości – rzadkość w Polsce lokalnej.
Medium przyszłości?
Najciekawsze jest jednak, co będzie dalej? W świecie, gdzie rola mediów często ogranicza się do komercji (reklamy i teksty sponsorowane), a związek z lokalną społecznością słabnie na rzecz tzw. mediów społecznościowych. Czasy dla mediów papierowych ogólnie łaskawe nie są, ale wbrew zapowiedziom wersje papierowe są nadal wielu ludziom potrzebne, a nowe pokolenia, być może, jak to już bywało w historii medialnego komunikowania się, wrócą do „medialnych analogów”. Oczywiście, będą to już zupełnie inne media. Jakie, zatem będą Nowiny Gliwickie w 2056 roku, na stulecie?
Gratuluję tej niezwykłej rocznicy, trzymam kciuki za ciekawy rozwój i silny kontakt z całą społecznością Gliwic!
Dominika Chabin, pomysłodawczyni, prezeska i fundatorka Fundacji NieOdkładalni:
Nowiny Gliwickie to dla mnie źródło rzetelnych informacji o tym co dzieje się w naszym mieście. Szczególnie doceniam artykuły dotyczące tematów niszowych, nie tych wzbudzających sensację, a tych ważnych dla życia Gliwiczanek i Gliwiczan. Ważne jest dla mnie to, że redaktorki i redaktorzy piszą o mieszkankach i mieszkańcach naszego miasta, dla których MY jest ważniejsze niż JA.
Łukasz Chmielewski, radny gliwickiej Rady Miasta:
Nowiny Gliwickie to dla mnie żywa kronika Gliwic i Ziemi Gliwickiej, która od 70 lat towarzyszy mieszkańcom, będąc rzetelnym źródłem wiedzy o lokalnych sprawach. W tym roku Nowiny Gliwickie świętują piękny jubileusz 70-lecia istnienia. Od siedmiu dekad ten tygodnik stanowi najważniejsze źródło informacji dla mieszkańców Gliwic i Powiatu Gliwickiego, dokumentując jednocześnie przemiany jakie nastały w tym czasie na terenie Gliwic i Ziemi Gliwickiej. Z okazji 70. urodzin życzę całej redakcji niesłabnącej pasji dziennikarskiej, rzetelności oraz kolejnych pokoleń wiernych Czytelników. Natomiast czytelnikom życzę, żeby Nowiny Gliwickie pozostały głosem naszego miasta przez kolejne lata!
Zbigniew Rokita, reporter, redaktor, dramaturg, specjalizuje się w problematyce międzynarodowej i Górnego Śląska:
„Nowiny” są dla mnie pierwszą redakcją – tak przynajmniej, chcę o tym myśleć, choć w tym nieco na wyrost zdaniu widać raczej moje aspiracje niż prawdę. Ponad 20 lat temu „Nowiny” zaprosiły do wzięcia udziału w warsztatach dziennikarskich gliwickich licealistów. Prowadził je Andrzej Sługocki. Tam, pod jego skrzydłami, zaczynałem, tam napisałem swój pierwszy reportaż (z nieistniejącego domu dziecka przy Zygmunta), pierwszą recenzję, pierwszy felieton, przeprowadziłem pierwszy wywiad itd. A przyjaciel z warsztatowej ławki napisał swój słynny felieton o męskiej toalecie na dworcu w Gliwicach, gdzie opłata różniła się w zależności od tego, czy klient korzystał z pisuaru, czy z kabiny. Myślałem wówczas jeszcze, że dziennikarstwo to zawód łatwy i przyjemny. Pomyliłem się, ale pomyliłem się pięknie i ta pomyłka popchnęła mnie do pisania. A „Nowinom” nieustannie kibicuję. Z warszawskich redakcji Gliwic bowiem nie widać, a bycie opowiadanym przez innych zamiast przez samego siebie to nędzny los.
Zygmunt Frankiewicz, senator Rzeczypospolitej Polskiej, były prezydent Gliwic:
Nowiny Gliwickie to dla mnie wspomnienie najtrudniejszego, ale najbardziej jak dotąd satysfakcjonującego okresu w życiu zawodowym. Przez lata mojej prezydentury miasto zmieniało się szybciej niż wielu z nas mogło przewidzieć. Od trudnej transformacji przemysłowej, przez porządkowanie finansów i przestrzeni publicznej, po konsekwentne budowanie nowoczesnej gospodarki, wzmacnianie funkcji akademickich, społecznych i kulturalnych. Gliwice uczyły się samorządności, odpowiedzialności oraz długofalowego myślenia i strategicznego działania. Nowiny Gliwickie były w tym czasie nie tylko kroniką wydarzeń. Dla wielu mieszkańców, w szczególności przed erą social mediów, były najważniejszym społecznym obserwatorem i komentatorem miejskich decyzji, sukcesów i sporów. Siedemdziesiąt lat Nowin Gliwickich to ważna część historii komunikacji społecznej w mieście.
Krystyna Płońska, prezeska Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Gliwicach:
Nowiny Gliwickie to dla mnie jedno z wielu źródeł informacji. Wystarczy włączyć telefon, komputer albo telewizor i świat stoi otworem. Dla mnie jednak Nowiny Gliwickie to coś znacznie więcej niż zbiór wiadomości. To część mojego życia, codzienny rytuał, a także ważny łącznik między mną a miastem, w którym mieszkam od wielu lat. Dla osób starszych, które nie korzystają z internetu, to bardzo ważne. Jako seniorzy szczególnie doceniamy informacje praktyczne. Ogłoszenia o spotkaniach, wydarzeniach kulturalnych, koncertach jak również co się dzieje w środowisku seniorskim. Poznajemy repertuar eventów w domu kultury, bibliotece, teatrze czy kinie. Nowiny Gliwickie to także kronika miasta. Szczególnie doceniam organizowany przez Nowiny Gliwickie co roku od lat plebiscyt na Gliwicjusza, który promuje osoby i instytucje zasłużone i wyróżniające się w pracy na rzecz naszego miasta.
W dobie internetu i mediów społecznościowych Nowiny Gliwickie dla mnie, jako osoby starszej, to ogromna zaleta. Mogę czytać we własnym tempie, wracać do tekstów, odkładać gazetę i znów po nią sięgać. Dla mnie ta gazeta to nie tylko papier i druk, ale przede wszystkim ludzie, historie i wspólnota. I mam nadzieję, że jeszcze przez długie lata będzie obecna w moim życiu oraz w życiu naszego miasta.
Leszek Jodliński, dyrektor Muzeum w Gliwicach:
Nowiny Gliwickie to dla mnie… cotygodniowy ceremoniał. Czwartkowa (domowa) obrzędowość, gdy ukazywał się gliwicki tygodnik.
Na początek obowiązkowa lektura ostatniej strony i kolumny tego, co Podpatrzone przez redakcję i uważnych czytelników. Zapiski interwencyjne, barwne; czasami dowcipne. Zaraz potem Nowiny trafiały do sympatyków horoskopu i sportu, w tej liczbie boksu i piłki nożnej, przez lata wypatrujących cudu czyli awansu Piasta do pierwszej ligi (bo wyższej nie było). Wieści z miasta były przedmiotem komentarzy. Na poziomie lokalnym ów świat opisany odzwierciedlał to, czym żyła ówczesna Polska i świat. Z czasem, moje czytelnicze nawyki poszerzyły się o historyczne eseje Edmunda Całki. Dzisiaj byłyby przedmiotem polemiki i kontrowersji, ale tekstów takich wyglądałem z zainteresowaniem.
Oczarowywały zdjęcia Jana Suchana, pokazujące wieżyczki i wieże gliwickich kamienic o brzasku dnia. Wydania świąteczne, te na Boże Narodzenie (często z tytułem w zielonym kolorze) i na Wielkanoc, były lekturą wyjątkową, choć czytane niezmiennie od ostatniej strony…
Marek „Zima” Niewiarowski, wydawca, animator kultury:
Nowiny zawsze były w mojej rodzinie obecne. Bajtlem będąc, mieszkającym na Zatorzu, lubiłem najpierw oglądać a potem czytać co ciekawego dzieje się w moim mieście, bo rodzice kupowali zawsze jak tylko ukazał się nowy numer. I tak już jesteśmy razem przez ponad pięćdziesiąt lat. A największą frajdę miałem przeglądając numery z lat 1980 – 1989, podczas zbierania materiałów do książki NIENORMALNE MIASTO. Opowieści o Gliwickiej Alternatywnej Scenie. To kopalnia wiedzy o Gliwicach (czasami za bardzo przesiąknięta etosem panującej wtedy jedynej słusznej partii), może warto kiedyś z tego skorzystać? Polecam artykuły: „UFO nad Gliwicami?”, „Wampir nie grasuje na Sikorniku!” i cały cykl: „Świat Gliwickich legend”.
Marek Pszonak, przewodniczący gliwickiej Rady Miasta:
Nowiny Gliwickie to dla mnie… jeśli powiem, że – najstarsze i jedno z najważniejszych mediów lokalnych w naszym mieście – to zapewne nie będzie to nic oryginalnego. Powiem więc nieco inaczej. Jest wiele wyznaczników wielkomiejskości. Dla jednych będzie to tramwaj, dla innych uczelnie wyższe, hale widowiskowo-sportowe, czy nowoczesna infrastruktura zdrowotna. Z pewnością znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że w dzisiejszych czasach o wielkomiejskości świadczy fakt ukazywania się w mieście niezależnej, lokalnej papierowej gazety. 70 lat to piękny jubileusz. Życzę redakcji naszego gliwickiego tygodnika dalszych wielu dekad, kolejnych setek opisanych gliwickich historii oraz wytrwałości w patrzeniu lokalnej władzy na ręce. To z pewnością najważniejsza rola jaką mogą odegrać niezależne media lokalne.
Marcin Fabrykowski, właściciel i redaktor portalu 24Gliwice.pl:
Przez długie lata Nowiny Gliwickie były dla mnie głównym, a kiedyś nawet jedynym źródłem lokalnych informacji. Czytelnikiem Nowin jestem od najmłodszych lat - w naszym domu zawsze zajmowały godne miejsce na stoliku z gazetami. 70 lat to piękny wiek, tytuł dzielnie oparł się wiatrom historii i dostosował do rewolucyjnych zmian na rynku mediów. Życzę koleżankom oraz kolegom z Nowin
Gliwickich kolejnych lat, wiernych czytelników i zachowania wysokich standardów, co jak wszyscy wiemy, w dzisiejszych realiach łatwe nie jest.


Komentarze (0) Skomentuj