18 sierpnia 1959 roku w „Nowinach Gliwickich” pojawił się artykuł, który informował o makabrycznej zbrodni dokonanej w jednej z dzielnic Gliwic - Sośnicy. Miejsce to zamieniło się w scenerię rzezi dokonanej na 41-letniej Mariannie Judzie przez jej własnego męża - Bolesława Judę. Brutalność czynu i fakt próby ukrycia zwłok wstrząsnęły lokalną społecznością. Proces był głośny, a wyrok - bezlitosny.

Gdzie jest nasza Marianna? 

Wszystko zaczęło, gdy w sobotnią noc - 15 sierpnia 1959 roku Komenda Miejska MO w Gliwicach została poinformowana o tajemniczym zaginięciu 41-letniej Marianny Judy, mieszkanki Sośnicy, która 12 sierpnia ostatni raz widziana była przez swoich sąsiadów. Od tamtej pory nikt, z zamieszkałej przez nią ulicy Ignacego Chodźki 26, nie widział kobiety. Sąsiedzi zmartwieni nieobecnością lubianej i zawsze życzliwej dla nich sąsiadki, podejrzliwie zaczęli patrzeć na jej męża Bolesława Judę, który w Sośnicy nie miał opinii ani dobrego człowieka, ani męża. 

Przemoc ponad miłość

43-letni Bolesław Juda był bezrobotnym mieszkańcem Sośnicy, od kilkunastu lat mieszkającym wspólnie z dwa lata od siebie młodszą żoną - Marianną. Wśród okolicznych mieszkańców, którzy go znali, miał opinię alkoholika i awanturnika. Kłótnie i sprzeczki w domu Państwa Judów były codziennością. Gdy mężczyzna za dużo wypił stawał się agresywny i wyładowywał się na żonie, która nie potrafiła się obronić. Sąsiedzi wielokrotnie byli świadkami przemocy, jakiej z rąk męża doświadczała 41-latka. Zza ściany mieszkania państwa Judów częściej dawały się słyszeć krzyki i wrzaski, niż życzliwa rozmowa. Zaprzyjaźnieni z Marianną sąsiedzi obawiali się o zdrowie i życie swojej znajomej, gdyż pijany i tym samym agresywny Bolesław Juda budził postrach wśród mieszkańców ul. Chodźki. Więc, gdy sąsiedzi od dłuższego czasu nie byli w stanie zobaczyć się z Marianną, ich podejrzenia od razu skupiły się na jej mężu. 

Żonobójca, czy niewinny człowiek? 

Takim samym tropem podążyli milicjanci zaalarmowani zgłoszeniem o zaginięciu kobiety. Pierwszym i jedynym podejrzanym w sprawie był Bolesław Juda. W udowodnieniu mężczyźnie niewinności nie pomagał fakt, iż zjednoczeni w poszukiwaniach Marianny sąsiedzi, nie zamierzali ukrywać przed milicją agresywnego zachowania swojego sąsiada. Opowiedzieli funkcjonariuszom o tym, jak Bolesław znęcał się nad żoną, która sama nie była w stanie odeprzeć żadnych z jego ataków. Ten trop posłużył milicjantom do wysnucia teorii, że być może za zaginięciem Marianny Judy stoi jej własny mąż. Zeznania sąsiadów nie pozostawiały złudzeń - Bolesław byłby według nich zdolny odebrać życie swojej żonie. 

Szokujące wyznanie 

Zbrodnia ujrzała światło dzienne, kiedy kilka dni po tym, jak Marianna ostatni raz była widziana, do Komendy MO w Gliwicach zgłosił się pan Brunon W., również zamieszkały przy ul. Chodźki 26. Mężczyzna poinformował Milicję, że jego sąsiad - Bolesław Juda prosił go o pomoc przy zakopaniu zwłok żony, oferując mu zapłatę za tę „usługę”. Brunon W. zaskoczony prośbą odmówił i natychmiast udał się do Komendy MO podzielić się z milicjantami tą informacją. Funkcjonariusze podejrzewając, że Bolesław Juda może mieć wiedzę na temat miejsca pobytu żony, w tamtym momencie dostali dowód na potwierdzenie swoich przypuszczeń. Bolesław nie tylko był zamieszany w zaginięcie swojej żony, ale jako jedyny posiadał wiedzę na temat tego, co tak naprawdę wydarzyło się tragicznego dnia - 12 sierpnia 1959 roku. 

Makabryczne znalezisko w komórce

Milicjanci po złożeniu przez Brunona W. obciążających Bolesława Judę zeznań, natychmiast udali się na ulicę Chodźki 26. Tam, dokonując dokładnej rewizji mieszkania, pod deskami, w komórce odkryli zmasakrowane zwłoki 41-letniej Marianny. Wraz z tym odkryciem niezwłocznie aresztowano Bolesława Judę. Mężczyzna początkowo nie przyznawał się do winy, jednak po przedstawieniu przez funkcjonariuszy obciążających go dowodów wyjawił, że to on pozbawił życia swoją żonę. Z jego zeznań i słów sąsiadów, którzy w dniu tragedii widzieli Bolesława, wyłaniał się prawdopodobny przebieg zbrodni, która po wyjściu na światło dzienne, na zawsze odcisnęła piętno na życiu lokalnej społeczności. 

„Żona poszła spać”

W dniu tragedii, 12 sierpnia 1959 roku, około godz. 20, Marianna Juda wróciła do domu z pracy. Jako, że jej mąż nie pracował, przebywał w tamtym momencie przed domem, gdzie odbywał rozmowę z sąsiadami. Marianna udała się do mieszkania, a tuż za nią podążył jej mąż. Po zamknięciu drzwi mieszkania małżeństwa Judów, dały się słyszeć odgłosy kłótni i głośnych uderzeń. Zaniepokojeni sąsiedzi próbowali dostać się do mieszkania, by sprawdzić, czy nic nie stało się kobiecie, której donośne krzyki zaalarmowały ludzi wokół. Wtedy z mieszkania wyszedł Bolesław i oznajmił, że wszystko jest w porządku, a jego żona poszła spać. Sąsiadów te zapewnienia nie uspokoiły, tym bardziej, że na ponowne spotkanie mężczyzna wyszedł w czystej koszuli. Od tamtego momentu mieszkańcy ulicy Chodźki 26 żyli w zgrozie, bojąc się o własne bezpieczeństwo. 

Trzy wersje prawdy

Podczas rewizji w mieszkaniu Judów znaleziono koszulę, którą Bolesław miał na sobie wchodząc do mieszkania. Widniały na niej plamy krwi, które - jak wykazały badania, - należały do zamordowanej kobiety. Podczas dochodzenia Juda trzykrotnie zmieniał zeznania. Najpierw twierdził, że jest niewinny. Później przyznał się do zabójstwa mówiąc, że działał w obronie własnej, bowiem żona chciała go uderzyć żelazkiem do prasowania. Za trzecim razem Juda wyjaśnił, że uderzył ją dwukrotnie żelazkiem i gdy widział, że „daje jeszcze oznaki życia”, podciął jej gardło nożem kuchennym. Sekcja zwłok znalezionych w komórce mieszkania Judów, wykazała, że Marianna otrzymała kilkanaście uderzeń pięściami oraz szereg ran ciętych szyi nożem kuchennym. Ponadto, w wyniku trzykrotnego uderzenia kobiety żelazkiem w tył głowy, Marianna doznała pęknięcia czaszki i uszkodzenia mózgu. Kobieta zmarła na skutek wykrwawienia i odniesionych obrażeń. 

Życie za śmierć? 

Na wyrok w sprawie brutalnego morderstwa Marianny Judy trzeba było poczekać. Dopiero 18 lutego 1960 roku, na ławie oskarżonych zasiadł żonobójca z Sośnicy. Po sformułowaniu przez Prokuraturę Powiatową w Gliwicach aktu oskarżenia, Bolesławowi Judzie postawiono zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Oskarżyciel publiczny - mgr Jerzy Herman domagał się kary śmierci, zwracając uwagę na bezduszność sprawcy. Sąd pod przewodnictwem sędziego mgr Kokowskiego skazał żonobójcę na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Prokurator Jerzy Herman zapowiadał złożenie rewizji od wyroku do Sądu Najwyższego. Ta kara, choć dotkliwa dla sprawcy, pozostawiła niedosyt wśród mieszkańców, którzy za tak bestialski czyn domagali się dla sprawcy tego samego, czego w ostatnich chwilach swojego życia doświadczyła Marianna Juda. Choć od zbrodni minęło ponad 60 lat, makabryczność tych wydarzeń na długo wyryła się w pamięci mieszkańców Sośnicy i pozostawiła wciąż wybrzmiewające przy takich zbrodniach pytanie, czy można było temu zapobiec?

Milena Miller

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj