Ten rok był bardzo urodzajny. Idealny, by spełnić marzenie o własnej farmie dyniowej. Stworzyli ją Dorota i Łukasz Kołodzieje, w Sośnicowicach przy ul. Styczyńskiego 13. Niewielka, rodzinna farma dyniowa jest otwarta dla odwiedzających. Przyciąga mieszkańców okolicy nie tylko widokiem setek pomarańczowych dyń, ale też atmosferą, która przypomina dawne czasy – kiedy na wsi wszystko robiło się wspólnie, bez pośpiechu i z myślą o innych.

– Nie ukrywam, że to było moje marzenie – mówi pani Dorota Kołodziej, pomysłodawczyni farmy. – Mamy gospodarstwo, uprawiamy ziemniaki, warzywa, ale zawsze chciałam stworzyć takie miejsce, do którego ludzie mogliby po prostu przyjść i odpocząć. Bez biletów i bez formalności.
Na farmę w Sośnicowicach można przyjechać z dziećmi, pospacerować między dyniami i zrobić urocze jesienne zdjęcia. W najbliższy weekend planowane jest nawet wspólne ognisko (oczywiście jego organizacja zależy od pogody).

Rodzinne dzieło

Przygotowanie farmy zajęło rodzinie niespełna dwa tygodnie, ale pracy – jak przyznają – było sporo. Najpierw trzeba było zebrać dynie z pola, a że pogoda sprawiła psikusa, niezbędne było zabezpieczenie ich przed zimnem. Pomarańczowe kuliste symbole jesieni rozłożone zostały tak, by tworzyły kolorową przestrzeń do zwiedzania. Pomagał Łukasz Kołodziej, mąż Doroty, przyjaciel Piotrek oraz trzy córki, które najpierw pielęgnowały rośliny, a potem układały i pilnowały, by każda dynia znalazła swoje miejsce.
– To było nasze wspólne zajęcie. Czasem po szkole dziewczyny przychodziły pomagać. Wszyscy się zaangażowaliśmy – trochę pracy, ale dużo radości – mówi pani Dorota.
Farma powstała na około pięćdziesięciu arach ziemi. Dynie, w liczbie trudnej do policzenia, prezentują się tu w kilku odmianach – głównie jadalnych, choć nie brakuje też ozdobnych, pochodzących z wymiany z zaprzyjaźnionymi rolnikami.

Dla ludzi, z zaufaniem

Państwo Kołodzieje nie tylko prezentują okazałe dynie, ale także zachęcają do ich zakupu. Mają także samoobsługowe półki – szafki z ziemniakami, burakami i marchewką – owocami ich pracy. Obok płodów rolnych jest skarbonka. Kto chce, może kupić warzywa, wrzucając do niej odpowiednią kwotę. – Liczymy na uczciwość ludzi. Skoro my do nich podchodzimy z otwartością, wierzymy, że oni też to odwzajemnią – mówi właścicielka.
Warzywa pochodzą z upraw bez nawozów, co doceniają klienci z całego regionu.

Jesień w Sośnicowicach

Choć pogoda bywa kapryśna, farma przyciąga odwiedzających nawet w deszczowe dni. – Ludzie przychodzą w kaloszach, z parasolami, robią zdjęcia, spacerują między dyniami. To dla nas największa radość – mówi pani Dorota.
Państwo Kołodziejowie nie planują komercjalizacji pomysłu. Chcą, by farma pozostała miejscem otwartym, rodzinnym i swojskim – takim, które powstało z potrzeby serca, a nie z kalkulacji.
– To nie jest biznes, tylko coś, co chcieliśmy zrobić dla innych. Dla radości – swojej i ludzi, którzy tu przychodzą – dodaje pani Dorota z uśmiechem.

Adriana Urgacz-Kuźniak

fot. Mariusz Pendzich / Sośnicowice Nasze Miasteczko

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj