Charytatywne wyprawy - na dwóch kółkach oraz samochodem. 

Samochodem, czy rowerem, nieważne jakim środkiem komunikacji, ważne, by dotrzeć do upragnionego celu. Dwie akcje charytatywne, które pomogą innym.
O radnym gminy Gierałtowice, który kręci kilometry na swoim jednośladzie pisaliśmy już w ubiegłym roku. Wówczas pan Marek w samotnej wyprawie w dwa tygodnie dojechał do Barcelony. Tym razem poprzeczka poszła w górę, a trasa poprowadziła aż do Hiszpanii! Nie obyło się po drodze bez niemiłych niespodzianek, które spowodowały nagłe zakończenie wyprawy. - To był mój cel, by kolejny raz przeżyć coś w swoim już 59-letnim życiu. Choć jestem spełniony zarówno zawodowo, jak i prywatnie, to znów postanowiłem samotnie wsiąść na swoje dwa kółka i poznać kolejne państwo „od kuchni” – opowiada Marek Błaszczyk, który pierwotnie chciał wyruszyć do Aten lub do Włoch, to jednak postawił na Bilbao, miasto w północnej Hiszpanii. Rowerzysta wyruszył z Przyszowic na początku czerwca i przejechał przez: Polskę, Niemcy, Holandię, Belgię, Francję, by finalnie dotrzeć do Hiszpanii. Pokonanie 2360 km radnemu zajęło 16 dni.  Niestety, zabrakło nieco ponad 100 km do celu, kiedy pan Marek musiał podjąć decyzję, by się wycofać z podróży życia. - Na ostatnim etapie przewróciłem się na rowerze, kierowca samochodu zajechał mi drogę i uciekł. Byłem dość mocno poobijany, miałem zdezelowany rower, dlatego podjąłem trudną dla mnie decyzję o zakończeniu wyprawy. To była trudna podróż, miałem sporo przeciwności losu na trasie. Było bardzo zimno, zaczynałem jazdę kiedy było 8 stopni, temperatura wzrastała do maksymalnie 16 stopni Celsjusza w ciągu dnia, gdzie w Polsce w tym czasie było nawet 30 stopni. Oprócz zimna nie obyło się bez ciągłego deszczu i wiatru. Warunki niestety nie były sprzyjające, wręcz bardzo trudne – podsumowuje Błaszczyk.

Nie tylko dla siebie   

Rowerowa podróż do Bilbao miała charakter charytatywny. Pan Marek podczas drogi zbierał fundusze dla Fundacji „Gram, Kibicuję, Pomagam”. Udało się zebrać blisko trzy tysiące złotych. Oprócz tego radny chętnie propaguje sport i zdrowy styl życia niezależnie od wieku. Błaszczyk myśli już o kolejnej wyprawie rowerowej, kto wie, może za rok uda się dotrzeć do Aten lub do wymarzonych Włoch. Skoro mowa o Włoszech to na wzgórze Monte Cassino zmierzało 80 załóg w Fiatach 126p. 5 lipca, w samo południe, spod Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie wyruszyli uczestnicy Wielkiej Wyprawy Maluchów. Już po raz drugi ekipy w maluchach podróżowały po Europie, a to wszystko, by pomóc dzieciom poszkodowanym w wypadkach samochodowych. W 8 dni uczestnicy przejechali 3200 kilometrów i odwiedzili aż 7 państw. W gronie pomagających nie zabrakło gliwickiego akcentu, a mowa o firmie KENO z Ostropy, która już po raz drugi wzięła udział w wydarzeniu.

Pomarańczowa moc!

Maluch gliwickiej firmy poza drobnymi problemami z gaźnikiem na samym początku był  niezawodny. -  W tym roku postanowiliśmy pojechać na całą wyprawę naszym własnym Maluszkiem. Nasze auto zdecydowanie wyróżniało się na tle innych dzięki mocnemu pomarańczowemu ubarwieniu, które przyciągało wzrok na każdym kroku. Dodatkowo, na dachu zamontowaliśmy imitację modułu fotowoltaicznego, co nie tylko dodawało charakteru naszemu Maluszkowi, ale także podkreślało nasze zaangażowanie w nowoczesne technologie i ekologiczne rozwiązania – dodają przedstawiciele firmy KENO.

Oprócz ogólnej zbiórki, gdzie każdy może wpłacić dowolną kwotę na dzieci poszkodowane w wypadkach samochodowych, gliwicka firma postanowiła założyć własną zbiórkę, która okazała się być sporym sukcesem, bowiem ponad  40 wspierających przyczyniło się do zebrania prawie 12 tysięcy złotych. - Jesteśmy ogromnie wdzięczni wszystkim, którzy wsparli naszą inicjatywę. Te środki na pewno przyczynią się do poprawy sytuacji dzieci poszkodowanych w wypadkach samochodowych. Wspólne zaangażowanie i hojność darczyńców pokazują, że razem możemy osiągnąć naprawdę wiele – podsumowują.
/c
 

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj