Zaczęło się od modernizacji kanalizacji deszczowej, a skończyło tym, że piwnice bloku przy ul. Młodych Patriotów zalewane są fekaliami.

Prace budowlane prowadzone były 2 lata temu i od tego czasu problem pojawiał się sporadycznie – przyjeżdżało WUKO, wypompowywało nieczystości i… życie toczyło się dalej. Od kilku miesięcy skala zalewania narasta, a smród, jaki wydobywa się z pomieszczenia wymiennikowni ciepła (tam wypływają fekalia), zmarłego postawiłby na nogi!

Od Annasza do Kajfasza

Pan Józef, który poprosił nas o interwencję, po ludzku, stracił cierpliwość. Pisma wysyła wszędzie tam, gdzie teoretycznie mógłby uzyskać pomoc – do Urzędu Miasta (na jego zlecenie przeprowadzony był feralny remont), Spółdzielni Mieszkaniowej „Żwirki i Wigury”, do Prokuratury i Sanepidu. Niektóre z jego podań nie uzyskały żadnej odpowiedzi. Inne skwitowano słowami „Mamy ważniejsze rzeczy na głowie”.
- Prosiłem ich, mówiłem, że tu może dojść do epidemii. Już się ludzie źle czują – mówi mój rozmówca, prowadząc mnie do drzwi pomieszczenia, z którego wydobywa się silny zapach, prawdopodobnie siarkowodoru. Nie pozostajemy tam ani chwili – smród jest nie do zniesienia. Pan Józef pokazuje nam natomiast inne miejsca w piwnicy, w których posadzka jest mokra, lub co więcej, znajdują się na niej dziwne narośle.
- Woda musi gdzieś znaleźć ujście. A jeśli podmywa fundamenty? – obawy mieszkańca wynikają z jego doświadczenia zawodowego – przez lata pracował jako budowlaniec.

Firma „Kogucik”, skopał i ucikł…

2 lata temu na osiedlu na zlecenie Urzędu Miejskiego wymieniana była kanalizacja deszczowa. Najprawdopodobniej to wtedy właśnie uszkodzona została rura kanalizacji sanitarnej. To, że problem nie leży w samym budynku, sugerowali m.in. pracownicy WUKO. Wyposażeni w kamery oznaczyli nawet na parkingu prawdopodobne miejsce awarii. Niestety, firma, która wykonywała remont już nie istnieje. Nikt nie poczuwa się do naprawy „skopanego” remontu.

Spółdzielnia w piątek przeprowadziła wizję lokalną. Gdy dzwonię, otrzymuję informację, że sprawą zajął się nowy pracownik. Obecnie wystosował pismo do Taurona, z prośbą o zgodę na demontaż latarni, która znajduje się przy nitce kanalizacyjnej. Pan Józef pokazuje mi pismo do spółdzielni – złożył je 29 kwietnia.
Uprzejmie proszę mężczyznę, który znajduje się po drugiej stronie słuchawki, aby wysłał mi skan pisma przesłanego do Taurona. Chcę sprawdzić, czy Spółdzielnia rzeczywiście zajęła się tą sprawą i czy nie dochodzi do kolejnej opieszałości. W odpowiedzi słyszę, że prześle – ale nie dziś, nie jutro, może w środę. Jeśli otrzymam dokument – na naszym portalu uzupełnię treść tekstu o tę informację.
Zapytanie wysłałam także do PWiK. Na odpowiedź czekam.

Tylko kłopoty z tymi mieszkańcami…

Po raz kolejny interweniujemy w sprawie, w której mieszkańcy czują się bezsilni. Najpierw podejmują kroki zgodne z procedurami – piszą pisma do instytucji, od których oczekują pomocy. Gdy jej nie otrzymują, zwracają się do nas. Często słyszymy, że dla tych, którzy są zatrudnieni by im pomóc, są jedynie kłopotem…
Pana Józefa poprosiłam o ponowny kontakt po upływie tygodnia. Szkoda, że smrodu fekaliów nie da się sfotografować. Można by go było wysłać osobom, które odpowiedzialne są za naprawę uciążliwej awarii. Może to przyspieszyłoby ich działania?

Adriana Urgacz-Kuźniak
 

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj