Zacznijmy od sprawy, która dotyczy właściwie każdego mieszkańca. W marcu Rada Miasta ma głosować nad zmianą sposobu naliczania opłat za śmieci. Czy policzył Pan już, która metoda byłaby dla Pana najkorzystniejsza –ja ko dla mieszkańca Gliwic?
Nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób, co jest najkorzystniejsze dla mnie. Staram się raczej patrzeć na to, co jest korzystne dla miasta i jego mieszkańców. Dlatego nie przeliczałem tego na własny rachunek.
Ustawodawca zawęził nam możliwości wyboru. Dziś możemy naliczać opłaty od zużycia wody, od metra kwadratowego albo od liczby mieszkańców. Problem polega na tym, że żadna z tych metod nie jest w pełni sprawiedliwa – każda ma swoje wady. Najważniejsze jest znalezienie takiej metody, która będzie najtańsza w obsłudze i najbardziej efektywna dla mieszkańców.
Czyli metoda oparta na zużyciu wody – o której mówi się teraz najczęściej – nie jest w Pana ocenie najlepsza?
Moim zdaniem nie. Najtańsza w obsłudze jest metoda funkcjonująca dziś, czyli opłata od metra kwadratowego. Oczywiście nie jest to metoda najuczciwsza, ale jest prosta i stabilna.
Gdybyśmy chcieli podejść do sprawy naprawdę sprawiedliwie, powinniśmy płacić za faktycznie oddawane śmieci. Takie systemy funkcjonują już w Europie – na przykład w Niemczech, Holandii czy we Włoszech. To tak zwana metoda PAYT, czyli płacimy dokładnie za tyle odpadów, ile oddamy. Śmieciarki są wyposażone w wagi, worki mają kody kreskowe i wiadomo, od kogo pochodzą odpady.
Wtedy część osób mogłaby próbować oszukać system, wywożąc śmieci do lasu, zamiast zapłacić za ich odbiór…
Trzeba pamiętać o jednej rzeczy: śmieci nie produkuje ani człowiek, ani metry kwadratowe, ani woda. Śmieci produkują pieniądze, za które kupujemy produkty.
Jeśli chodzi o obawy związane z dzikimi wysypiskami, uważam, że jesteśmy dziś w stanie temu przeciwdziałać. Wiemy, gdzie takie miejsca mogą powstawać i można je monitorować. Dlatego raczej szedłbym w stronę zmiany przepisów i wprowadzenia systemu płacenia za faktycznie oddane odpady.
Jak Pan przewiduje – czy uchwała dotycząca zmiany sposobu naliczania opłat przejdzie na marcowej sesji?
Trudno powiedzieć. Ja jestem zwolennikiem prostych zasad. Metry kwadratowe są stałe – nie można ich zmienić. Zużycie wody jest natomiast zmienne. Wystarczy, że wyjedziemy na tydzień na urlop, a w domu zacznie przeciekać spłuczka. Zużycie wody wzrośnie i automatycznie zapłacimy więcej za śmieci, choć wcale nie wytworzyliśmy ich więcej. Dlatego nie będę głosował za systemem opartym na zużyciu wody. Jak zagłosują pozostali radni – zobaczymy.
Czy widzi Pan jakieś zalety tego rozwiązania?
Każda metoda ma swoje plusy i minusy. Problem w tym, że system oparty na wodzie oznaczałby dodatkową administrację. Trzeba byłoby składać comiesięczne deklaracje, a to oznacza więcej pracy dla urzędników i administracji spółdzielni.
Poza tym zużycie wody – na przykład do basenu czy akwarium – nijak nie przekłada się na ilość wytwarzanych śmieci.
Przejdźmy może do bardziej ogólnego tematu – planu ogólnego miasta. To dokument, który dla wielu mieszkańców jest dość trudny do zrozumienia. Upraszczając maksymalnie – chodzi o to, czy za chwilę pod naszymi oknami nie powstanie blok, firma czy inna inwestycja. Wyjaśni Pan mieszkańcom, nad czym trwają właśnie prace?
Do tej pory mieliśmy dwa podstawowe dokumenty planistyczne: studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego oraz miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. Studium było dokumentem ogólnym, natomiast plany miejscowe bardzo szczegółowo określały przeznaczenie konkretnych terenów. Teraz ustawodawca wprowadził plan ogólny, który musi zostać uchwalony do 30 czerwca. Pracujemy nad nim już ponad rok. Odbywają się konsultacje społeczne, mieszkańcy składają wnioski i uwagi.
Myślę, że ten dokument zaczyna nabierać racjonalnego kształtu i pozwoli lepiej powiązać rozwój przestrzenny miasta z jego strategią.
Podczas konsultacji pojawił się ciekawy przykład – teren między obwodnicą miasta a autostradą w pobliżu poligonu. W pierwszej wersji projektu pojawił się pomysł, aby dopuścić tam także zabudowę mieszkaniową.
Tak, rzeczywiście taka propozycja się pojawiła. Na Komisji Rozwoju Miasta uznaliśmy jednak, że nie powinniśmy mieszać funkcji przemysłowych z mieszkaniowymi.
W efekcie zaproponowaliśmy, aby pozostawić tam wyłącznie funkcję usługowo-przemysłową. Ta uwaga została uwzględniona i dziś projekt planu ogólnego przewiduje właśnie takie przeznaczenie tych terenów.

Wizualizacja Trust Investment
Podczas spotkania, w którym również uczestniczyłam, pojawiła się informacja, że terenów przeznaczonych pod mieszkaniówkę jest w Gliwicach bardzo dużo – nawet kilka razy więcej, niż wynika z prognoz demograficznych. Mówiąc obrazowo: wystarczyłoby ich dla miasta znacznie większego niż to, które przewidują prognozy na najbliższe dekady. Z czego to wynika i czy może to być problem?
Wynika to w dużej mierze z historii dokumentów planistycznych. Studium, które obowiązuje dziś, ma prawie dwadzieścia lat. Dwadzieścia lat temu nie było wiadomo, w jakim kierunku miasto będzie się rozwijać. Dlatego zapisano w nim sporo terenów mieszkaniowych. Dziś wiemy już więcej i wiemy też, że część z tych terenów nigdy nie będzie wykorzystana pod zabudowę mieszkaniową. Nie możemy jednak usunąć ich od razu z planu ogólnego. Musimy robić to stopniowo, przy okazji zmian w miejscowych planach zagospodarowania.
W planie ogólnym pojawia się także dopuszczalna wysokość zabudowy przy ulicy Piwnej – nawet do 100 metrów. Czy to oznacza, że takie budynki rzeczywiście mogą tam powstać?
Plan ogólny określa maksymalne możliwe wysokości zabudowy, ale nie oznacza to automatycznie, że takie budynki powstaną. Ostateczne parametry określa dopiero miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Natomiast faktem jest, że kilka lat temu Rada Miasta zgodziła się, aby na części terenów po dawnej hucie mogły powstawać budynki do 100 metrów.
Deweloper złożył petycję w sprawie zmiany planu zagospodarowania dla tego terenu. Rozmawiałam z przedstawicielem inwestora i z jego argumentacji wynika, że kupiono sąsiednią działkę, aby powstał drugi wyjazd z inwestycji. Pojawia się też argument, że jeśli nie będzie zgody na wyższe budynki, inwestor zrealizuje swój projekt inaczej – na przykład budując szerzej, kosztem istniejącej zabudowy. Czy to nie są argumenty, które warto wziąć pod uwagę?
Jeśli chodzi o ten dodatkowy wyjazd, to w praktyce byłby to tylko prawoskręt w stronę centrum. Nie rozwiązałoby to problemów komunikacyjnych, bo cały ruch i tak trafiałby na ulicę Piwną. Poza tym projekt uchwały, który widziałem, jest identyczny z tym, który Rada Miasta odrzuciła ponad rok temu. Nie widzę w nim żadnych zmian, które uzasadniałyby zmianę stanowiska.
Na stosunkowo niewielkim obszarze mogłoby zamieszkać nawet dwa tysiące osób, a teren miałby w praktyce jedną drogę wyjazdową. Poza tym uważam, że wieżowce same w sobie nie są niczym złym, ale powinny powstawać w miejscach do tego odpowiednich – na terenach wolnych od historycznej zabudowy.
Nie chciałbym, aby w starej części miasta powstały budynki, które swoją wysokością dominowałyby nad kościołami czy nad radiostacją.
W naszej zabawie PLUS/MINUS powiedział Pan, że obecnie nie widzi potrzeby referendum w sprawie odwołania prezydent miasta. Doprecyzujmy, że pytamy o to w kontekście niedawnej ankiety telefonicznej, która była przeprowadzona na terenie Gliwic. Rozwinie Pan swoją myśl?
Dzisiaj nie ma powodów, przynajmniej ja nie widzę takich powodów, które byłyby do tego, aby takie referendum się odbyło. Jeżeli takie powody będą i mieszkańcy się na to zdecydują, to jest wola mieszkańców. Zawsze poddajemy się woli naszych mieszkańców. Musimy pamiętać o tym, że referendum może się odbyć nie tylko względem prezydenta miasta, ale również względem Rady Miasta.
Na koniec chciałabym zapytać o debatę publiczną, zwłaszcza w mediach społecznościowych. Pan również jest tam obecny i relacjonuje pracę Rady Miasta, ale widzimy też sytuacje, w których dyskusja zaczyna ocierać się o hejt. Jak Pan to ocenia?
Zawsze byłem przeciwny hejtowi i wchodzeniu w negatywne emocje. Debata jest potrzebna – wymiana poglądów jest konieczna, bo tylko w ten sposób można wypracować dobre rozwiązania. Natomiast w ostatnim czasie pojawiają się elementy, które moim zdaniem bardziej niszczą debatę publiczną, niż ją budują.
Staram się tego unikać i jeśli już zabieram głos, to w formie polemiki, a nie ataku. Bardzo zależy mi na tym, aby dyskusja – także w samorządzie – była przede wszystkim merytoryczna.
Rozmawiała: Adriana Urgacz-Kuźniak
- Więcej terenów inwestycyjnych w mieście? Minus – już jest ich dużo.
- Udział radnych w odbiorach inwestycji finansowanych z pieniędzy miasta? Plus.
- Prototypowanie ulicy Zwycięstwa? Minus.
- Cmentarz dla zwierząt przy cmentarzu centralnym? Minus – w tej lokalizacji.
- Szpital kliniczny w miejsce szpitala miejskiego? Plus – pod warunkiem, że rzeczywiście powstanie.
- Wieżowce na Piwnej? Minus.
- Większa obecność radnych w mediach społecznościowych? Plus.
- Referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta? Na dziś minus. Nie widzę powodów do takiego referendum.
- Zabudowa mieszkaniowa na placu po synagodze? Plus.


Komentarze (0) Skomentuj