„Asterias” – legendarny jacht otrzyma pamiątkową tablicę.

Był taki jacht morski, gliwicki, który przez lata się falom nie kłaniał. Zbudowany siłami studentów Politechniki Śląskiej, wziął udział w wielu wielkich wyprawach, w tym kilkukrotnie opłynął świat. Jego piękna przygoda skończyła się (być może przez lokalnych piratów) na rafie koralowej u wejścia do kubańskiej mariny Barlovento. W kwietniu, w rocznicę wodowania, w gliwickim porcie legendarny Asterias uhonorowany zostanie pamiątkową tablicą. 

Brama na szeroki świat

W komunie niewiele było możliwości podróżowania poza żelazną bramę. Jedną z nich było żeglarstwo. Być może ówczesne władze widziały w tym okazję do promocji socjalistycznego świata, w każdym razie wizy przyznawały żeglarzom dość chętnie.

W pierwszej połowie lat 70. grupa studentów Politechniki Śląskiej wpadła na pomysł zbudowania własnego jachtu, który umożliwiłby im dalekie, pełnomorskie wyprawy. W tamtym okresie niełatwo było zdobyć materiały czy uzyskać wymagane zgody – w czasach PRL-u niemal każdą część czy element wyposażenia trzeba było organizować „po znajomości”. Cenne wsparcie zapewniały m.in. śląskie huty (np. w Miasteczku Śląskim dostarczono ołów na balast, a w Rudzie Śląskiej – blachy), władze uczelni, prezydent miasta i lokalne przedsiębiorstwa. Z kłopotami, ale skutecznie, udało się zebrać wszystkie niezbędne materiały.

Dokumentację techniczną kupiono w oparciu o sprawdzony projekt jachtu pełnomorskiego, a budowa wymagała rygorystycznego nadzoru Polskiego Rejestru Statków. Prace prowadzono od 1974 roku w Zakładach Naprawy Lokomotyw Elektrycznych w Gliwicach. Do spawania stalowego kadłuba zatrudniono doświadczoną brygadę, zwaną żartobliwie „Pajączkami” (od nazwiska brygadzisty, Alfreda Pajączka). Członkowie klubu studenckiego pomagali przy wszelkich dodatkowych pracach – czyszczeniu, kompletowaniu osprzętu czy transporcie.

Wodowanie w Gliwicach

Wiosną 1975 roku kadłub jachtu był gotowy, a sam moment wodowania zaplanowano na 12 kwietnia. Ze względu na wysokość konstrukcji konieczne było przygotowanie specjalnej trasy przez miasto: ekipa techniczna musiała m.in. unosić trakcje elektryczne i usuwać różne przeszkody na drodze do Portu w Gliwicach. Tam „Asterias” – początkowo bez masztu i ostatecznego wyposażenia – spoczął na barce wypełnionej węglem i popłynął Odrą do Szczecina. Dopiero w Szczecinie zamontowano maszt i pozostałe elementy, by pod koniec 1975 roku mógł rozpocząć pierwsze bałtyckie rejsy próbne.

Początkowo planowano nazwać jacht „Politechnika Śląska”, ale okazało się, że była już jednostka o takiej nazwie. Rozważano więc różne propozycje, aż zdecydowano się na „Asterias”. Jest to łacińskie określenie rozgwiazdy, co nawiązywało do morskiego charakteru jednostki, a przy tym nazwa była stosunkowo krótka i łatwa do wymówienia w różnych odwiedzanych przez żeglarzy krajach.

Rejs dookoła świata (1976–1977)

Już podczas budowy młodzi żeglarze marzyli o wyprawie dookoła świata. W 1976 roku „Asterias” wyruszył z załogą pięciu śmiałków, którzy mieli spędzić na morzu około półtora roku. Wypłynęli ze Świnoujścia, kierując się na zachód w stronę Ameryki, zahaczając o Nowy Jork i Kanał Panamski. Później odwiedzili m.in. Polinezję, wyspy Kuka, Australię, Południową Afrykę, by w końcu wrócić do Polski w grudniu 1977 roku. Podczas tej niezwykle wymagającej podróży musieli stawiać czoła żywiołom, pływając czasem w tzw. „ryczących czterdziestkach”, czyli na szerokościach geograficznych, gdzie wieją wyjątkowo silne wiatry.

Dalsze wyprawy i prestiżowe rejsy

„Asterias” spełnił pokładane w nim nadzieje – pozwolił młodym ludziom zobaczyć świat. Żeglarze wspominają, jak astronawigacja (klasyczna metoda wyznaczania pozycji dzięki obserwacji ciał niebieskich) pomagała im docierać tam, gdzie chcieli. Skąd brali prowiant? Wtedy w całym świecie drzwi domów otwierały się na dźwięk polskiej mowy, a powitanie stanowiły słowa „Wałęsa” i „Jan Paweł II”.

W latach 70. i 80. „Asterias” służył kolejnym pokoleniom żeglarzy z Gliwic i nie tylko. Wyruszał w mniejsze i większe wyprawy – po Atlantyku, na Karaiby, a nawet w pobliże Arktyki (Spitsbergen). Co więcej, opłynął przylądek Horn! Na pokładzie organizowano rejsy etapowe, podczas których załogi zmieniały się co kilka tygodni. Dzięki wieloletniej eksploatacji jacht zapisał się w pamięci wielu osób ze środowiska akademickiego i żeglarskiego.

Smutny koniec

W latach 90., wraz ze zmianami ustrojowymi w Polsce, sytuacja klubu studenckiego mocno się przeobraziła. Coraz mniej osób mogło opiekować się kosztownym w utrzymaniu jachtem. Ostatecznie „Asterias” wyczarterowano prywatnym żeglarzom, którzy w 1990 roku wyruszyli na Kubę. Niestety, przy wejściu do portu w Hawanie doszło do wypadku – w nocy mylnie odczytano sygnały świetlne (co mogło być wynikiem celowego zabiegu kubańskich piratów) i jacht osiadł na mieliźnie przy brzegu.

Choć załodze nic się nie stało, jednostka uległa poważnym uszkodzeniom. Po prowizorycznych naprawach „Asteriasowi” nie udało się uzyskać ponownie wymaganej klasy bezpieczeństwa. Podjęto próby sprowadzenia go do Polski, lecz nie doszły one do skutku – ostatecznie „Asterias” został na Kubie, a jego wyposażenie odesłano statkiem do kraju. Według niepotwierdzonych informacji jacht mógł zostać sprzedany przez Kubańczyków prywatnemu inwestorowi i być może wciąż pływa, jednak dziś trudno stwierdzić, czy rzeczywiście tak było.

Dziedzictwo „Asteriasa”

Mimo smutnego zakończenia dzieje tej stalowej jednostki są ważną kartą w historii śląskiego – i polskiego – żeglarstwa. Przez lata „Asterias” pozwalał studentom Politechniki Śląskiej oraz innym pasjonatom mórz i oceanów poznawać dalekie zakątki globu, a także kształtować hart ducha i zdobywać bezcenne doświadczenia. Jego budowa i kolejne rejsy były dowodem determinacji, pomysłowości oraz wsparcia wielu ludzi i instytucji. 12 kwietnia w gliwickim porcie (dziś teren Śląskiego Centrum Logistycznego) legendę gliwickiego żeglarstwa upamiętni specjalna tablica.

Adrianie Urgacz-Kuźniak o „Asteriasie” opowiedzieli jego budowniczy, Janusz Sitnik i Marian Wosz.
Zdjęcia z archiwum Janusza Sitnika

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj