Andrzej, Wojtek i Rafał. Szkolni prymusi właśnie ukończyli 7 klasę. Każdy z nich czuł się już całkiem dorosły, przestawał piszczeć i chrypieć gardłowo, a Wojtkowi nawet mikry wąs się sypnął.

Uznawani byli za kujonów, bo nauka przychodziła im łatwo, zwłaszcza z przedmiotów ścisłych. Wychowani na Minecrafcie i Lego Electronics w garażu ojca Rafała podejmowali nawet próby tworzenia własnych mini-robotów.

Alkohol

Tego dnia postanowili jednak zdjąć z siebie szatę super-uczniów i zaszaleć, jak niegrzeczni chłopcy. Poprosili więc żebrzącego przy sklepie mężczyznę, żeby kupił im butelkę wódki. Oczywiście, wręczyli mu skromną gratyfikację, która wystarczyła na dwa liche piwa. Mężczyzna pieniądze przyjął i odprowadzany czujnym wzrokiem darczyńców, bez refleksji kupił im wysokoprocentowy trunek.
Kilka godzin później, leżących w rowie w upalnym słońcu nieprzytomnych chłopców znalazł pan Franciszek, 70-letni emeryt, który szczęśliwie wybrał się tego dnia na przejażdżkę. W pierwszej chwili mocno się wystraszył - po chwili jednak poczuł nieprzyjemny odór alkoholu połączony z wymiocinami. Przytomnie zadzwonił po pogotowie, być może ratując chłopcom życie.
Medycy szybko postawili ich na nogi, a wezwana na miejsce Policja odstawiła chłopców na Izbę Wytrzeźwień, skąd po kilku godzinach odebrali ich mocno zdziwieni rodzice. Chłopcy będą mieli teraz kłopoty, bo picie w tym wieku podlega pod demoralizację nieletnich, a ich czyn może zostać oddany pod ocenę Sądu Rodzinnego.
*
Ta historia naprawdę wydarzyła się w Gliwicach – choć, dla zasady, zmienione zostały imiona chłopców i niektóre okoliczności.
- Choć w wakacje zgłoszeń o niewłaściwych zachowaniach nieletnich jest mniej, nie oznacza to, że do nich nie dochodzi. W roku szkolnym informują o nich rodzice innych dzieci oraz nauczyciele, czy szerzej – szkoła. W wakacje tego nie ma. Nadzór nad dzieckiem sprawują sami rodzice, którzy – co oczywiste – nie zgłaszają Policji zachowań, które na nich i na ich dzieci mogą ściągać jakiekolwiek kłopoty – wyjaśnia mł. asp. Mateusz Piórkowski z Wydziału Profilaktyki KMP w Gliwicach.

Galerianki

Klasa 7 w jednej z Gliwickich szkół. Trwa wykład o wakacyjnych zagrożeniach. W ławce siedzą dwie piękne nastolatki – bliźniaczki, które skończyły niedawno 17 lat. Wyglądają jak milion dolarów, choć pochodzą z rozbitej i niezamożnej rodziny. Uśmiechają się grzecznie.
- Co będziecie robić, jak skończycie klasę 7? – pyta z ciekawością policjant.
- Poradzimy sobie – mówi jedna z nich.
- Umiemy liczyć, liczymy na siebie – dodaje ze śmiechem druga.
*
- To kolejny temat tabu, o którym się nie rozmawia. Z prostytucją nieletnich nie mamy jednak w Gliwicach problemu, natomiast możemy mówić o tzw. sponsoringu, choć w naszym mieście nie jest to tak bardzo widoczne, jak w innych, dużych ośrodkach. Często w wakacje i weekendy wieczorami w okolice galerii handlowych wysyłane są patrole, które mają za zadanie m.in. kontrolowanie nieletnich. I rzeczywiście – można ich spotkać w sąsiedztwie dużych centrów handlowych czy Rynku, jednak najczęściej nie sprawiają kłopotów – dodaje mł. asp. Mateusz Piórkowski.

Pedofilia

Policjant wymienia jeszcze kilka zagrożeń, na które warto zwrócić uwagę. To przede wszystkim nadal dostępne i siejące spustoszenie w organizmach młodzieży dopalacze. A także kontakty online z obcymi dorosłymi, którzy wykazują duże zainteresowanie sprawami dzieci. Niestety, bywa, że ta znajomość rozwija się tak, jak w przypadku dziewczyny z powiatu gliwickiego.
*
Karolina właśnie ukończyła 6 klasę. Nie poszło jej tak, jak życzyliby sobie tego rodzice, miała więc z nimi „kosę”. Zwłaszcza angielski słabo jej wchodził, co – oczywiście – było winą wrednej nauczycielki.
Tego dnia była szczególnie zła na swoich „starych”, bo postanowili odbierać jej komórkę na 2 godziny dziennie, podczas których miała siedzieć z nosem w monitorze i uczyć się angola. W wakacje! Dobrze – pomyślała – że trafiła na grupę w mediach społecznościowych, w której dzieciaki po angielsku kpią z bumerów. Przynajmniej było trochę bardziej wesoło.
Jeszcze weselej zrobiło się, gdy napisał do niej Artur. Był starszy – nie ukrywał tego – ale jakże inny od znanych jej zgredów. Sam śmiał się z ich zacofania. Rozumiał, jak to jest być młodym. Czuła, że ma w nim prawdziwe wsparcie. Chciała go poznać i miała na to szansę, bo Artur zaprosił ją do siebie, do Gdyni.
Choć z angielskim była na bakier, Karolina była dość sprytną dziewczyną. Wiedziała, że wyślą za nią „list gończy”. Szybko jednak znalazła przyszywaną ciocię, której opowiedziała bajeczkę o wykorzystywaniu przez ojca i ucieczce w bezpieczne objęcia babci mieszkającej nad morzem. 40-letnia kobieta uwierzyła, a podróżując z nią, Karolina nie zwracała niczyjej uwagi.
Na swoje… szczęście, nie „posprzątała” wiadomości w laptopie. Rodzice zgłosili zaginięcie na Policję, a ta szybko znalazła Artura. Okazał się nim 50-latek, taki łysy pan z brzuszkiem, co to gustuje w młodych dziewczynach. Na Karolinę funkcjonariusze czekali na dworcu. Oddali ją bezpieczną w ręce rodziców.

Adriana Urgacz-Kuźniak
 

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj