Nie planował tego, nie zgłaszał się do programu i – jak sam przyznaje – nie uważa się za wybitnego znawcę muzyki. A jednak Marek Węgorzewski z Knurowa pojawił się w charytatywnym odcinku programu „Jaka to melodia” i… wygrał. To nie pierwsza obecność Knurowianina w telewizji. Jest tam zapraszany jako człowiek mocno zaangażowany w swoją pasję.

Od autografów do telewizji

Zaproszenie do udziału w programie pojawiło się zupełnie niespodziewanie. Na początku listopada zadzwoniła do niego osoba z produkcji z pytaniem, czy byłby zainteresowany występem w odcinku poświęconym autografom. To właśnie kolekcjonowanie podpisów znanych osób jest bowiem jego wielką pasją – pasją, o której potrafi opowiadać godzinami i która zaprowadziła go już wcześniej do telewizji śniadaniowej. Tym razem jednak doszedł jeszcze jeden argument: odcinek miał charakter charytatywny. – Gdy wiadomo, że pieniądze mogą komuś pomóc, człowiek zupełnie inaczej na to patrzy – mówi.

Nagrania odbywały się w Warszawie i trwały kilka godzin. Ze sobą do stolicy Knurowianin zabrał najcenniejsze autografy muzyków, z kolekcji liczącej obecnie ponad 40 000 sztuk. Choć atmosfera była życzliwa, stresu nie dało się uniknąć. – Przed telewizorem niemal każdy czuje się jak mistrz, ale w studiu wszystko wygląda inaczej – przyznaje z uśmiechem. Emocje były widoczne, ale nie przeszkodziły w dobrej grze. W finale pojawił się moment zawahania przy jednym z tytułów, jednak ostatecznie intuicja i drugie odsłuchanie zrobiły swoje. Marek Węgorzewski program wygrał!

W rywalizacji towarzyszyli mu Magdalena Deuar-Partyka, grafolożka i autorka książki "Pismo jak odcisk” oraz Andrzej Krzywy, muzyk znany z zespołu De Mono. Rozmowa szybko zeszła także na temat relacji artystów z fanami. – Dla wykonawców rozdawanie autografów bywa męczące, zwłaszcza po długich koncertach, ale to właśnie fani są powodem, dla którego mogą robić to, co robią – podkreśla Węgorzewski. Jak dodaje, Andrzej Krzywy dał się poznać jako osoba otwarta i serdeczna. Zresztą, Knurowianin nie pierwszy raz spotkał się z muzykiem, a każda rozmowa z nim pozostawiała pozytywne wspomnienia.

Udział w programie był dla Marka Węgorzewskiego kolejną przygodą z mediami, ale nie zmienił jego codzienności. Od 14 lat pracuje jako listonosz i – jak mówi – na razie nie planuje rewolucji. Jeśli pojawią się kolejne zaproszenia do telewizji, chętnie je przyjmie, bo daje mu to możliwość opowiadania o swojej pasji.

Autografy kocha od dzieciństwa

Marek Węgorzewski gościł już na łamach Nowin Gliwickich. Kilka lat temu rozmawiał z nim redaktor Andrzej Sługocki. Knurowianin wrócił wtedy do wspomnień z dzieciństwa. Gdy miał osiem lat, wysłał prośbę o autograf do piłkarza Jana Furtoka, ówczesnego zawodnika HSV Hamburg, którego zdjęcie zobaczył w niemieckim magazynie sportowym. Po miesiącu w jego skrzynce pojawiła się odpowiedź – podpisane zdjęcie – i to wydarzenie zapoczątkowało jego zainteresowanie autografami.

Z chwili, w której otrzymał swój pierwszy autograf, Marek pamięta niemal wszystkie szczegóły: siedział przy stole, jadł obiad, gdy listonoszka wręczyła mu korespondencję z Niemiec. Stało się to początkiem wieloletniej przygody. Kolekcjonowanie podpisów szybko stało się rutyną – w 1992 roku jako ośmiolatek wysłał już kilkaset listów, głównie do sportowców, a potem stopniowo rozszerzał krąg osób, do których pisał, sięgając także po aktorów i muzyków.

Zbieranie autografów przez lata zmieniało swój charakter. Początkowo opierało się niemal wyłącznie na korespondencji, z czasem jednak pojawiły się także spotkania i okazje do bezpośrednich rozmów. To wtedy kolekcja zaczęła nabierać nowego wymiaru. Z czasem pasja przestała być jedynie prywatnym hobby. Kolekcja Marka Węgorzewskiego była prezentowana publicznie, m.in. podczas wystaw, gdzie można było zobaczyć nie tylko same podpisy, ale też skalę przedsięwzięcia i konsekwencję, z jaką była budowana przez lata.

Adriana Urgacz-Kuźniak

fot. Agnieszka Paszyńska

 

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj