W lipcu 2013 roku w „Nowinach Gliwickich” pojawił się artykuł o zbrodni z Łabęd. Nie tylko porażała ona swoim okrucieństwem, ale ze względu na motywy sprawców, do dziś zasługuje na szczególne potępienie. Grupa trzech młodocianych sprawców ze skutkiem śmiertelnym pobiła 15-letniego Dawida Łukjana za… lepsze ubrania. Nie tylko dziwiła skala brutalności, ale również wyroki jakie otrzymali oprawcy nastolatka. Sprawę tę Redakcja opisywała przez kolejne lata. 

„Wrócę jutro”

17 lipca 2013 roku 15-letni Dawid Łukjan spędzał czas na kąpielisku ze swoim najlepszym przyjacielem, Szymonem. Tego dnia miał też zaplanowaną nockę u kolegi na działce w Łabędach. Po czasie spędzonym nad wodą, wrócił do domu, tam zjadł i się przebrał. Na pożegnanie zawołał do mamy „Do jutra” i wyszedł. Pojechał w stronę Łabęd, w okolicę ul. Klasztornej, na działkę Szymona. Wieczorem, ok. godz. 19.30, chłopcy wraz z dwiema koleżankami wzięli ze sobą psa i poszli na spacer. Nieopodal, na boisku znajdowała się grupa chłopaków, która znała Dawida i dowiedziawszy się, że nastolatek jest w okolicy, postanowiła zaprzestać gry w piłkę i udać się na konfrontację.

Otoczyli i bili, aż upadł

W pewnym momencie Dawid z grupą znajomych usłyszeli krzyki i zauważyli podbiegających w ich kierunku czterech nastolatków, którzy szykowali się do walki. Otoczyli chłopaka, tym samym pozbawiając go możliwości obrony i wsparcia ze strony przyjaciół. Trzej sprawcy zaczęli okładać i kopać ofiarę. Dawid, który nie był konfliktowy i nigdy się nie bił, nie potrafił się obronić. Bandyci zadawali mu ciosy, przed którymi nastolatek zasłaniał twarz i próbował się wycofywać. Oprawcy jednak nie zamierzali poprzestać. Nie tylko mieli przewagę liczebną nad bezbronnym 15-latkiem, ale również siłową - jeden z oprawców trenował od dłuższego czasu sztuki walki. 

W pewnym momencie Dawid dostał mocny cios w szyję, po którym się przewrócił i już nie wstał. Wtedy sprawcy się przestraszyli i uciekli z miejsca, w którym doszło do ataku. Na łące został tylko jeden z nich - 18-letni Marek O., ten który trenował sztuki walki. Kiedy na miejscu zjawili się rodzice Szymona, sprawca próbował pomagać w reanimacji, jednak ta nie przyniosła zamierzonych rezultatów. Na miejscu zjawiła się także mama Dawida, jednak służby medyczne nie pozwoliły jej podejść do syna. Po chwili zawiadomiły zrozpaczoną matkę o śmierci nastolatka. Kobieta płacząc, ściskała buty syna. Ojciec Dawida po dotarciu na miejsce nie mógł uwierzyć w to, co się stało, nie był w stanie sam wrócić do domu.
Policja szybko namierzyła pozostałych sprawców, którzy ukryli się na pobliskich ogródkach działkowych. Byli to: 16-letni Marcin S., 17-letni Patryk Sz. i 15-letni Adam C. Później, w trakcie śledztwa, z udziału w pobiciu wykluczono Marcina S., który nie brał czynnego udziału w zbrodni, jedynie przyglądał się z bliska. 

Jeden cios odebrał życie

Pierwsza z wykonanych sekcji zwłok Dawida wykazała, że zmarł on na skutek pęknięcia tętniaka mózgu. Rodzina i znajomi byli oburzeni i zszokowani taką diagnozą, tym bardziej, że sprawcom postawiono jedynie zarzut pobicia, mimo, że atak był tak brutalny, że Dawid zmarł na miejscu. Druga, rozszerzona sekcja zwłok była zgoła inna. Przeprowadzone badanie histopatologiczne wykazało, że Dawid nie miał tętniaka, a bezpośrednią przyczyną śmierci był rozległy krwotok, powstały na skutek silnego uderzenia, w którym uszkodzono tętnicę mózgu. Po tej sekcji zmieniono kwalifikację czynu z pobicia na pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Zarzuty te postawiono trzem sprawcom - Markowi O., Patrykowi Sz. i najmłodszemu z nich, 15-letniemu Adamowi C. To właśnie on miał zadać śmiertelny cios, był najsilniejszy i uznawany w grupie za przywódcę. Ze względu na wiek, miał odpowiadać przed sądem dla nieletnich.

Podczas procesu Patryk Sz. nie przyznawał się do brutalnego pobicia, twierdził, że jedynie szturchał Dawida. Marek O. natomiast zapewniał, że przed pozostałą dwójką sprawców bronił 15-latka, jego zdaniem śmiertelny cios padł ze strony Adama C., który w tamtym momencie miał wykazywać się największą agresją. Jednak koledzy Adama winą za śmierć Dawida obarczali Marka O. Ostatecznie nie wyjaśniono, który ze sprawców zadał śmiertelny cios. Przed salą sądową żaden ze sprawców zdawał się nie wykazywać skruchy. Oskarżeni śmiali się w twarz rodzicom Dawida.

Wyrok za wpis na portalu

W trakcie prowadzenia śledztwa motyw ataku na Dawida nie był jasny. Rodzina spekulowała, że mogło chodzić o wpis na Facebooku, w którym Dawid odpowiedział na posta koleżanki. Miała się chwalić, że dostała jedynkę w szkole, co chłopak skomentował słowami, że należało się uczyć. Koledzy dziewczyny i tym samym sprawcy chcieli dać Dawidowi nauczkę, postraszyć go. Jak twierdzili podczas zeznań, nie planowali pozbawić go życia. W trakcie procesu pojawił się również temat „zakanału” - miejsca w Łabędach, za Kanałem Gliwickim, określanego tak przez mieszkańców tej dzielnicy. Dawid nie był z tej części Łabęd i to miało być dla sprawców wystarczającym powodem do ataku. Jeszcze inna teoria głosiła, że lepszy wygląd i ubiór chłopaka oraz fakt, że jeździł na motocyklu sprawił, że zazdrośni nastolatkowie chcieli rozprawić się z Dawidem. Żaden jednak z tych powodów nie zdawał się przekonywać prokuratury, tym bardziej, że podczas procesu wyszło na jaw, że najstarszy ze sprawców - Marek O. nawet nie znał Dawida. 18-latek chcąc zyskać uznanie w grupie, nie zamierzał odmówić udziału w konfrontacji. 

Proces, który trwał za długo

Podczas procesu, rok po tragicznym zdarzeniu, Marcin S., któremu nie postawiono zarzutów w związku ze śmiertelnym pobiciem Dawida, zeznawał w roli świadka. Wielokrotnie plątał się i zmieniał zeznania. Wcześniej twierdził, że bili wszyscy trzej oskarżeni, później jednak całkowicie wybielał Patryka Sz. i Adama C., przekonując, że to Marek O. był głównym sprawcą ataku. Dużym błędem prokuratury był brak wystosowanego do sądu wniosku o tymczasowy areszt dla sprawców. W trakcie postępowania sądowego oskarżeni cały czas przebywali na wolności, spotykali się i tym samym mogli wpływać wzajemnie na swoje zeznania. W sprawie przesłuchano również kolegę Dawida, Szymona, bezpośredniego świadka zdarzenia, jego mamę, która po zaalarmowaniu przez syna natychmiast zjawiła się na miejscu oraz lekarza z karetki pogotowia.

Postępowanie sądowe zostało jednak przełożone ze względu na zaawansowaną ciążę adwokatki jednego z oskarżonych - Patryka Sz., która miała także bronić Adama C. W tym samym czasie Sąd przychylił się do wniosku obrońcy o zwolnienie Patryka Sz. z uczestnictwa  w kolejnych rozprawach, ponieważ ten planował podjąć pracę. Kolejny raz rozprawę przełożono, kiedy Marek O. zdawał maturę. Kiedy oskarżeni korzystali z przywilejów na wolności, bliscy Dawida wciąż czekali na sprawiedliwość. 

Sprawiedliwość, czy kpina?

18 kwietnia 2015 roku Sąd Okręgowy w Gliwicach wydał wyroki. Uznał Marka O. i Pawła Sz. za winnych. Pierwszego z nich skazał na karę dwóch lat pozbawienia wolności, drugiego na karę jednego roku i sześciu miesięcy w zawieszeniu na okres próbny pięciu lat. W tym czasie oskarżony miał znajdować się pod dozorem kuratora. Od sprawców zasądzono też zadośćuczynienie na rzecz rodziców Dawida - 25 tysięcy złotych od Marka O. i 15 tysięcy złotych od Patryka Sz. Adam C. trafił do zakładu poprawczego, choć… wcale nie z powodu sprawy Dawida. 
Mało brakowało, by najmłodszy ze sprawców w ogóle nie poniósł odpowiedzialności. Biegła psycholog badająca 15-latka stwierdziła, że Adam C. się resocjalizuje i wie, że popełnił błąd. W takie tłumaczenia jednak nie wierzyli bliscy Dawida, tym bardziej, że zanim zapadł wyrok dla Adama C., ten zdążył pobić kolejnego chłopaka w Łabędach i grozić siostrze Dawida. Dopiero to sprawiło, że nastolatka umieszczono w zakładzie poprawczym. 
Od wyroku odwołali się zarówno obrońcy oskarżonych, jak i rodzina Dawida. Akta sprawy trafiły do Sądu Apelacyjnego w Katowicach. 

Jedna chwila, wieczna strata 

Kilka dni temu minęło 12 lat od śmierci Dawida Łukjana. Od jego ostatnich słów „do jutra”, które dla niego nigdy nie nadeszło. Dawid zginął w wieku piętnastu lat, pobity przez rówieśników za wygląd, za słowa w komentarzu, za zazdrość. Sprawcy, którzy śmiali się rodzicom Dawida w twarz przed procesem, dostali wyroki, które nigdy nie oddadzą tego, co stracili najbliżsi chłopca. Pamięć o Dawidzie powinna przypominać wszystkim, jak łatwo zwykła zazdrość i młodzieńcza agresja mogą zamienić się w tragedię, która zrujnuje życie wielu osób na zawsze. 

Milena Miller
 

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj