Blok przy ul. Kasprowicza 39 w Sośnicy zamieszkany jest przez dwie grupy lokatorów. Jedni płacą czynsz, za własne pieniądze malują korytarz, chcąc mieszkać w estetycznym otoczeniu, inni nie tylko nie płacą za lokale, ale żyją w nich w warunkach, w jakich nikt nie odważyłby się trzymać zwierząt.

W sprawie pluskiew napisała do nas pani Monika. Ona, wraz z półrocznym dzieckiem, „uciekła” z własnego mieszkania do matki, po tym jak oboje zostali pogryzieni przez robactwo. Na posterunku zostawiła męża, który również stara się jak najmniej czasu spędzać w mieszkaniu. Z maila, który do nas przesłała Czytelniczka, wyziera bezsilność.

- Wyjechałam z dzieckiem, ponieważ nie wyobrażam sobie mieszkać w takich warunkach, bojąc się co noc o dziecko i siebie. Mieszkają tam różni ludzie, jest wiele pustostanów, zaniedbanych miejsc. Jeśli wszystko, każdy lokal nie zostanie poddany dezynsekcji, to nie wyjdziemy z tego. Nie wiem co dalej robić, do kogo dzwonić, z kim rozmawiać, żeby sprawa została skutecznie załatwiona i można było bezpiecznie mieszkać – napisała do nas.

W dzień, w którym przyjeżdżamy, aby na własne oczy zobaczyć ten bajzel, na klatce schodowej – której stan woła o pomstę do nieba - administracja wiesza ogłoszenie o dezynsekcji. Lokatorzy, których spotykamy, nie mają jednak złudzeń co do tego, że taki zabieg przyniesie oczekiwany i ostateczny skutek. Bo, jak mówią, nie wszyscy wpuszczą fachowca od dezynsekcji, a to oznacza, że nawet jeśli w niektórych mieszkaniach uda się wytępić robactwo, przypełznie z powrotem z pozostałych lokali. Powiedzenie „Wolnoć Tomku w swoim domku” nie ma tu racji bytu, bowiem wszechobecny brud jest wymarzonym środowiskiem dla robactwa, które rozpleniło się w całym budynku.

Problemem są nie tylko lokatorzy, którzy nie wpuszczą fachowca, ale także pustostany, z których zostali usunięci mieszkańcy sprawiający największe problemy. Bo choć ich już nie ma, nikt nie posprzątał po nich lokali. Tak przynajmniej uważa pan Jacek, który swego czasu zajrzał do jednego z takich mieszkań, na dowód pokazując zdjęcie. Jego zdaniem wciąż pozostały tam resztki jedzenia, stare, pełne robactwa tekstylia i meble, w których gnieżdżą się pluskwy.

- Z tą administracją (red. SRK) zawsze były kłopoty – mówi jego sąsiadka, która mieszka w tym bloku od 7 lat.
Pan Jacek pogorszenie stanu budynku składa jednak na karb wyprowadzki z niego administracji, która zajmowała pomieszczenia na parterze. Od tamtego czasu, jak mówi, budynek zaczął pobadać w ruinę. W piwnicy ktoś powykręcał grzejniki, przez co pomieszczenia zostały zalane. Stoją teraz zamknięte na klucz, bo spółdzielnia nie chce ich udostępnić nawet za pieniądze. W pustostanach może zamieszkać, kto chce. Spółdzielnia nie stara się pozyskać sumiennych lokatorów. Przez to wszystko blok i jego korytarze przypominają bardziej slumsy, niż budynek w mieście, które na swoich sztandarach ma hasło „Przyszłość jest tu”.

I pytania właśnie na temat przyszłości tego budynku wyślemy do Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Poczekamy też na efekty dezynsekcji. Chcemy pozostać z mieszkańcami w kontakcie. Zastanawiamy się też, czy w naszym mieście jest więcej takich miejsc zapomnianych przez boga, ludzi i administracje…  

aku

Galeria

wstecz

Komentarze (0) Skomentuj