Na gliwickich ulicach zobaczyć je można przynajmniej dwa razy w roku – na rozpoczęcie i zakończenie sezonu dumnie prezentują się pod PreZero Areną. Ale czy wiecie o tym, że samochody ze Stowarzyszenia Gliwickie Klasyki coraz częściej goszczą na planach filmowych?

Mają za sobą już co najmniej kilkanaście produkcji. Na przykład u Jana Holoubka, gdzie w tle można było dostrzec charakterystyczne polonezy i toyoty corolle, a także w serialu Jan Heweliusz, który swoją premierę będzie miał jesienią. – Do tego projektu zabraliśmy ponad dwadzieścia samochodów. Stare mercedesy, polonezy i inne auta, które miały oddać klimat lat osiemdziesiątych – opowiada Jacek Główczyk, członek Stowarzyszenia.

Od dawna społeczność, od miesiąca stowarzyszenie

Facebookowa grupa Gliwickie Klasyki ma 2,8 tys. obserwujących. Samo Stowarzyszenie Gliwickie Klasyki to grupa około trzynastu osób, które na co dzień łączy jedno – miłość do starych samochodów. Każdy z członków ma kolekcję zabytkowych aut, rzadko jeden egzemplarz. Jacek Główczyk, który sam ma ich kilkanaście, wyjaśnia, że najwięcej klasyków pochodzi z lat 80. – To są samochody naszego dzieciństwa. My, ludzie w wieku czterdziestu paru lat, pamiętamy je z ulic. Skupiliśmy się na nich m.in. dlatego, że przywołują wspomnienia. Mamy jednak też członków mających cały przekrój samochodów amerykańskich, z lat 40-50 oraz 60. - dodaje. 
Klasyki z kolekcji gliwickich pasjonatów - od japońskich toyot i lexusów, przez amerykańskie chevro­lety i cadillaki, po niemieckie BMW czy audi - podziwiać można na zlotach. Nie brakuje też francuskiej motoryzacji – peugeoty z charakterystycznym designem również znalazły swoje miejsce w garażach członków stowarzyszenia. Oczywiście w zlotach biorą udział nie tylko gliwiczanie, ale też kolekcjonerzy i pasjonaci z całej okolicy. - Przyjeżdża regularnie ponad dwieście aut ze Śląska i okolic  – mówi Główczyk.
Kilkanaście samochodów w jednej kolekcji to nie lada wyzwanie. – Trzymam je w różnych garażach. To taka układanka logistyczna – śmieje się Główczyk. Ale od razu dodaje, że to pasja, która wymaga nie tylko miejsca, ale też cierpliwości i pieniędzy.

Samochody, które żyją

Każdy z klasyków wymaga opieki. Wymiany części, renowacji nadwozia, walki z korozją. Ale to nie są auta, które kurzą się w garażu. – Jeździmy nimi, pokazujemy je, czasem trafiają na plany filmowe. Ale żeby tak było, trzeba je pielęgnować – mówi miłośnik klasyków.
Zdobycie części to często przygoda sama w sobie. Oryginały są trudno dostępne, a zamienniki nie zawsze spełniają oczekiwania. Dlatego największą wartością okazuje się sieć kontaktów. – Czasem ktoś na zlocie podejdzie i powie: „Słuchaj, mam w garażu lampy do twojej toyoty”. I nagle okazuje się, że problem rozwiązany. To właśnie w tej społeczności tkwi największa siła – tłumaczy.

Publiczność i emocje

Gliwickie Klasyki regularnie prezentują swoje auta pod PreZero Areną. Rozpoczęcie i zakończenie sezonu to wydarzenia, które gromadzą tłumy. Dorośli z sentymentem patrzą na samochody, które pamiętają z młodości, a dzieci z zachwytem podziwiają ogromne amerykańskie silniki czy błyszczące chromy. – Najwięcej emocji wzbudza rat-rod jednego z naszych kolegów. To samochód złożony z różnych części, specjalnie zostawiony w stanie lekkiej rdzy i patyny. Wygląda, jakby właśnie wyjechał z lat pięćdziesiątych w Stanach. Ludzie uwielbiają takie auta – opowiada Główczyk.
Nie brakuje też emocji mniej przyjemnych. Publiczność bywa ciekawska, a samochody – delikatne. – Pamiętam, jak na jedno z moich aut runęła grupa chłopaków wraz z barierką. Na szczęście skończyło się dobrze, ale w takich momentach serce podchodzi do gardła – wspomina kolekcjoner.
Mimo to właściciele nie chowają aut pod klucz. Wręcz przeciwnie – pokazują je, pozwalają oglądać z bliska. Wiedzą, że właśnie w tym tkwi urok. – Często w trasie ludzie machają, pokazują kciuki, robią zdjęcia. To daje ogromną satysfakcję – mówi Główczyk.

Nie tylko męska pasja

Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że motoryzacja retro to domena mężczyzn, w Gliwickich Klasykach jest także miejsce dla kobiet. – Mamy jedną koleżankę w stowarzyszeniu – mówi Główczyk. – W naszej społeczności są też panie, które na własną rękę jeżdżą klasykami. Jedna z nich prowadzi nawet profil w mediach społecznościowych, gdzie opisuje przygody swojego starego żuka, którego nazwała Heniek. To pokazuje, że ta pasja nie ma płci – dodaje z uśmiechem.
Stowarzyszenie nie tylko organizuje zloty, ale też buduje społeczność, której członkowie dzielą się pasją. – Samochody zabytkowe łączą ludzi. Jedni kupują je, żeby się pokazać, inni dlatego, że je kochają. Ale koniec końców wszyscy spotykamy się na jednym placu i rozmawiamy o tym samym – zauważa Główczyk.

Gdzie je zobaczyć?

Aby być na bieżąco z wydarzeniami organizowanymi przez Gliwickie Klasyki, warto śledzić fanpage tej społeczności. Najbliższa okazja, by zobaczyć stare auta kolekcjonerów na żywo, nadarzy się 21 września – wtedy pod PreZero Areną odbędzie się zakończenie sezonu. Jak zawsze, oprócz aut będzie też atmosfera wspólnego spotkania, rozmów i wspomnień.
A potem? Potem samochody znów wyruszą w trasę – czasem tylko do sąsiedniego garażu, czasem na plan filmowy. Bo choć są już zabytkowe, wciąż mają przed sobą długą i pełną przygód drogę.

Adriana Urgacz-Kuźniak

Fot. Michał Buksa
 

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj