Tegoroczna Noc Muzeów w Wilczej obchodzona była w starych zabudowaniach gospodarskich jednego z mieszkańców. To tam znajduje się prywatne muzeum, stworzone z miłości do przedmiotów i historii – tej codziennej, rodzinnej, śląskiej. Poznajcie pana Erwina Sapika – kustosza z zacięciem, który gromadzi skarby przeszłości.

Od znaczków po strażackie busiki

Miłość do zbierania pojawiła się u pana Erwina bardzo wcześnie.
– Cały czas mi się podobało zbierać – mówi z uśmiechem, piękną śląszczyzną. – Zacząłem od komunii, a może i jeszcze wcześniej – dodaje z rozbrajającą szczerością. Na początku zbierał to, co każdy chłopak: znaczki, monety, później medale od dziadka. Przechowywał swoje skarby nie w gablotach i nie klasterach, tylko w słoikach. – Bo to nie było tak, jak teraz, że do każdego znaczka i monety jest album – śmieje się pan Erwin.

Z czasem przedmiotów przybywało. Rodzina, sąsiedzi, znajomi zaczęli przynosić swoje „klamory” – rzeczy, które kiedyś coś znaczyły, a dziś już nie pasowały do nowoczesnych domów, za to mogły wzbogacić kolekcję pana Erwina. – A ja mam jeszcze w domu to, a ja mam tamto – mówili. No to przynosili. A ja chętnie przyjmowałem, bo szkoda było wyrzucić – wspomina.
Przełom przyszedł w 2010 roku, kiedy zlikwidował swoje gospodarstwo. - Budynki przeznaczyłem na muzeum. Zaczęliśmy remontować i 1 września 2011 roku było otwarcie. Już jako muzeum – Klamory u Erwina – opowiada.

Nowiny Gliwickie były na tym otwarciu. Dziś to miejsce jest prawdziwą kopalnią historii – nie tej oficjalnej, podręcznikowej, ale codziennej. Takiej, która mówi o ludziach. I o tym, jak żyli.

Tu się dotyka przeszłości

Od typowego muzeum „Klamory u Erwina” odróżnia możliwość żywego kontaktu ze zbiorami. – W muzeum jak dotknie się eksponatu, to alarmy dzwonią, a u mnie można włożyć maskę gazową na głowę, przymierzyć, pooglądać – mówi z dumą kustosz. Tu naprawdę można poczuć historię – nie przez szybę, ale w dłoniach. Obejrzeć od środka stary kask strażacki, przymierzyć wojskową czapkę, wziąć do ręki starą lalę czy nakręcić zabytkowy budzik. 

Tak. Tematyka ekspozycji jest bardzo szeroka: rowery, wojenne medale, kuchenne naczynia, zabawki, sprzęty rolnicze, śląskie narzędzia codzienności. Niektóre z nich są kupione, inne podarowane. – Jak ktoś mi coś podaruje, to wpisuję go do zeszytu, jako darczyńcę – mówi pan Erwin. Spisu całości nigdy nie robił – trudno zliczyć tysiące przedmiotów, z których każdy coś znaczy.

Ale nie tylko liczby się tu liczą. Wiele z tych przedmiotów ma swoją historię. Najbardziej osobista? Porcelanowa figurka małego Jezusa. – Lata w rodzinie, chyba od osiemnastego wieku. Jeszcze od pradziadka jest. Zachowała się. Mam do niej sentyment... – mówi cicho.

Nie narzeka na brak gości

Do muzeum pana Erwina można przyjść „z ulicy”, jednak lepiej się zapowiedzieć, by mieć pewność obecności gospodarza. Co ciekawe, zainteresowanie muzeum jest całkiem spore. Co roku przychodzą dzieci z lokalnych przedszkoli i szkół. W Noc Muzeów było ok. 70 zwiedzających. Mieli oni okazję nie tylko zapoznać się ze zbiorem, ale także wysłuchać wykładów dwóch prelegentów: Michała Mirosa, który opowiedział o śląskim Ikarze – Antonim Gabrielu oraz Piotra Grunwalda, który zaprezentował kolekcję traktorów i maszyn rolniczych z Silesia Traktor. – Zwiedzający siedzieli do trzeciej w nocy! – nie ukrywa zadowolenia pan Erwin.

Czego życzyć kustoszowi z Wilczej?

- Wrogów chciałbym się pozbyć – mówi z uśmiechem pan Erwin.
- Jakich? – pytam, choć czuję pod skórą, że odpowiedź nie będzie dotyczyć sąsiadów.
 - Moi wrogowie, to pająk, kurz i rdza – pan Erwin wybucha śmiechem. Po chwili dodaje – No, można mi życzyć, żebym miał mniej sprzątania.  
Zachęcamy do tego, abyście na własne oczy przekonali się, co kryje się wśród „Klamorów Erwina”. Jego Małe Muzeum mieści się w Wilczej przy ul. Karola Miarki 59. Zanim odwiedzicie kustosza, zadzwońcie: 513 333 126.

Adriana Urgacz-Kuźniak