Dociekliwy i precyzyjny pracoholik z zamiłowaniem do muzyki i motocykli. - Nie lubię hipokryzji, ludzi nieszczerych, stawiających PR na pierwszym miejscu oraz takich, którzy nie szanują innych – mówi. - Cenię pracowitość, poczucie obowiązku i humoru oraz dystans do własnej osoby. Dużo wymagam od siebie i innych.

Dzieciństwo i młodość spędził w Czerwionce-Leszczynach. – To były czasy, kiedy nie siedziało się w domu, a całe dnie spędzało na zewnątrz – opowiada. – Penetrowaliśmy okoliczne lasy i hałdy, najpierw na rowerach, a jak nieco podrośliśmy na małych motocyklach. Zawsze uwielbiałem się wspinać, więc  robiliśmy konkursy, kto wdrapie się na najwyższe drzewo.

  Z nauką nigdy nie miał problemów i po podstawówce zaczął naukę w prestiżowym rybnickim liceum im. Hanki Sawickiej. - Szybki wydoroślałem i w zasadzie już w drugiej klasie wiedziałem, że będę lekarzem - przekonuje. - Na studia dostałem się po dwóch latach przygotowań w Pałacu Młodzieży w Katowicach, jeżdżąc trzy razy w tygodniu na popołudniowe zajęcia przygotowawcze na medycynę. Kiedy już miałem indeks, nie chciałem tego zepsuć. Pochodzę z rodziny bez lekarskich tradycji i nikt nigdy niczego mi nie narzucał. Z domu wyniosłem zasadę - nieważne co robisz, rób to dobrze. I tak jest, zawodowo czy prywatnie. Nie lubię po prostu marnować czasu, życie jest zbyt krótkie.

  Studia na Śląskim Uniwersytecie Medycznym wspomina z sympatią, choć jak twierdzi uczelniany kampus umiejscowiony był w nieciekawym miejscu (w Zabrzu-Rokitnicy – red.). – Nauki było mnóstwo, ale znajdowaliśmy też czas na rozrywkę – wraca pamięcią. - Tej szukaliśmy najczęściej w Katowicach lub Gliwicach, bo w Zabrzu jej nie było. Pamiętam czwartkowe wypady do nieistniejącej już dyskoteki Bravo przy ul. Chorzowskiej w Gliwicach i kultowe na tamten czas tzw. Rockoteki oraz bardzo fajne koncerty, na przykład Kultu. Zresztą muzyka wciąż mi towarzyszy. Lubię mocne brzmienia. Wychowałem się na „Wielkiej Czwórce z Seattle” , czterech zespołach, które były filarami gatunku muzycznego grunge w latach 90.: Nirvana, Pearl Jam, Alice in Chains i Soundgarden. Na studiach wciąż pasjonowałem się motocyklami. Wtedy kupiłem swoją pierwszą poważną maszynę - motocykl Suzuki DR Big. Dziś mam trzy: dwie Hondy i Vespę. W sezonie jeżdżę nimi do pracy.

Tę od niemal ćwierćwiecza świadczy w oddziale urologii Szpitala Miejskiego nr 4 w Gliwicach, gdzie od 15 lat pełni funkcję ordynatora. Pracę łączy z nauką… w szkole muzycznej w Tarnowskich Górach, gdzie mieszka. - To jest ciekawa historia – opowiada. – Kilka lat temu pozyskaliśmy w szpitalu robota i uznałem, że potrzebuję poprawić koordynację mózgowo-ruchową. Zapisałem się więc na naukę gry na gitarze. Proszę wyobrazić sobie, że zadziałało! Łączę więc miłe z pożytecznym (śmiech). Kiedy jadę na wakacje zawsze zabieram ze sobą gitarę i ćwiczę sprawność manualną oraz koordynację ruchową.    

Poznajcie ulubione miejsca doktora Andrzeja Kupilasa, ordynatora oddziału urologii i urologii onkologicznej Szpitala Miejskiego nr 4 w Gliwicach. 

 

Andrzej Kupilas: 

 

Lat 48. Doktor nauk medycznych z 23-letnią praktyką lekarską. Ordynator oddziału urologii i urologii onkologicznej Szpitala Miejskiego nr 4 w Gliwicach, specjalista urolog, absolwent Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Za pracę doktorską otrzymał nagrodę od Polskiego Towarzystwa Urologicznego. Dotyczyła operacji organooszczędzających w schorzeniach nowotworowych nerek. Zainteresowanie zawodowe: urologia onkologiczna, zastosowanie systemów robotowych w urologii. Jego hobby to szeroko rozumiany outdoor. W przeszłości uprawiał wspinaczkę, aktualnie preferuje inne aktywności górskie (trekking, ferraty, narciarstwo). Uwielbia jazdę na motocyklu w każdym wydaniu. Fan muzyki, szczególnie jej mocnego brzmienia. Prywatnie szczęśliwy mąż (z żoną, którą poznał na studiach, dzieli pasję do medycyny) oraz ojciec dwóch wspaniałych córek (w trójkę szkolą się wokalnie w szkole muzycznej).

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj