Mówi się często o wyborze ścieżki. Stajesz na rozdrożu i możesz iść w prawo lub lewo. Gdybyś nie wybrał tego kierunku, utworzenia GTW, to jaką drogą byś poszedł?
Pewnie działałbym w innej organizacji pozarządowej. Przed GTW działałem w Centrum Inicjatyw Społecznych, byłem już drużynowym w Hufcu Ziemi Gliwickiej ZHP, pomagałem organizować finały WOŚP. Jakoś od razu ta społeczna praca we mnie zagrała i mnie wciągnęła (śmiech). Jedyne nad czym jeszcze myślałem w tamtym okresie, to wstąpienie do wojska. Byłem przecież harcerzem, lubiącym militaria, survival, bieganie po lesie…
Przypomnij, jakie były początki. Do jakich zadań i przez kogo stworzone zostało GTW?
Jako 19. Gliwicka Drużyna Harcerska pomagaliśmy w finałach WOŚP. Zaangażowaliśmy się w działania CIS przy dużym wsparciu Joanny Saree. Wspieraliśmy programy młodzieżowe oraz świetlice dla dzieci i młodzieży. Trwało to jakiś czas. I tak, naturalnie, mieliśmy też jakieś inne pomysły na rozwój, projekty, programy. Decyzje o utworzeniu GTW przypieczętował udział w Letniej Szkole Liderów Politycznych i Społecznych w Warszawie. Zrozumieliśmy, że można coś zbudować fajnego z grupą ludzi. I tak zbudowaliśmy…
A z CIS, dzięki Pani Asi, wyszła mocna ekipa, bo Marek Pszonak angażował się w działania świetlicy CZESIO, był Michał Jaśniok, Dagmara Kitller ma obecnie swoją wolną szkołę, młoda ekipa Leszka Loszy działa równie prężnie, jak my.
Co jest najtrudniejsze w działalności NGO-sów?
Myślę, że pozyskanie środków na działalność - to jest zawsze duża bolączka. Trudne jest też stworzenie dobrego zespołu, który będzie sprawnie działał. Potrzeba czasu, żeby ekipa się „dotarła” i wiosłowała w jednym kierunku. Żeby każdy miał uważność na drugą osobę, żebyśmy wzajemnie się wspierali, nie tylko w sprawach służbowych. Potem drobne fochy już nie mają znaczenia (śmiech).
W obecnym czasie wyzwaniem jest także zachęcenie młodych osób do stałej, systematycznej działalności. Łatwiej jest zaprosić wolontariuszy na event typu Finał WOŚP, mniej osób chce jednak deklarować stałą pomoc.
Czy formuła organizacji pozarządowych - w Twojej ocenie - rozwinęła się? A może wyczerpała?
Moim zdaniem cały czas się rozwija i gonimy organizacje m.in. z krajów skandynawskich. Jest kilkadziesiąt fajnie rozwijających się NGO, które idą w profesjonalizację usług i można się od nich uczyć, jak Dom Aniołów Stróżów czy „Siemacha”. Są duże możliwości dzięki różnym programom, w tym np. Erazmus, aby współpracować ze stowarzyszeniami zagranicznymi i wymieniać doświadczenia, czy wiedzę. Ale jeszcze trochę roboty zostało. Mam nadzieję, że ustawy bardziej usystematyzują sprawy organizacji, aby każdy wiedział co można, a co nie.
Dwie dekady to wystarczająco, żeby dokonać pewnych podsumowań. Co się udało, co nie, jakie zmiany celów nastąpiły? Czy czegoś żałujesz?
Zawsze coś można zrobić lepiej, inaczej. To był… jest fajny czas w GTW. Mamy szereg dobrych projektów, poznaliśmy fajne osoby, część dalej jest z nami. Nikt nam nie odbierze tych przeżyć, wspomnień oraz zbudowania fajnych relacji. Na pewno można było rozwinąć Festiwal GOFFR czy HydeParkNews, ale zabrakło kogoś do stałej koordynacji. Część projektów naturalnie umarła, gdyż były nietrafione. Myślę, że mogliśmy jeszcze bardziej rozwinąć nasze zadania pedagogiki ulicy, ale mamy następne 20 lat, to damy radę (śmiech). Czasu nie cofniemy. Więc… nie, niczego nie żałuję. Za czas spędzony w stowarzyszeniu jestem wdzięczny.
Jedna z Was - Marta Golbik „poszła w politykę”. Ciebie nigdy nie kusiło?
Był taki okres, w szczególności kiedy kończyłem Szkołę Liderów Politycznych i Społecznych. Dużo znajomych znajdowało miejsce w polityce dużej i małej. Jednak wygrała działalność w stowarzyszeniu i zbudowanie GTW wspólnie z harcerzami. Jeżeli już o czymś myślałem, to było to na poziomie Rady Dzielnicy, najwyżej Rady Miasta, bo dałoby to kolejne możliwości, aby lokalnie, wspólnie z mieszkańcami realizować coś fajnego dla społeczności. Nie jest też tajemnicą, że jestem członkiem GIO od 2006 roku, od kiedy zaprosił mnie tam Marek Pszonak. Obecnie wiele tworzących się komitetów wyborczych zaprasza członków NGO. Może dzięki temu w radach będzie więcej uspołecznienia i patrzenia przez pryzmat lokalnej społeczności, a nie polityki z Warszawy. Ja też miałem 3 telefony odnośnie startu.
A jeśli chodzi o panią poseł, to bardzo fajnie sobie radzi. Ma swój kawałek, którym się zajmuje i który też jest bliski GTW, czyli wsparcie dzieci i młodzieży. Jest przewodniczącą Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Psychicznego dzieci i młodzieży, każdego roku wspiera WOŚP w Gliwicach.
Czy zechcesz opowiedzieć o swojej chorobie i o tym, jak stowarzyszenie radziło sobie w jej trakcie, gdy nie bardzo miałeś jak pomóc?
Oj, trudny okres, organizm wystawił mi czerwoną kartkę. Trzeba było na chwilę zejść z boiska. Na szczęście zarząd, Aga i Marek, przejęli moje obowiązki, dobrze też działał zespół w Stacji - Ola, Beata i Ania. Mieliśmy także wsparcie naszych trenerów. Fajnie, że mogłem jakieś sprawy konsultować z Całą Naprzód, zresztą pożyczyli mi wózek zanim od nowa zacząłem chodzić. Co mogłem - robiłem zdalnie. Wspomagali jedni i drudzy rodzice, więc mogę śmiało podziękować wszystkim. Wsparcie oczywiście było też od Marty Golbik, Magdy Budny, Marka Pszonaka, Tomasza Kulczyckiego, Łukasza Gorczyńskiego – oni wiedzieli o mojej chorobie. Pewnie o kimś zapomnę, przepraszam. Gdy myślałem, że jest już jej koniec i będę mógł wreszcie wrócić do aktywności, zawsze coś wyskakiwało nowego, ale dziś wracam. Powoli.
Nie mam co ukrywać, że największe podziękowania należą się mojej żonie, Wandzie. Przejęła sprawy domowe, przedszkola, szkoły, zajęcia dodatkowe chłopaków. Miała na głowie swoją pracę i jeszcze odwiedzała mnie w szpitalu, albo pomagała jak byłem w domu. No i motywowała, a jak trzeba było to słownie „kopała w tyłek”. A to, że rozmawiamy, w dużej mierze zawdzięczam cierpliwości do mnie moich lekarek, pań Bazger i Musialik. Nie miały łatwo, bo zawsze chciałem za szybko wyjść ze szpitala…
Czy do GTW można nadal przystąpić? Jeśli tak, to jakie warunki trzeba spełnić?
Tak, trzeba tylko przejść specjalny tor przeszkód, odpowiedzieć na pytania i przejść próbę ognia w naszej komnacie. Żartuję, oczywiście. Zapraszamy osoby, które chcą działać, chcą wspierać lokalną społeczność, realizować mniejsze lub większe przedsięwzięcia. Wszystkie informacje są na naszej stronie www.gtwgliwice.pl , porostu trzeba zrobić pierwszy krok i przyjść do nas.
Jakie macie plany... może nie na kolejne 20 lat, ale na najbliższą przyszłość?
Musimy, wspólnie z MZUK i Miastem Gliwice, doprowadzić do końca renowację Boiska Orkana dla naszych piłkarek, liczymy na dalszy rozwój sekcji sportowych. Nowe działania w Stacji Rynek oraz usystematyzowanie działania programów pedagogiki ulicy, to najbliższe cele.
W kolejnych latach mam nadzieję, że przekażemy organizację następnemu pokoleniu, które nas zastąpi, rozwinie GTW i zaprosi na 40 lecie. A my, jakoś wejdziemy po schodach na galę… Fajnie będzie jak projekty, które realizujemy, będą służyły po naszym odejściu z zarządu czy działalności stricte operacyjnej. Może zrobimy Radę Programową? Będzie pretekst do wspólnych spotkań na kawie (śmiech).
A tuż przed nami Gala XX-lecia, na której - mam nadzieję - Nowin nie zabraknie, gdyż od początku GTW z nami współpracujecie.
Moja współpraca z GTW zaczęła się ponad dziesięć lat temu. Zaprosił mnie Darek Opoka. Na początku pomagałem organizować koncerty, wydaliśmy wspólnie płytę winylową Gliwicka Alternatywna Scena, na której znalazły się utwory gliwickich zespołów punkowych związanych ze studenckim klubem Gwarek. Z czasem wspólne projekty zaczęły się mnożyć. Zorganizowaliśmy kilkadziesiąt koncertów pod szyldem Alternative Nights in Gliwice, festiwale Punk Generation i Winter Reggae czy kilkanaście eventów firmowych. Zaangażowałem się w organizacje Finałów WOŚP ze sztabem #335, który firmuje Stowarzyszenie GTW i od kilka lat na gliwickim Rynku organizujemy jedną z największych imprez na Śląsku, przyciągającą do naszego miasta rzesze ludzi.
Mam przyjemność być koordynatorem Stacji Artystycznej Rynek, to miejsce wpisało się w życie kulturalne Gliwic i tylko w roku 2023 uczestniczyło w naszych wydarzeniach ponad 10 tys. osób.
Agnieszka Neska Jagła
Stowarzyszenie GTW to mój drugi dom. Zakładając stowarzyszenie w 2004 roku nie przypuszczałam, że stanie się ono tak istotną częścią mojego życia. Lubię tu przychodzić i lubię ludzi, z którymi współpracuję. Dzięki nim i wolontariuszom, którzy wkładają ogromne serce i wysiłek w nasze projekty, to miejsce nabiera życia i staje się czymś więcej niż tylko organizacją.
Jesteśmy szczęśliwi, że możemy współpracować z ludźmi, których darzymy sympatią i szacunkiem. Ich zaangażowanie, odpowiedzialność oraz wielozadaniowość sprawiają, że nasze działania nabierają dynamizmu i skuteczności. Dziękujemy Wam, że zawsze możemy na Was liczyć, za Wasze wsparcie, zaangażowanie i poświęcenie.


Komentarze (0) Skomentuj