Do życia publicznego weszłam dużo szybciej niż do Rady Miasta, bo działałam już od kilku lat społecznie.
Z Agnieszką Filipkowską, radną gliwickiej Rady Miasta, rozmawia Małgorzata Lichecka.

Myślę, że słowem, które bardzo dobrze określa to, kim jesteś, jest słowo „sprawdzam”. W dwóch płaszczyznach: sprawdzam kogoś, na przykład urzędników, coś - na przykład ulice czy place, gdzieś, czyli przeróżne miejsca. To drugie sprawdzam dotyczy ciebie, tego jak ty się sprawdzasz – w aktywności społecznej czy też w życiu publicznym. Zatem- jak to jest z tym sprawdzaniem?
Nigdy nie postrzegałam mojej pracy zawodowej ani aktywności społecznej jako sprawdzania czegoś lub kogoś. Może poza jednym wyjątkiem. W pracy sprawdzam aktualnie kolokwia zaliczeniowe studentów Politechniki Śląskiej. W poprzednich miejscach pracy sprawdzałam wiedzę uczniów na niższych poziomach kształcenia. Niemniej, może faktycznie moja belferska natura przekłada się na inne poziomy życia? W tych innych płaszczyznach staram się po prostu sumiennie wykonywać obowiązki radnej rady miasta i zmieniać naszą przestrzeń publiczną na bardziej dostępną dla każdego. Bo w dostępnym mieście będzie się żyło łatwiej nie tylko mnie, ale i seniorom, rolkarzom czy rodzicom z dzieckiem w wózku. Nie sprawdzam urzędników czy przestrzeni miejskiej ze swojej wredoty, tylko właśnie z powodu chęci zmian. Czy sprawdzam przy tym siebie? Nie. Już nie muszę. Jako świadoma swoich niemałych ograniczeń fizycznych, ale i możliwości psychicznych, kobieta po czterdziestce wiem czego chcę i co mogę osiągnąć, a czego nie. Moja aktywność to nie sprawdzanie siebie, lecz świadome podążanie, nieraz pod prąd, by realizować marzenia, niejednokrotnie nie tylko swoje.

Jesteś także aktywnie obecna w bardzo różnych sferach: od kultury, po miejską gospodarkę. To łapczywość na wiedzę czy bardziej rodzaj zabezpieczenia – żeby nikt ci nie zarzucił, że się nie znasz, że nie doczytałaś. 
Bo nie znam się na wszystkim. Nie ma takiej osoby, która ma wystarczająco dużą wiedzę we wszystkich sferach życia. Stąd często zadaję pytania innym, począwszy od urzędników, po mieszkanki i mieszkańców miasta. Niemniej są obszary szczególnie mi bliskie:dostępność przestrzeni, edukacja, kultura, opieka nad ludźmi, zwierzętami czy zielenią. W dziedzinie zieleni daleko mi do bycia ekspertką, jednak wiem, że to bardzo ważna część ekosystemu potrzebna nam ludziom do zachowania zdrowia fizycznego i psychicznego. Bacznie wsłuchuję się zatem w głosy ekspertów w tej dziedzinie i aktywnie sprzeciwiam się zbędnej wycince drzew.

Do życia politycznego, publicznego wchodziłaś z ufnością ? Czy miałaś obawy? 
Do życia publicznego weszłam dużo szybciej niż do Rady Miasta, bo działałam już od kilku lat społecznie. Wywodzę się z trzeciego sektora, czyli ludzi którzy najczęściej społecznie działają w fundacjach i stowarzyszeniach. Co do Rady Miasta to... miałam wiele obaw. Po pierwsze, nie wiedziałam w jaki sposób mam zrobić kampanię „od drzwi do drzwi” będąc osobą na wózku inwalidzkim. Po drugie, sądziłam, że nasz Ratusz nie ma windy, a to tam odbywają się przecież sesje Rady Miasta. Po trzecie, wiedziałam, że do wypełniania obowiązków radnej będę potrzebować pomocy asystenta, bo nie dam rady sama dotrzeć w dane miejsce, rozebrać kurtki czy robić notatek. Jednak startując w wyborach w 2018 roku szłam z maksymą mojej ulubionej bohaterki filmowej twierdząc, że „pomyślę o tym jutro”. Kampanię zrobiłam roznosząc listy do wyborców, ale i będąc po prostu na ulicy z ludźmi. W Ratuszu spotkała mnie miła niespodzianka- platforma. Moje miejsce na sali sesyjnej dostosowano do moich potrzeb (wymontowano fotel i zmieniono lokalizacje przycisków do głosowania). Popisano też umowę zlecenia z asystentką na czas wypełniania obowiązków służbowych w Radzie Miasta. Jaki z tego morał? Nie należy rezygnować z planów tylko dlatego, że obawiamy się kilku rzeczy.

Powiedziałaś kiedyś, że twoja niesprawność jest atrakcyjna politycznie. Nie martwi cię to?
Kiedy niektórzy politycy i polityczki uaktywniają się w środowisku osób z niepełnosprawnościami? Niestety, wyłącznie przed wyborami. Kiedy część z nich wspiera tych, którzy wymagają wsparcia? Przed wyborami. Nie wypada przecież ich nie wspierać. To stereotyp. Taki sam jak to, że osoby z niepełnosprawnością powinno się traktować lepiej niż innych. Powinno się nas traktować dobrze i z szacunkiem, jak każdego innego człowieka. Niepełnosprawność nikomu nie dodaje szlachetności i dobrego serca, ani nam jej nie odbiera. Całym swoim życiem udowadniam, że nie musi tak być. Od 5 lat, czyli od czasu gdy jestem związana z polityką lokalną, także z tą ogólnopolską, czuję, że przez wielu polityków i polityczki nie jestem już traktowana przez pryzmat wózka. Powoli rośnie grupa tych, którzy patrzą na mnie wyłącznie przez moje zaangażowanie, działalność i pracę. Doceniają to, jaka jestem, a nie jak się poruszam. Niemniej był to długi proces. I nadal trwa.

O czym musiałaś pamiętać startując do rady pięć lat temu, a o czym teraz, mając za sobą bardzo pracowitą kadencję? 
O byciu sobą. Naturalność i otwarcie na ludzi zawsze się obroni.

Czego brakuje Gliwicom? Musisz to wiedzieć, bo obserwujesz, pytasz, zgłaszasz, uczestniczysz, słuchasz uważnie. Nie boisz się także krytyki, a co ważniejsze szukasz kontaktu z ludźmi. Nie każdy radny czy radna tak ma. 
Gliwicom brakuje dyskusji z mieszkańcami. Ich partycypacji, poszanowania społeczników. Brakuje wizji nowoczesnego, zrównoważonego miasta nie tylko pod kątem dużego biznesu, również możliwości rozwoju małych przedsiębiorstw. Mamy dobrze przygotowaną strategię „Gliwice 2040”, jednak od jakiegoś czasu mam wrażenie, że mijamy się z jej realizacją. Biorąc udział w jej tworzeniu widziałam prezentacje ekspertów pokazujące zielone parkingi, podczas gdy u nas betonuje się ogromny plac przed dworcem ścinając tam duże i zdrowe drzewa. Brakuje też miejsca na całodobową opiekę wytchnieniową dla dzieci i osób dorosłych. By móc to zmienić potrzeba nam w radzie więcej ludzi z taką wizją miasta.

Twoje dwa największe sukcesy i twoje dwie największe porażki, jako radnej. 
Największe sukcesy dotyczą środowiska osób z niepełnosprawnościami. To temu środowisku obiecałam wsparcie. To ta grupa mieszkańców nie miała wcześniej reprezentanta, który walczyłby o poprawę ich jakości życia w Gliwicach. Jestem dumna, że to dzięki mnie w parku Chopina powstała huśtawka dla dzieci poruszających się na wózkach. Cieszę się też ogromnie z tego, że zainicjowałam powstanie koszy na plastikowe nakrętki i „maczałam palce” w powstaniu platformy w Szkole Podstawowej nr 8 w Bojkowie, a tym samym do uruchomienia dwóch dostępnych dla osób z niepełnosprawnościami lokali wyborczych. Do tego Gliwice, dzięki mnie i Fundacji NieOdkładalni, mają 7 komfortek dla osób z niepełnosprawnościami. Pobija nas w tym w Polsce tylko Poznań. Co do porażek: nie udało mi się uratować Wilczych Dołów. W porę też nie zareagowałam na obecny stan placu przed dworcem. Przepraszam. Nawet nie podejrzewałam, że będzie on taką pustynią.

Czego możemy się spodziewać po radnej Filipkowskiej? 
Dalszego zaangażowania i pracy. Walki o obniżenie każdego krawężnika. Determinacji w dążeniu do miasta dostępnego dla każdej i każdego, bez względu na stan zdrowia, wiek, płeć czy status społeczny. Dostępnego w sensie architektonicznym, ale i zdrowotnym, finansowym czy komunikacyjnym. Możecie się spodziewać tego, że zawsze mam swoje zdanie i jednocześnie jestem otwarta na dyskusję na merytoryczne argumenty.

ts

wstecz

Komentarze (1) Skomentuj

  • Ewa Dyduła 2024-02-19 17:19:24

    Pani Agnieszko jest Pani mocarzem rodzaju żeńskiego